Dziś obchodzi swoje 65. urodziny. Jest znanym nauczycielem zajęć praktycznych i rzeźbiarzem. Od wielu lat uczy fachu nowe pokolenia artystów ludowych. Własnymi rękoma tworzył wszystkie drewniane statuetki „Wieża sukcesu”, wręczane przez władze Wielunia zasłużonym w różnych dziedzinach. A może to właśnie on powinien taką nagrodę otrzymać…
Grzegorz Kołaczek to wieloletni nauczyciel Zespołu Szkół nr 1 w Wieluniu. I choć niebawem ma zamiar przejść na zasłużoną emeryturę, to drzwi placówki zawsze będą dla niego szeroko otwarte. Ale Grzegorz Kołaczek to nie tylko pedagog, ale także, a może przede wszystkim, twórca – mistrz rzeźby w drewnie, pasjonat sztuki ludowej i oddany krajowi patriota.
Wieluński rzeźbiarz ma na swoim koncie wiele nagród i wyróżnień. Przeprowadził dziesiątki, a może i setki warsztatów z „dłubania w drewnie”. Jego prace zdobią prywatne mieszkania, instytucje, a nawet gabinety czołowych samorządowców i polityków.
Pasaż rzeźb przy Zespole Szkół nr 1 to w całości jego dzieło. Poplenerowe prace Grzegorza Kołaczka można też zobaczyć przy Muzeum Ziemi Wieluńskiej, a także przy Dworcu Kulturalnym Wieluń-Dąbrowa i w wielu innych miejscach. Z dumą opowiada o tym, że zrobił dwie identyczne płaskorzeźby z okazji 80. rocznicy wybuchu II wojny światowej, przedstawiające wieluński ratusz. Obie trafiły w ręce prezydentów Polski i Niemiec, obecnych na uroczystościach.
Grzegorz Kołaczek czerpie inspiracje z twórczości ludowej i patriotycznej. Jak sam często podkreśla, nieobce są mu wartości: Bóg, Honor i Ojczyzna. Jego dzieła często doceniane są w konkursach rzeźbiarskich poświęconych tematyce religijnej, patriotycznej czy ludowej. Ale uwaga, po wielu latach prowadzenia zajęć rzeźbiarskich, sukcesy w tym rzemiośle zaczęli odnosić jego pilni uczniowie.
Ale Grzegorz to nie jedyny w rodzinie Kołaczków, który pewnie łapie za dłuto i tworzy co mu w duszy zagra. Sztukę rzeźbienia w drewnie opanował także jego syn Andrzej. Ten zaś z dłutem oswaja już swojego syna, czyli wnuka Grzegorza. Tak oto pasja rzeźbiarska opanowuje ród Kołaczków, przechodząc z pokolenia na pokolenie.
Grzegorz Kołaczek, wraz ze swoimi uczniami i przyjaciółmi po fachu, stworzył stowarzyszenie „Lipowy Wiór”. Pasjonaci rzeźbiarstwa lubią swoje towarzystwo, podobnie postrzegają świat sztuki, ale są też mieszanką światopoglądową. Mimo to, zawsze potrafią rozmawiać na każdy temat, nawet bez użycia ostrych jak brzytwa dłut.
W dzieciństwie nie miał żadnej styczności z rzeźbą. Mały Grzesiu nie znał nawet jednego rzeźbiarza. Z drewnem zaprzyjaźnił się dopiero jako dorosły mężczyzna. Odbywał wtedy służbę wojskową.
- Miałem trochę wolnego czasu pomiędzy ćwiczeniami, więc zająłem się majsterkowaniem – wspomina.
W warsztacie znalazł kawałek drewna i przy użyciu wyłącznie zwykłego nożyka, tzw. kozika, wystrugał pierwszą figurkę. To była postać „dziada”. A że „dłubanie w drewnie” szło mu całkiem sprawnie, to powstawały kolejne figurki. Próbował zarazić, swoją nową pasją, kolegów z wojska, ale szybko okazało się, że to zupełnie nie jest „zabawa” dla nich. Ale on rzeźbił dalej, nawet gdy na dobre zdjął już wojskowy mundur.
Ulubionym drewnem rzeźbiarzy jest lipa. Jest miękka, łatwa do rzeźbienia. Właściwie dłuto wchodzi w nią jak w masło. Właśnie dlatego, jeśli ktoś chciałby zacząć strugać w drewnie, to powinien zacząć przygodę, używając drewna lipowego.
Jednak Grzegorz Kołaczek na lipie nie poprzestał. Dziś, po prawie 40 latach wprawiania się w nietypowy fach, potrafi pracować z niemal każdym rodzajem drewna.
- Nie ma drewna, w którym nie można rzeźbić. Wszystko zależy tylko od chęci i narzędzi – zaznacza Grzegorz Kołaczek i dodaje, że obok lipy, dość łatwa w obróbce jest też topola. Dużo bardziej kłopotliwe są: wiąz, dąb czy brzoza.
Oczywiście, by rzeźbić na poziomie potrzebne są odpowiednie narzędzia – głównie dłuta, młotki, a także koziołki lub imadła.
- Gdy zaczynałem nigdzie nie można było kupić żadnych dłut rzeźbiarskich. No to rzeźbiłem czym się dało – wspomina wieluński artysta.
Dla osób, które nigdy nie miały dłuta w ręku, rzeźbienie może wydawać się prostym zajęciem. Wcale tak nie jest. Każdy rzeźbiarz, po pewnym czasie, wypracowuje swój własny, często rozpoznawalny styl.
- Każdy rzeźbi inaczej. Chciałbym, żeby ludzie nie bali się własnego stylu. Znałem wielu rzeźbiarzy, których już z nami nie ma. Wykonywali prace można rzec „prymitywne”, ale i one miały swój urok – podsumowuje Grzegorz Kołaczek.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze