Reklama

„Lekarze kazali się żegnać”: Dramatyczna walka o życie

To miał być zwykły wieczór z rodziną, ale w jednej chwili wszystko się zmieniło. Diagnoza: glejak wielopostaciowy IV stopnia - jeden z najbardziej złośliwych nowotworów mózgu. Dla Mariusza Kościelnego z Masłowic to początek dramatycznej walki o życie, czas i nadzieję. Jego rodzina robi wszystko, by nie dopuścić do najgorszego.

Życie potrafi zmienić się w jednej chwili. Dla Mariusza Kościelnego, 44-letniego mieszkańca Masłowic, takim momentem był czerwcowy wieczór, kiedy przygotowując kolację dla swoich córek, poczuł dziwne zawroty głowy i mrowienie w kończynach. Był to drugi taki incydent w przeciągu dwóch tygodni. Jego żona, Karolina Kościelna, uparła się, aby pojechał na ostry dyżur do szpitala. Tam zdiagnozowano udar mózgu i po tygodniu hospitalizacji odesłano go do domu z zaleceniami odpoczynku.

- Przyznam, że nie dawało mi to spokoju i zaczęłam drążyć temat. Mariusz nie miał żadnych innych objawów udaru, więc ciężko było nam uwierzyć w tę diagnozę - mówi Karolina Kościelna, żona Mariusza.

Reklama

Z pozoru niegroźne objawy okazały się początkiem dramatycznej walki o życie. Diagnoza, którą mieszkaniec Masłowic pod Wieluniem usłyszał w sierpniu, brzmiała niczym wyrok - glejak wielopostaciowy IV stopnia. Najbardziej złośliwy i agresywny nowotwór mózgu. Brak możliwości usunięcia guzów.

- Dawano nam miesiąc. Nikt nie jest przygotowany na takie słowa… Lekarze patrzyli nam w oczy i kazali się żegnać - wspomina z goryczą Karolina.

Jak sama mówi, tutaj wydarzył się pierwszy cud. Rozpoczęły się poszukiwania dobrego lekarza. Mariusz Kościelny trafił do szpitala uniwersyteckiego w Gdańsku, do profesora Witolda Libionki - wybitnego neurochirurga, który operuje najtrudniejsze przypadki guzów mózgu. Doktor podjął się operacji wycięcia guza w płacie czołowym - tego, który najszybciej rósł.

Reklama

- W końcu los się do nas uśmiechnął. Udało nam się wygrać z czasem, wskoczyliśmy na miejsce pacjenta, który zrezygnował. Mąż był operowany już miesiąc po diagnozie - relacjonuje żona Mariusza.

Niestety drugie ognisko w głowie jest nieoperacyjne i nie można go wyciąć. Trzeba zrobić wszystko, żeby zniszczyć je leczeniem. Po operacji w Gdańsku, rozpoczęła się chemioterapia i radioterapia w Narodowym Instytucie Onkologii w Gliwicach.

Mariusz Kościelny otrzymał szansę na leczenie w Kolonii (Niemcy). Został zakwalifikowany do nowoczesnej immunoterapii. Niestety, koszt terapii jest ogromny - wynosi aż pół miliona złotych. Aktualnie wszystkie środki, jakie posiada rodzina, przeznaczane są na leczenie, konsultacje i dojazdy.

Reklama

- Nie wiem, czy to dużo, czy mało, ale jest to dla nas suma, której nie jesteśmy w stanie samodzielnie uzbierać. Musimy zdążyć przed chorobą, przed kolejnym atakiem glejaka. W głowie wciąż jest aktywny guz, którego trzeba jak najszybciej zniszczyć - tłumaczy Kościelna.

Karolina nie potrzebuje wielu słów, by opisać, kim dla niej jest Mariusz. To nie jest tylko walka o leczenie. To walka o życie, o obecność ojca przy dorastających córkach, o każdy wspólny dzień.

- Mariusz jest całym moim światem. 25 lat wspólnej drogi, cudowne córki - 17-letnia Julia i 9-letnia Zosia. Tata pracujący pełną parą, inżynier. Myślę, że ci którzy go znają, potwierdzą, że jest bardzo życzliwy dla innych i zawsze pomocny - podkreśla i dodaje, że boi się stracić męża...

Reklama

- Potrzebujemy go tutaj. Zdrowego, uśmiechniętego i obecnego – zaznacza łamiącym się głosem.

Zrozpaczeni, ale pełni nadziei, Karolina i Mariusz Kościelni zwracają się z poruszającą prośbą o pomoc do wszystkich, którzy mogą ich wesprzeć.

- Jesteśmy zmuszeni prosić was o pomoc. Robimy to wszystko, aby mąż był jak najdłużej z nami, a przede wszystkim z naszymi córkami. Pomoc potrzebna jest natychmiast, bo choroba nie czeka. Odbiera nam czas, którego mamy coraz mniej - mówi ze wzruszeniem Karolina.

W tym trudnym czasie nie czuje się sama. Otacza ją rodzina, przyjaciele, a nawet ludzie, których wcześniej nie znała. Już teraz dziękuje im za okazaną pomoc.

Reklama

- Będziemy walczyć, bo mój mąż jest wojownikiem i nigdy się nie poddaje – akcentuje Karolina Kościelna.

- Okazało się, że anioły są na ziemi. Nie zdawałam sobie sprawy, że ludzie mają tak wielkie serca, za co bardzo dziękuję – kończy żona Mariusza.

 

Link do zbiórki: https://www.siepomaga.pl/mariusz-koscielny

Miejsce zdarzenia mapa Wieluń
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kulisy.net




Reklama
Najnowsze wiadomości