Reklama

Ma dla kogo żyć

W październiku skończy 43 lata, a w maju dowiedziała się, że choruje na złośliwy nowotwór trzustki. Wioletta Ignasiak, mieszkanka Załęcza Małego, usłyszała porażającą diagnozę, ale nawet przez chwilę się nie poddała. Walczy o zdrowie, bo ma dla kogo żyć. Jest matką, żoną, córką, siostrą i przyjaciółką.

Wszystko zaczęło się kilka miesięcy temu. Wioletta Ignasiak zaczęła odczuwać bóle w boku. Wtedy jeszcze nie przeczuwała najgorszego, a dyskomfort kładła na karb jednostajnej pozycji w pracy przed komputerami. Najpierw zgłosiła się do fizjoterapeuty, a masaże przyniosły nawet chwilową ulgę. W międzyczasie poddawała się konsultacji kardiologicznej. W końcu jeden z członków rodziny zasugerował jej wykonanie USG brzucha.
-  Pani doktor, która robiła Wioli badanie, zauważyła zmianę na trzustce – relacjonuje Katarzyna Cieśla, siostra cioteczna Wioletty.
- Wtedy jeszcze nie było wiadomo, że to nowotwór. Wiola trafiła do Łodzi, gdzie pobrano jej wycinek. To było na początku maja. Po biopsji i kolejnych badaniach okazało się, że rak jest złośliwy.
Katarzyna Cieśla zaznacza, że dla całej rodziny to był szok. 42-latak bowiem jest osobą  bardzo aktywną, a jej pasją są rajdy rowerowe. Przed chorobą pracowała zawodowo, a na dwóch kółkach pokonywała po 120 km, zdrowo się odżywiała, nie pali ani nie pije. Rodzina kieruje swoje przypuszczenia, co do przyczyn choroby, w kierunku genetyki. Niedawno na raka zmarł ojciec pani Wioletty. Inaczej nie potrafią sobie wyjaśnić dlaczego nowotwór dotknął akurat ją.
- Wioletta jest osobą ciepłą, energiczną, kontaktową i bardzo lubianą – opisuje chorą jej kuzynka.
- Trzyma się zasady, że jeśli miałaby o kimś mówić to tylko dobrze albo wcale  i pewnie wszyscy, którzy ją znają, mogą to potwierdzić.
Jest mamą dwóch synów, 22-letniego Marka i 16-letniego Piotra, a także żoną. Świat jej najbliższych rak postawił kilka miesięcy temu do góry nogami.
- Powiedzenie, że ciężka choroba dotyka nie tylko samego pacjenta, ale całą rodzinę, u nas się sprawdziło, a jesteśmy wszyscy zżyci. Chyba nie ma krewnego, który by nie odczuł diagnozy Wioli – zaznacza jej kuzynka Katarzyna.
- Moja siostra Agnieszka dowiedziała się o wszystkim w pewną sobotę. Do mnie wieści dotarły w niedzielę podczas obiadu, a do naszej kuzynki Magdy w poniedziałek. Wszystkie to przeżyłyśmy. Nie będę ukrywać, że nie wiedziałyśmy, w jaki sposób z Wiolą rozmawiać, o co pytać i jak okazać jej wsparcie. W końcu zaproponowałam, że pojadę z nią po wyniki, bo kiedyś towarzyszyłam już jej podczas drobnego zabiegu.
Teraz panie wymieniają się na bieżąco informacjami i wspierają krewną, towarzysząc podczas badań i konsultacji oraz wyszukując informacji na temat metod leczenia.
A wizyt u lekarzy było mnóstwo. Najpierw rodzina chciała potwierdzić diagnozę, a potem znaleźć odpowiedni ośrodek, który ma doświadczenie w leczeniu tego typu nowotworów.
- Specjaliści byli właściwie jednomyślni– informuje Cieśla.
Guz, który zaatakował trzustkę jest granicznie nieoperacyjny, wymaga chemioterapii neoadiuwentowej, przygotowującej do operacji.
- Zalecono chemioterapię, która obejmie sześć lub 12 cykli. Jeśli guz się zmniejszy, będzie można myśleć o zabiegu – tłumaczy pani Katarzyna.
Wioletta leczenie podjęła w Katowicach. Już pierwsze podanie leku musiało zostać przesunięte, ponieważ nabawiła się infekcji gardła. Potem leczenie odsuwało się z powodu zbyt małej ilości płytek krwi i kolejnych infekcji. Przyjmowany lek jest nowoczesny, dedykowany nowotworom trzustki, dostępny zaledwie od kilku lat, ale też bardzo agresywny. Chora przyjmowała piątą dawkę, od wtorku do czwartku (6-8 września).
- Za każdym razem siostra kładzie się na trzy dni do szpitala i te trzy dni spędza podłączona do kroplówki – opowiada Katarzyna.
- Teraz ma port, więc jest łatwiej, ale pierwsze podanie przez wenflon spaliło jej żyły. Po tych podaniach kilka dni czuje się fatalnie. Gdyby wszystko szło zgodnie z planem, już powinna być po ostatniej dawce i mielibyśmy informacje czy guz się zmniejszył, jednak te zawirowania z infekcjami wszystko przesunęły.
Po ósmej dawce i badaniach tomografem zapadnie decyzja, co do dalszego leczenia. Rodzina dowie się, czy można przeprowadzić operację czy też kolejne dawki chemii są potrzebne.
Kuzynka chorej podaje, że teraz rodzina czeka na wynik leczenia chemią, ale cały czas szukają nowych metod. Dotarli do kliniki w Niemczech, która zajmuje się kompleksowo całym organizmu. Pani Wioletta może liczyć tam na odtrucie oraz kurację wzmacniającą. Zostanie również poinstruowana co do diety, z czego zrezygnować, a co spożywać. Rodzinny budżet, nadszarpnięty przez kilka miesięcy konsultacji i badań nie jest w stanie udźwignąć kolejnego kosztu, dlatego Katarzyna Cieśla założyła zbiórkę.
- Do tej pory Wiola finansowo radziła sobie doskonale, ale niestety nas jako rodziny nie stać na tę kurację, wycenioną na 3,5 tys. euro. Koszty całości będą o wiele wyższe, bo powiększone o cenę dojazdu, zakwaterowania i zapewne wielu badań –  tłumaczy powód, dla którego rodzina prosi o wsparcie.
Niewykluczone, że operację pacjentka przeszłaby również za granicą. W tym momencie nawet trudno szacować koszty podobnego zabiegu i opieki okołooperacyjnej.
- Moja szefowa załatwia konsultacje w klinice w Niemczech – informuje sama Wioletta, podkreślając, że koledzy z pracy, z ZPS Jamar bardzo mocno ją wspierają nie tylko dobrym słowem, ale i czynem, bowiem przeprowadzają kwesty i organizują zbiórki.  
Jak na razie odzew na potrzeby chorej jest niemały.
- To co nas bardzo  buduje, to fakt,  że w pomoc zaangażowało się wiele osób, odbyły się kiermasze ciast, OSP Załęcze Małe zaplanowało bal charytatywny, będą festyny na rzecz Wioli – jednym tchem wymienia Katarzyna.
- Czujemy społeczne wsparcie.  Otrzymuję telefony z głosami tego wsparcia i informacjami o różnego rodzaju akcjach. My jako rodzina na niektórych nie damy rady się pojawić, ponieważ się pokrywają. Jesteśmy pod wrażeniem.
Rodzina podkreśla, że pacjentka z leczenia w Polsce nie planuje rezygnować, ale chce wykorzystać szanse na wzmocnienie organizmu, by zwiększyć widoki na pokonanie choroby.
- Mamy bardzo dobrych onkologów – podkreśla Cieśla.
- Wiola jest bardzo zadowolona z opieki. Lekarze, zostawiają otwarte pole leczenia. Po wizytach wracamy do domu z uśmiechem i nadzieją. Spotykamy się z ciepłymi słowami medyków – dodaje.
- Chcemy jednak wykorzystać maksimum możliwości medycyny, stąd pomysł, aby leczyć się też za zachodnią granicą.
Bliscy zaznaczają, że przewidzieli kilka opcji rozwoju wypadków i na bieżąco będą wybierać taką alternatywę, która w danym momencie będzie najlepsza. Wiedzą już, że gdyby pod wpływem chemioterapii guz się nie zmniejszył i klasyczna operacje nie była możliwa we Wrocławiu mogą skorzystać z  metody NANOKNIFE.
Katarzyna podkreśla, że Wiola bardzo szybko oswoiła się z diagnozę, a teraz weszła w tryb walki, podobnie jak jej bliscy.
- Choroba zabrała jej największą pasję czyli rower, bo choć Wiola już po diagnozie jeszcze jeździła, to jednak była zmuszona z tego zrezygnować, chociażby przez infekcje, których się nabawiała – mówi siostra cioteczna pacjentki.
- Teraz walczy aby możliwość uprawiania swojego hobby odzyskać. Ja powtarzam, że pędzimy na motorze, z którego nie można zsiąść. Niemcy to jest kolejne światełko w tunelu, brakuje nam pieniędzy więc zakładamy zbiórkę i działamy dalej – kończy.
Sama pacjentka zaznacza, że stara się myśleć pozytywnie.
- Kiedy usłyszałam jaka to zmiana, na myśl przyszła mi historia aktorki Anny Przybylskiej – wspomina.
- Taka choroba może dotknąć każdego, a przydarzyła się właśnie mi. Wierzę, że chemioterapia okaże się skuteczna i operacja będzie możliwa. Przez te trzy dni, kiedy jestem w szpitalu na podaniu chemii głowa zaczyna szwankować, ale po powrocie do domu ładuję akumulatory.
Pacjentka zaznacza, że jest ogromnie wdzięczna za pomoc.
- To zbiórki i akcje idą bardzo sprawnie, jestem zaskoczona bardzo pozytywnie, czuję, że nie jestem sama – podkreśla.


Magdalena Lizurej
[email protected]

Reklama

 

Osoby, które chcą finansowo wesprzeć leczenie Wioli mogą wpłacić środki tutaj:   https://zrzutka.pl/ksgam4

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kulisy.net




Reklama
Najnowsze wiadomości