Wojna, którą rozpętał Władimir Putin, stojący na czele Rosji, w ciągu kilku godzin zniszczyła życie wielu rodzin. Bliscy zostali rozdzieleni i nie wiadomo, kiedy będą mogli się przytulić. Pozostaje kontakt telefoniczny. Ci, którzy są w Polsce, codziennie drżą o życie rodzin na Ukrainie.
Jak mówi Rusłan Ditchuk duża część jego rodziny walczy na Ukrainie przeciw agresorom z Rosji.
- Mam w Charkowie córkę, 21 lat, trzyma teraz broń w rękach – podaje ze łzami w oczach mężczyzna.
- Bardzo się za nią modlę, polecam ją Bogu. Mam brata i ojca, z drugą grupą inwalidztwa, on też wziął broń i poszedł walczyć.
Rusłan wskazuje, że bez wsparcia z zewnątrz Ukraińcy nie dadzą rady się utrzymać długo.
- Pomocy potrzebują takie miasta jak Żytomierz, Kijów, Charków – wymienia.
-Mają broni mało, potrzebują naboi, kamizelek kuloodpornych, hełmów, opatrunków, leków. To jest bardzo potrzebne. Takie duże wojsko jak ruskie i takie duże wojsko jak białoruskie na nich, a jeszcze wojsko z Czeczeni. Wszyscy oni tam. Ukraina teraz trzyma na sobie te wojska i walczy z nimi, ale czym – załamuje ręce mężczyzna.
- Zastawiają czołgi gołymi rękami, można zobaczyć wszystko w Inernecie, po to są te filmiki, żeby wszyscy mogli zobaczyć, co tam się dzieje.
Rusłan podkreśla, że Putin jest odpowiedzialny za przestępstwo wobec ukraińskiego narodu. Mężczyzna podaje, że atak nie był dla niego zaskoczeniem.
- To jest przestępczy reżim, Rosja zawsze zabijała Ukraińców, pamiętamy tragedię smoleńską, oni zabijali Polaków – przypomina.
Z kolei Piotr Prestuda martwi się o 15-letniego syna, który został na Ukrainie, teraz nie chodzi do szkoły. Sam wraz z żoną pracuje w Polsce.
- Syn był w Polsce, ale na Nowy Rok pojechaliśmy na 10 dni z żoną na Ukrainę, na urodziny jej siostry i chłopak został – podaje mężczyzna, nie ukrywając, że chciałby aby nastolatek był teraz z nimi. Zorganizować wyjazd nie jest jednak łatwo, miasta i obwody są pozamykane.
Na Ukrainie jest też matka mężczyzny i straszy syn z pierwszego małżeństwa. Sporo bliskich pracuje i przebywa Polsce, jak jego siostra czy starsza córka ze swoją matką.
- Tutaj w Polsce jest bardzo dobrze – podkreśla.
- Do nas od Kijowa jest 350 km, ale boją się, czasami siedzą po piwnicach, jak Putin rakiety zrywa, to szyby w oknach drżą – relacjonuje.
Piotr podaje, że jeśli przyjdzie dla niego wezwanie do wojska, to nie będzie się wymigiwał.
- Pojechałbym, bo tam przecież rodzina moja, teraz czekam jak tam dalej będzie – zaznacza, nie ukrywając, że lizy na rychły koniec wojny i dobry rezultat rozmów pokojowych. Przewracając paciorki różańca na palcu mówi, że modli się za syna, liczy na boską opiekę.
- W Donbasie separatyście to chcieli do Rosji, a nasza strona na pewno nie. Rosja i Ukraina to wszystko bracia, tak jak Polska i Europa to wszystko ludzie - uważa.
Magdalena Lizurej
[email protected]
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze