Reklama

Nie widzieli się od podstawówki

W I zjeździe absolwentów Szkoły Podstawowej w Gromadzicach uczestniczyło 55 osób. Spotkanie po latach było okazją do wspomnień, podzielenia się swoimi historiami życiowymi oraz do wspólnej zabawy.

Szkoła w Gromadzicach, do której oprócz miejscowych uczniów, chodziły również dzieci ze Stawku i Niemierzyna, istniała już przed II wojną światową. Do ok. 1975 r. funkcjonowało osiem klas, a później pozostały trzy klasy i przedszkole. Lekcje odbywały się w trzech budynkach, do dziś zachował się tylko jeden z nich, w którym obecnie mieszka prywatna rodzina.
W minioną sobotę, 20 sierpnia, spotkali się absolwenci szkoły, roczniki 1950-1960, którzy ukończyli wszystkie osiem klas - rocznik 1950 siedem klas.
- Pochodzę z wielodzietnej rodziny, jest nas dziewięcioro i właśnie z najstarszą siostra, 50-rocznik, rozmawiałyśmy już przed pandemią, żeby zorganizować taki zjazd – opowiada Jolanta Krysztofińska, radna z Gromadzic.
- Brat często przyjeżdżał z Australii, też prywatnie spotykał się ze swoją klasą, stąd zrodził się ten pomysł. Pani sołtys również bardzo chętnie zaangażowała się w organizację.
- Spodobał mi się pomysł i wspólnie zaczęłyśmy działać – potwierdza Małgorzata Kowalczyk, sołtyska Gromadzic.
Członkami komitetu organizacyjnego zostali również absolwenci szkoły Józef Stępień i Stanisław Kosowski. Kiedy udało się stworzyć listy uczniów, rozpoczęły się poszukiwania konkretnych osób.
- Jeździłyśmy osobiście, tam gdzie mogłyśmy oraz dzwoniłyśmy z zapytaniami, czy są zainteresowani takim spotkaniem, większość osób od razu była za. Niektórych musiałyśmy przekonywać, bo narzekali na problemy zdrowotne. Kiedy rozmawiałyśmy z tymi osobami, to okazywało się, że skończyli tą szkołę podstawową i do tego dnia się nie widziały – mówi Krysztofińska.
- Dotarły dzisiaj osoby ze Śląska, Łodzi, Sieradza. Nie mogła dojechać absolwentka z Niemiec, absolwent z Kanady, ale bardzo żałowali. Dzwonili wcześniej, prosili, żeby pozdrowić kolegów i koleżanki, nawet zdjęcia wysłali, szkolne i jak w tej chwili wyglądają, żeby pokazać je kolegom.
Łącznie w zjeździe wzięło udział 55 absolwentów. Spotkanie rozpoczęło się mszą świętą, a następnie przeniosło do sali OSP w Gromadzicach.
- Chciałyśmy oddać atmosferę tamtych lat, stąd gramofon, są m.in. płyty Krawczyka, grupy VOX, które będziemy puszczać w przerwie. Wystrój sali też oddaje tamten klimat, bibuła wtedy była bardzo modna i jest oczywiście zespół (Reaktywacja), bo w tamtych czasach nie było didżejów. Jeden z absolwentów powiedział, że się cieszą z tego spotkania, więc my też się też bardzo cieszymy, że doszło ono do skutku – podkreśla radna.
Zjazd było okazją, by powspominać szkolne lata, ale też dowiedzieć się, jak potoczyło się życie kolegów i koleżanek ze szkolnych ławek.
- Wspominam nie najgorzej szkołę, najbardziej pamiętam to przelatywanie z jednego budynku do kolejnego – przyznaje Stanisław Kosowski, rocznik 1955.
- Wiadomo jak to z chłopakami, po drodze różne rzeczy się działy, ale bardzo mile to wspominam, również nauczycieli, może nie wszystkich, ale niektórzy byli wspaniali. Przekazali nam wiedzę, nie tylko naukową, ale też typowo z zachowania, chociaż do nas do chłopaków to nie przemawiało za bardzo, bo taki był ten wiek. Jeżeli absolwenci będą zadowoleni, to można powtórzyć zjazd za dwa, trzy lata i wtedy ci nieobecni przekonają się i przyjdą.
Józef Stępień zaznacza, że ma już ze sobą zjazdy po szkole zawodowej i maturze, które współorganizował. Teraz więc też nie było problemu z pomocą w przygotowaniu spotkania.
- Jest to bardzo przyjemne spotkanie, szczególnie, że tak dawno, długo się nie widzieliśmy – stwierdza Stępień.
- Niektórych osób nie byłem w stanie rozpoznać, ale po rozmowach, przywitaniach wszystko się unormowało i jesteśmy grupą jak dawniej. Do szkoły podstawowej chodziłem z kolegą Stanisławem (Kosowskim), później robiliśmy razem zawodówkę, technikum mechaniczne i jeszcze w wojsku się spotkaliśmy, jednostka w Oleśnicy. Żałujemy tylko jednego, że niektórzy ludzie wyjechali stąd i z tego powodu kontakt jest utrudniony. Mamy też kolegę w Kanadzie, który nie mógł przylecieć.
Janina Skiba już ponad 50 lat mieszka w Wierzchlesie, a w Gromadzicach ostatni raz była za czasów panieńskich.
- Fajnie było, teraz już całkiem inaczej działają te szkoły, wtedy nie było tylu nauczycieli, lekcje odbywały się w domach – podaje Skiba.
- Miło jest się spotkać, ale nie poznaje się ludzi, nie pamięta, niektóre twarze tak, a wiele znajomych też zmarło.
W zjeździe uczestniczyła Jadwiga Kowalczyk, również uczennica SP w Gromadzicach, ale także córka nauczycieli tej szkoły, polonistki Józefy i kierownika placówki Józefa.
- Z wielkim wzruszeniem przyjechałam do Gromadzic, bo 54 lata temu wyjechałam stąd jako 10-latka, a mój brat miał tylko 4 lata – relacjonuje Jadwiga Kowalczyk.
- Uczennicą w Gromadzicach byłam przez trzy lata, kiedy zdałam do 4 klasy, pojechałam z rodzicami do Kraszkowic i nigdy już tu nie wróciłam. Przyjeżdżałam na różne okoliczności, czasem w odwiedziny, ostatnio pięć lat temu. Miło, że mogę spotkać dzisiaj moje koleżanki i kolegów, bardzo dobrze wspominam pobyt w Gromadzicach.
Jadwiga Kowalczyk podczas spotkania podarowała jeden egzemplarz swojej  książki „Egzamin studenta i obywatela. Rzecz o strajku studentów łódzkich w 1981 r.” do księgozbioru szkoły w Czarnożyłach.  
Wśród uczestników zjazdu był również Marian Owczarek, który już prawie od 40 lat mieszka w Australii.
- Z sentymentem zawsze tutaj wracam. Z ogromną radością, przyjemnością odwiedzam Gromadzice bardzo często, jak na taką odległość, bo zwykle jestem każdego roku – zdradza.
- Nie tylko odwiedzam, bo mam tu rodzinę, kochana mama jest jeszcze z nami. Wybyłem stąd jako 18-latek do Wrocławia, ożeniłem się tam i po 10-latach wyjechałem do Australii. Czuję się szczególnie, dlatego, że jest mi tam dobrze, nie mniej jednak czuję też taką potrzebę być w Polsce, z rodziną. W ogóle mam takie przywiązanie do miejsc i to jest też takie moje miejsce. Tutaj zaczynało się moje dorosłe życie, zabawy, pierwsze miłości, dziewczyny. Niestety z mojego rocznika jest dzisiaj sześć osób i niestety tylko moi koledzy, ani jednej koleżanki. Trochę to smutne, ale trzeba się cieszyć. To dzisiejsze spotkanie to zasługa mojej kochanej siostry Joli.
Pomysł organizacji spotkania absolwentów chwalił także Andrzej Modrzejewski, wójt gminy Czarnożyły. Włodarz bardzo ciepło wspomina też zjazdy, w których sam uczestniczył.  
- Ci, którzy przybyli są wręcz szczęśliwi, że mogą się spotkać po latach, bo do takich spotkań dochodzi bardzo rzadko, wręcz sporadycznie – podkreśla.
- W takim gronie to na pewno jest okazja powspominać i słyszymy jak wszyscy wspominają te swoje młode lata. Można by tu przytoczyć słowa papieża Polaka, który powiedział w Wadowicach ,,to tutaj wszystko się zaczęło” i dla tych absolwentów to tutaj się zaczęło dzieciństwo, szkoła, młode lata. Później wyfrunęli z tych domowych gniazd, rozjechali się, a dzisiaj mieli możliwość spotkać się, porozmawiać i to jest piękne.


Katarzyna Cieślik
[email protected]

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kulisy.net




Reklama
Najnowsze wiadomości