Kazimierz Błaszczak, 74-letni mieszkaniec Cieszęcina w gminie Wieruszów, marzy o wyprawie na Czerwoną Planetę. Bilet w jedną stronę prawie już ma, powrotnego nie chce. Nim na dobre zamieszka na Marsie jeszcze sporo planuje zdziałać tu, na Ziemi. Ma zamiar zbudować w swojej małej miejscowości astrobazę - obserwatorium dla młodzieży, wyposażone w teleskop optyczny wysokiej jakości, do obserwacji gwiazd i planet.
Od kilku lat o Kazimierzy Błaszczaku z Cieszęcina jest głośno. To za sprawą jego starań o udział w projekcie MarsOne, zakładającym wysłanie ludzi na Marsa bez możliwości powrotu, za to z ponadczasową misją. Uczestnicy projektu mieliby tam osiedlić się i małymi krokami budować miasto, ściągając na Czerwoną Plantę kolejnych odważnych. Do udziału w międzynarodowej misji początkowo zgłosiło się ponad 280 tys. osób, spośród których do ostatniego etapu selekcji dotrwało kilkaset osób. Organizator po przeprowadzeniu serii badań i testów wybrał sto osób do podstawowej grupy, mającej wziąć udział w projekcie. Stworzono także listę rezerwową, na wypadek gdyby ktoś z wyselekcjonowanej setki zmarł, zrezygnował lub w jakikolwiek inny sposób się ,,wykruszył’’. Właśnie na liście rezerwowej znalazł się Kazimierz Błaszczak.
O pasjonacie astronomii spod Wieruszowa i jego nietypowym marzeniu, podróży bez powrotu, pisaliśmy na łamach ,,Kulis …’’ jako pierwsi kilka lat temu.
- Zawsze będę za to wdzięczny ,,Kulisom …’’, bo najpierw o mnie napisaliście wy, a dopiero potem zainteresowały się inne media – zaznacza Błaszczak.
Nie ma dnia, by Kazimierz zupełnie ,,odstawił kosmos na półkę’’. Codziennie myśli o marsjańskiej misji. Ale myślenie to za mało. Sprawie Błaszczak oddał się prawie bez reszty. Zapisał się do kilku organizacji zajmującej się podbijaniem kosmosu, bierze udział w spotkaniach i sympozjach naukowych, przyswaja ogrom wiedzy dotyczącej Marsa i możliwości życia pozaziemskiego, dba o tężyznę fizyczną.
Plan zakłada, że pierwsza czteroosobowa załoga MarsOne wyruszy w podróż Czerwoną Planetę w 2031 roku. Potem na Marsa będą przylatywały kolejne ekipy…
- Z całym szacunkiem, ale za 10 lat będzie pan miał 84 lata. Nie sądzi pan, że to trochę za późno na takie podróże? – pyta reporter ,,Kulis …’’
- Zgadza się. Za kilka lat może się okazać, że będę za stary, by wziąć udział w takiej misji. Być może mój organizm nie będzie już w stanie jej przetrwać. Ale kto wie… - nie traci nadziei Błaszczak.
Zresztą nawet jeśli nie uda mu się dotrwać do momentu, gdy człowiek wyląduje na Marsie i doczekać własnej kosmicznej podróży, to odejdzie z satysfakcją.
- Robię co w mojej mocy, by przyśpieszyć lądowanie człowieka na Marsie. A jeśli nie będzie mi dane doczekać tej chwili, to wnuk przyniesie na mój grób gazetę, z artykułem o tym wyczynie człowieka i przyciśnie ją kamieniem. Poczytam sobie – śmieje się Kazimierz Błaszczak, na koniec dodając, że na Marsie nie ma miejsca dla smutasów.
Mimo planów opuszczenia Ziemi, Błaszczak ma tu jeszcze sporo do zrobienia. Chce m.in. wybudować w podwieruszowskim Cieszęcinie astrobazę - obserwatorium dla młodzieży, wyposażone w teleskop optyczny wysokiej jakości, do obserwacji gwiazd i planet. Mieszkańcy Cieszęcina już przywykli, że jak Kazimierz coś zaplanuje, to choćby się waliło i paliło, realizuje swoje zamierzenia. Tak było, gdy zapowiadał, że we wsi stanie radioteleskop. No i stanął. Kilka lat temu Błaszczak odkupił radioteleskop o 13-metrowej średnicy od Centrum Satelitarnego w Psarach i zamontował w Cieszęcinie.
- Łatwo nie będzie, bo na budowę obserwatorium dla młodzieży potrzebne są duże pieniądze. Ale założyłem stowarzyszenie i mogę pozyskiwać na ten cel pieniądze z różnych źródeł – zapowiada pasjonat kosmosu.
- Być może ktoś po przeczytaniu tego artykułu zgłosi się do mnie, by mi pomóc. Tego sobie życzę – kończy rozmowę.
Antoni Zych
[email protected]
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze