Pani Helena Więcław z Krzeczowa w czwartek, 1 lutego, obchodziła swoje setne urodziny. Z tej okazji, w następnym dniu, szanowną jubilatkę odwiedzili przedstawiciele władz powiatowych i gminnych. Spotkanie odbyło się w otoczeniu najbliższej rodziny stulatki.
Najserdeczniejsze życzenia i wiązanki kwiatów przekazali jej starosta Marek Kieler i wójt Leszek Gierczyk. Życzenia złożyły również Beata Marczak – zastępca wójta, a zarazem sekretarz gminy oraz Karolina Biegańska – kierownik Urzędu Stanu Cywilnego w Wierzchlesie. W imieniu mieszkańców sołectwa Krzeczów, okolicznościowym bukietem obdarowała panią Helenę sołtys Aneta Jędrysiak. Sędziwej jubilatce przekazano także prezenty i listy gratulacyjne. A potem wszyscy odśpiewali jej gromkie „200 lat”. Nie zabrakło również okazałego, urodzinowego tortu.
Pani Helena pochodzi z miejscowości Więcławy, które dziś stanowią część Krzeczowa. Tu przebiegło jej dzieciństwo. Miała dwanaścioro rodzeństwa. Większość lat wojny spędziła w Niemczech. Jako 17-letnia dziewczyna została wywieziona tam na roboty przymusowe.
- Pracowałam w gospodarstwie u bauera – wspomina. - Musiałam paść krowy i doić, gdy trzeba było. Ale źle tam nie miałam.
- Mamie pomagało to, że mówiła po niemiecku – dodaje syn Edward. - Sama się tego języka nauczyła. Tam byli też inni robotnicy, którzy nie umieli po niemiecku i gospodarze zawsze wołali ją, żeby po prostu tłumaczyła. Broniła tych robotników, gdy byli karceni, czy bici.
Wojna odcisnęła na niej swoje piętno. W późniejszych latach często mówiła swoim dzieciom: „żeby to się tylko nie powtórzyło”.
W 1945 r. wróciła do Krzeczowa. Tu, razem z rodzicami, prowadziła gospodarstwo. Po kilku latach rozpoczęła pracę w tutejszej szkole. Była woźną i kucharką.
- To była ciężka praca – kiwa głową pan Edward. - Zimą mama musiała napalić w ośmiu piecach. Już o piątej rano wychodziła z lampą naftową, żeby nanieść węgla z szopy. Z bratem i siostrą pomagaliśmy jej nieraz, żeby nie musiała do tej szopy chodzić. I w szkole też sprzątała.
- A jak gotowałam, to często kluski parowe, bo dzieci bardzo je lubiły – uśmiecha się pani Helena.
Ale nasza jubilatka dała się również poznać jako wspaniała opiekunka uczniów.
- Jak pracowałam w szkole i dzieci wyjeżdżały na wycieczki w góry, czy nad morze, to jechałam z nimi – opowiada. - Bardzo mnie lubiły i nie chciały nikogo innego.
W szkole pracowała do emerytury. W tym czasie wychowała trójkę dzieci: Lidię, Edwarda i Zbigniewa. Dzisiaj doczekała się też czworo wnucząt i ośmioro prawnucząt.
- Mama uczyła nas, żeby rodzina trzymała się razem – mówi pan Edward. - Żeby pomagać sobie, być empatycznym i rozumieć drugiego.
- I trzeba też pomagać ludziom i nie być chytrym – szybko dodaje stulatka. - Bo jak się jest chytrym, to wtedy człowieka nie lubią.
Mimo swojego wieku, pani Helena jest osobą pełną życia. Interesuje się polityką. Codziennie ogląda w telewizji różne wiadomości, bo chce wiedzieć, co dzieje się w kraju i na świecie.
- Obserwując babcię, dochodzę do wniosku, że jej recepta na długowieczność to zwykły rogal z makiem, Mirinda lub Sprite i gazeta „Fakt” – uśmiecha się wnuczka Katarzyna Wiesner z Gdyni. - To jest jej codzienny, obowiązkowy zestaw. A czyta bez okularów.
Może tę dzisiejszą kondycję zawdzięcza temu, że nigdy nie paliła papierosów. Jak się czuje troszeczkę słabiej, to wypije kieliszek koniaczku, bo tak zalecił pan doktor.
Jaka jest recepta jubilatki na długowieczność?
- Trzeba jeść normalnie, nie tak, żeby było pełno mięsa i tłusto – radzi. - Bo tłuste szkodzi na żołądek. Jedzenie ma być skromniejsze, dlatego do lekarzy nie potrzebuję chodzić.
A czego sobie życzy na kolejne lata?
- Żeby dalej być zdrową i żeby wiedzieć co się mówi, a nie klepać głupoty – uśmiecha się.
Pani Helena przez wiele lat była również członkinią tutejszej Ochotniczej Straży Pożarnej. Nie zapomnieli o tym dzisiejsi druhowie i z gorącymi życzeniami odwiedzili ją w dniu urodzin.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze