Reklama

Psi interes

Nie 84, a 25 psów odebrał przedstawiciel schroniska z Niemojewa, które przez najbliżej dwa lata zajmie się bezpańskimi zwierzakami z terenu gminy Wieluń, od przytuliska z Czartek. To ostatnie przez długi czas miało w pieczy odłowione psy i koty z . Jego przedstawiciele twierdzą, że 31 grudnia udało im się oddać do adopcji 59 psów. To tym bardziej zaskakujące, że w latach 2018-2020 nowy dom znalazło w sumie mniej niż 100 zwierząt Burmistrz Wielunia, Paweł Okrasa, zapowiada, że tak tej sprawy nie zostawi. Czy zajmą się nią organy ścigania?

Adopcje się schronisku nie opłacają
Odkąd w 2012 r. weszła w życie ustawa o ochronie zwierząt oraz utrzymaniu czystości i porządku każda gmina ma za zadanie dbać o bezdomne zwierzęta oraz tworzyć programy zapobiegające tej bezdomności. Gminy bezdomnemu psu czy kotu muszą zapewnić utrzymanie. Zwierzę ląduje w schronisku, a za każdą dobę pobytu płacą podatnicy. Teoretycznie schroniska powinny dążyć do jak najszybszej adopcji zwierząt. Praktyka pokazuje, że dla tego typu instytucji adopcje mogą być po prostu nieopłacalne. I tu otwiera się furtka do wielu nadużyć. Kiedy myśl biznesowa zaczyna dominować nad dobrem zwierząt, te ostatnie mogą na tym cierpieć. Historia zna przypadki podwójnego czipowania zwierząt czy podmieniania padłych na podobne. W ostatnim czasie gmina Wieluń po wielu latach wybrała inne schronisko dla psów pod swoją opieką, niż do tej pory. Zamiast ponad 80 psów, przekazanych zostało niespełna 30. Z dokumentów wynika, że 31 grudnia adoptowanych zostało ponad 50 zwierząt.
Od kilku lat w Wieluniu jak bumerang wracał temat budowy schroniska dla zwierząt. Wobec kolosalnych kosztów utrzymania bezpańskich psów i kotów, część radnych widziała sens gminnej inwestycji. Burmistrz przekonywał, że jest pewien, iż kolejny przetarg przyniesie obniżkę ceny za pobyt jednego psiaka w schronisku. Nie pomylił się, a radni przyznali mu rację.
Po ogłoszeniu przetargu na opiekę nad bezdomnymi zwierzętami, wpłynęły dwie oferty. Gmina zakładała, że wyda pomiędzy 1 stycznia 2021 r. a 31 marca 2023 r. nieco ponad 900 tys. zł. Marta Szturma, właścicielka przytuliska „Funny pets” z Czartek, w którym do tej pory zwierzaki przebywały, była gotowa wykonywać dalej opieką za prawie 1,1 mln zł. Mocno przebiła jej ofertę Katarzyna Pluta, właścicielka „Czterech łap” z Niemojewa. Zaoferowała, że weźmie zwierzaki za 630 tys. zł. Ponad to w szybszym czasie jest w stanie dojechać na odłowienia psiaka. Nietrudno się domyślić, którą ofertę gmina była skłonna przyjąć. Teoretycznie sprawa powinna się odbyć szybko i sprawnie. Nowe schronisko przejmuje opiekę nad zwierzętami i koniec. Wszystko jednak nie odbyło się tak pomyślnie.
Ubyło 59 psów
Jeszcze 22 grudnia pracownicy urzędu miejskiego kontrolowali stan psów w schronisku z czytnikiem czipów. „Wieluńskich” zwierzaków było ponad 80. Taki sam stan został wykazany w comiesięcznym raporcie z dn. 31 grudnia. Kiedy jednak Leszek Węgierski, kierownik schroniska z Niemojewa pojawił się po psy, okazało się że jest ich nieco ponad 20, bo reszta została… adoptowana 31 grudnia.
Już w ubiegłym roku, podczas sesji rady miejskiej, radni dociekali, dlaczego tak mało psów, pochodzących z terenu gminy Wieluń, udaje się adoptować. Na ich pytania odpowiadała, przedstawicielka „Funny pets” zapewniając, że schronisko dokłada wszelkich starań, aby pieskom znaleźć nowy dom. Podkreślała przy tym, że ponad 86 proc „wieluńskich” psów ma powyżej sześciu lat, co utrudnia znalezienie im domu. Jakież było zdziwienie radnych, że te działania zostały mocno zintensyfikowane w ostatnim dniu roku 2020.
- Pamiętamy, jakie były dyskusje na temat zasadności budowy schroniska w Wieluniu, ta liczba pokazuje, że ze względów finansowych, zasadność budowy tego schroniska uległa definitywnej zmianie – stwierdził podczas obrad rady gminy Grzegorz Żabicki.
- Pani ze schroniska w Czartkach nam zrobiła pouczającą prelekcję, większość radnych była zachwycona – przypominał Robert Kaja podkreślając, że obecna sytuacja jest mocno zastanawiająca, jednocześnie kalkulując, że dla gminy będzie to oznaczało spore oszczędności. 
- Jednak dobrze, że jest konkurencja – skwitował.
Tomasz Grajnert zastanawiał się, czy gmina ma zamiar podjąć kroki w celu wyjaśnienia tej sytuacji.
Paweł Okrasa podkreślał, że dwa razy do roku gmina kontrolowała stan psów. Urzędnik jechał z urządzeniem do czytania czipów i fotografował psiaki.
- No nasze zdumienie było niesamowite, kiedy pojechaliśmy 11 stycznia z nowym operatorem na odbiór tych psów. Okazało się, że schronisko w Czartkach może nam wydać 25 psów i 3 koty i że stosowny aneks do tego sprawozdania został już wysłany. No i oni dokonali ostatniego dnia adopcji 59 zwierząt. Nie trzeba być Sherlockiem Holmesem, żeby stwierdzić, że coś tutaj nie jest do końca jasne - mówił burmistrz, zapewniając, że zażądał szczegółowych informacji i umów adopcyjnych.
- Tej sprawy tak nie zostawimy. Nie chcemy być tratowani jako kasjer, który płaci za coś za co nie musiał płacić. Ta sytuacja nie jest logiczna i właściwa. Temat będzie przez nas sprawdzony – zapowiada.
Tymczasem Marta Szturma twierdzi, że wszystko odbyło się zgodnie z prawem, a adopcje w ostatniej chwili miały uratować zwierzęta przed gorszymi, jej zdaniem warunkami.
„Adopcje dokonane w ostatni dzień grudnia, wynikają natomiast z działań podejmowanych przez władze Wielunia, które jasno wskazywały, że przetarg na opiekę nad zwierzętami może być rozstrzygnięty jedynie na korzyść schroniska w Niemojewie. Wśród osób rozeznanych w temacie opieki nad zwierzętami, jest to schronisko o złej opinii. Istnieje wiele podstaw, by twierdzić, że nie jest tam utrzymany właściwy dobrostan oraz istnieją nieprawidłowości administracyjno-prawne, co będzie zresztą przedmiotem badań organizacji pozarządowych. Niektóre z psiaków, które miały tam pojechać były z nami od kilku lat, niektóre nawet dziesięć. Byliśmy z nimi zżyci, gdyż większość z nich były to zwierzęta starsze, z niskimi notowaniami u osób zainteresowanych adopcją i wielokrotnie widzieliśmy smutek w ich oczach, gdy obserwowały jak inne psy znajdują swoich nowych właścicieli. One nie znały i nie pamiętały innego miejsca niż nasz ośrodek. Były przyzwyczajone do miejsca, zapachu, swoich opiekunów. Przymusowa przeprowadzka do schroniska o istotnie gorszym standardzie opieki i wyżywienia byłaby dla nich szokiem. Opinie behawiorystów i lekarza weterynarii, wskazywały, że efektem tej przeprowadzki mogą być nawet zgony. Za dobową kwotę utrzymania, którą zaoferowało schronisko w Niemojewie niemożliwym jest zapewnić prawidłowe funkcjonowanie schroniska, legalne zatrudnienie pracowników, zadbanie o należyty pokarm i przede wszystkim zapewnienie właściwej opieki weterynaryjnej i dostępu do leków. Władze Wielunia z nieznanych mi powodów chcą być ślepe na ten problem, ja i osoby oraz organizacje blisko współpracujące z naszym schroniskiem tak nie potrafimy.” – pisze Marta Szturma odpowiadając na pytanie redakcji „Kulis…” dlaczego wcześniej tych psów nikt nie adoptował, a w ciągu tygodnia doszło do adopcji ponad 50. Zarzuca jednocześnie burmistrzowi nieodpowiedzialną postawę, lekceważenie praw zwierząt oraz działanie wbrew obowiązującym przepisom.
Okazuje się w dodatku, że nie wszystkie zwierzęta mają nowych właścicieli. Część z nich ma pozostawać dalej w schronisku.
„Niektóre zwierzęta są już w domach u swoich nowych właścicieli, inne w domach tymczasowych, kolejne zaś w hotelu dla zwierząt pod opieką fundacji, a procesy adopcyjne wielu z nich zostały rozpoczęte. Wszystkie otrzymały to co było dla nich najważniejsze: utrzymanie, opiekę, leczenie weterynaryjne oraz znaczne szanse adopcyjne do docelowych domów” – odpowiada Szurma na pytanie o los zwierząt, nie informując o konkretnych liczbach.
Schroniska walczą na opinie
Nietrudno sobie wyobrazić, że całą sytuacją są oburzeni zarządzający schroniskiem w Niemojewie. Nie dość, że składając ofertę kalkulowali ją na około 100 psów, to jeszcze zostali poddani czarnemu PR-owi, jak twierdzą niesłusznie. Z krótkiego okresu ich działania zadowolony jest burmistrz, bo udało się adoptować już dwa „wieluńskie” pieski.
- Moim zdaniem przy przekazywaniu psów doszło do nieprawidłowości. Wszystko było opóźniane, weterynarz przedstawiciel powiatowego lekarza weterynarii powinien być przy przekazaniu tych psów. Pani spóźniła się dwie godziny, zamiast o 10 pojawiła się o 12 i nie chciała się wylegitymować. Zamiast badać dobrostan zwierząt interesowały ją auta, którymi przyjechaliśmy, a zapewniam, że były przystosowane do przewozu zwierzą – relacjonuje Leszek Węgierski, kierownik schroniska w Niemojewie.
Jak mówi wie, że na temat jego schroniska szerzą się plotki.
- Zapewniam, że zwierzęta mają u nas właściwą opiekę. Sami przy nich pracujemy z partnerką, która jest właścicielką schroniska i dwoma pracownikami. Psy są też pod opieką weterynarza, przy większych, bardziej kosztownych zabiegach współpracujemy z fundacją. Mamy też bardzo duże doświadczenie, jeśli chodzi o pracę w tego rodzaju obiektach – zapewnia Węgierski.
Schronisko regularnie korzysta z usług weterynarza, Krzysztofa Malczewskiego.
- Nie jestem inspektorem powiatowym, ani nie przebywam w tym schronisku codziennie, nie znam też wielu obiektów tego typu, ale mogę powiedzieć, że psy mają tutaj odpowiednie warunki. Z tego co obserwuję, to kojce są regularnie sprzątane, a zwierzęta odżywione i zadbane. Mogę powiedzieć, że właścicielka to jest prawdziwa miłośniczka psów – zaznacza lekarz.
- Widzę też, że psy są systematycznie wydawane do nowych domów. Te młode i szczeniaki są adoptowane bardzo szybko. Nieraz musimy się spieszyć z kastracją czy sterylizacją. Zdarza się również, że adoptowane są zwierzaki już bardzo stare, bo ktoś chce chociaż pół roku lepszego losu takiemu pieskowi zapewnić – twierdzi.
 Na stronie internetowej schroniska pełno zdjęć psiaków z nowymi właścicielami.
- Prosimy o takie zdjęcia i ludzie nam podsyłają – mówi Węgierski.
Na adopcję psa z Niemojewa zdecydowali się Barbara i Zenon Biedalowie z Kadłuba.
- Kojce zwierząt były czyste i zadbane. Adoptowaliśmy Tofika po tym, jak zdechł pies którego mieliśmy kilkanaście lat. Wnuczka nam o tym schronisku powiedziała. Obsługa była sympatyczna i przejęta losem zwierząt. Uważam, że wszystko było tam tak, jak powinno. Ja nic niepokojącego nie zauważyłam – podkreśla Barbara Biedal.
Jak zakończy się sprawa zwierząt z Wielunia? Będziemy do tematu jeszcze wracać.


Magdalena Lizurej
 

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kulisy.net




Reklama
Najnowsze wiadomości