Marzec i kwiecień to miesiące, w których pszczelarze przeprowadzają pierwsze wiosenne przeglądy uli, a niebawem rozpoczną się przewozy pszczół na pożytki. O pracy z najbardziej pożytecznymi owadami w przyrodzie rozmawiamy z pszczelarzami z naszego regionu.
Jerzy Jeznach 10 lat temu założył pierwszą pasiekę w Patrzykowie (gm. Pajęczno). Po kilku latach opiekę nad pszczołami, obecnie ok. 100 rodzin, przejęła jego córka.
- Na początku tata miał jeden ul, później były cztery, a kiedy pojawiło się już 12 uli, to była potrzebna pomoc. Nikt z domowników za bardzo nie chciał, wszyscy się bali, więc postanowiłam spróbować – wspomina Martyna Jeznach, która przygodę z pszczelarstwem rozpoczęła po studiach.
- Po dwóch sezonach przekonałam się, że pszczoły nie są takie straszne, jak się wydawało na początku.
Według statystyk zaledwie 10 proc. pszczelarzy stanowią kobiety. Okazało się jednak, że pszczelarstwo pochłonęło Martynę i stało się jej pasją oraz pracą zawodową. W planach jest otwarcie sklepu w Pajęcznie, nie tylko z miodem (rzepakowym, lipowym, akacjowym, gryczanym, faceliowym, czy nawłociowym), ale też wszelkiego rodzaju wyrobami pszczelarskimi, powstanie pracowni z prawdziwego zdarzenia oraz powiększenie pasieki.
- Każdy może zostać pszczelarzem, tylko trzeba chcieć, mieć trochę cierpliwości i nie bać się. Chociaż ja też nieraz uciekałam przed pszczołami, ale to się zmieniło, kiedy zaczęłam się nimi opiekować. W pewnym sensie trzeba je pokochać, bo tj. ciężka praca, od rana do nocy. Nocami się przewozi pszczoły, rano ściąga się miód itd. – przyznaje Jeznach.
Jeznachowie są zrzeszeni w Kole Pszczelarzy w Strzelcach Wielkich. Korzystali już z różnych dofinansowań, m.in. na sprzęt. W najbliższej przyszłości liczą na większe środki, które chcą przeznaczyć na rozwój działalności.
Jak w każdej branży, pszczelarze mierzą się też z różnymi problemami.
- Wycinanie drzew i lasów, opryski, które bardzo zagrażają życiu pszczół. Był taki okres, że rolnicy, stosując pestycydy na swoich uprawach, potrafili wypryskać całą pasiekę, która stała obok. Pszczelarz pszczelarzowi też kładzie kłody pod nogami, czyli kradną ule albo niszczą pasieki – wymienia pszczelarka.
- Jednym z podstawowych problemów są choroby pszczół, głównie chodzi o warrozę, która istnieje w Polsce od lat 80-tych. Słaba jest też baza pożytkowa w Polsce, mało pożytku dla pszczół, bo skupiska drzew miododajnych są mocno wycięte – zauważa Piotr Zygmunt.
Pszczelarz z Wydrzyna (gm. Czarnożyły) prowadzi pasiekę od 2014 roku, a zaczęło się w wieku 19 lat, kiedy zobaczył u kolegi miód pitny. Postanowił wówczas, że kupi sobie pszczoły, by wytworzyć własny miód. Skończył technikum budowlane, poszedł do pracy, a w międzyczasie uczęszczał do technikum pszczelarskiego w Pszczelej Woli. Obecnie posiada ok. 400 rodzin pszczelich, ale planuje powiększenie pasieki, która najpierw stała się jego pasją, a następnie pracą.
- W marcu, kwietniu powoli zaczyna się opieka nad pszczołami, robimy pierwsze przeglądy uli, segregujemy rodziny, sprawdzamy w jakim stanie są po zimie, robimy jakieś łączenia rodzin. Jeden z najbardziej pracochłonnych okresów to maj, bo są wtedy bardzo duże nastroje rojowe pszczół, zazwyczaj stoimy wtedy na wielokwiatach, rzepakach, pracą moją jest wtedy tworzenie nowych rodzin pszczelich, pozyskiwanie miodu, przewożenie na pożytki. W czerwcu zazwyczaj jedziemy na kolejny pożytek, stoimy na faceliach, na fasoli też czasem, akacjach, później zaczynają się lipy, pielęgnujemy rodziny utworzone w maju. W drugiej połowie lipca, na początku sierpnia powoli zaczynamy przygotowywać pszczoły do zimy – opowiada Zygmunt.
- Podkarmianie rozwojowe, leczenie trwa przez cały wrzesień, później następuje główne karmienie pszczół na zimę, przeglądy, selekcje rodzin. Jesienią, zimą można trochę odpocząć, ale robi się też w tym czasie naprawy sprzętu, przygotowujemy ramki, topimy woski, sprzedajemy i rozlewamy miód.
U Zygmunta można nabyć miody rzepakowe, wielokwiatowe, akacjowe, lipowe, nawłociowe, faceliowe, a nawet fasolowe, które pozyskuje od 2 lat.
- Na naszym terenie jest bardzo nieznanym miodem, na fasolę jeździmy aż 470 km z pszczołami, pod granicę ukraińską (7 godz. w jedną stronę). Miód fasolowy jest wysoko bakteriobójczy, idealny na wszelkie przeziębienia, stany zapalne. W tym roku byłem też na Kotlinie Kłodzkiej, bo tam są bardzo duże połacie gryki. Wywozimy pszczoły tam, gdzie są lepsze uprawy (zagłębia), raczej są to dalsze tereny. Wszystkie przewozy odbywają się nocą, bo wtedy pszczoły nie latają, zostawiamy w danym miejscu trzy-cztery tygodnie, czasem dwa, w zależności od kwitnienia– podkreśla.
- Każdy prawdziwy miód się krystalizuje, jeden szybciej, drugiej wolniej, w zależności od stosunków cukrów, które miód ma w sobie, jeśli więcej glukozy, tj. w rzepakowym będzie krystalizował bardzo szybko, jeśli fruktozy, jak w akacjowym, fasolowym – po prostu wolniej.
Piotr Zygmunt przyznaje, że korzysta z różnych dotacji dla pszczelarzy, refundacji na sprzęt, czy na rozwój małych gospodarstw wiejskich. Cieszy się z tej pomocy, ale przypomina, że wiążą się z nią też odpowiednie zobowiązania.
- Myślę, że nie jest ciężko być pszczelarzem, trzeba przede wszystkim lubić to, co się robi. Jestem tego zdania, że pierwsi sami ludzie się unicestwią niż pszczoły, by miały wyginąć, są zdecydowanie znacznie dłużej na świecie niż my, jako gatunek poradzą sobie i przetrwają – podsumowuje pszczelarz z Wydrzyna.
Przygoda Kazimierza Szczecińskiego z pszczołami zaczęła się 20 lat temu.
- Kolega Zdzisław, mistrz pszczelarski, podarował mi jedną rodzinę pszczelą. Dziś pasieka liczy 70 rodzin, połowa to pasieka wędrowna. Pszczoły wywożone są na pożytki tj. rzepak, gryka, nawłoć – mówi pszczelarz z Ostrówka.
- Pasieka stacjonarna znajduje się na skraju lasu i łąk, w zacisznym, spokojnym miejscu z dala szlaków komunikacyjnych, domów, zakładów, czyli teren przyjazny pszczołom. Posiadam miód rzepakowy, wielokwiatowy, akacjowy, lipowy, gryczany, nawłociowy, pyłek kwiatowy, kit pszczeli, z wosku odlewam świece, rożne figurki. Wszystkie te produkty korzystnie wpływają na nasze zdrowie. Badania naukowe mówią, że jedna rodzina pszczela zastępuje ileś recept. Pszczoły bardzo korzystnie wpływają też na naszą gospodarkę, zapylając uprawy rolne, sady, a jedynie przeszkadzają im nieodpowiednio stosowane opryski. W skali 1-10, jeden to korzyść dla pszczelarza, a dziewięć dla rolnika-sadownika.
Szczeciński należy do Stowarzyszenia Pszczelarzy Polskich Polanka, klub Ostrówek. Sprzedaż swoich produktów pszczeli prowadzi zarówno w domu, jak również na dożynkach, jarmarkach, festynach, czy wieluńskim targowisku.
- Polecam konsumentom kupowanie miodu w pasiece, by mogli zobaczyć ule, pszczoły, czy jak wygląda pracownia pasieczna, miodarka (wirówka do miodu). Warto kupować ze źródła wiarygodnego, bo dużo jest w obrocie miodu fałszowanego – kończy Szczeciński.
Katarzyna Cieślik
[email protected]
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze