Bycie dziennikarzem, reporterem czy reportażystą nie jest dla każdego. Może nim zostać, ktoś kto lubi kontakt z drugim człowiekiem i umie go wysłuchać. Na ten temat i na wiele innych opowiadali Mariusz Szczygieł i Witold Szabłowski, którzy gościli w Gminnym Ośrodku Kultury, Sportu i Turystyki w Sokolnikach.
We wtorek, 1 kwietnia, na zaproszenie Beaty Waniek dyrektorki Biblioteki Publicznej Gminy Sokolniki w sali GOKSiT w Sokolnikach zgromadziło się wiele osób. Z niecierpliwością czekali, aż na scenę wejdą Mariusz Szczygieł i Witold Szabłowski, znani dziennikarze, reportażyści i autorzy książek. Zostali przywitani gromkimi brawami.
Spotkanie zorganizowano w ramach 75 rocznicy powstania Biblioteki Publicznej Gminny Sokolniki. Prowadząca rozmowę z reporterami, Beata Waniek poruszała różne tematy dotyczące m.in. ich pracy reporterskiej, o pisaniu reportaży, a także wspomnień związanych z biblioteką.
- Inicjowanie spotkań literackich na prowincji, jest dużym wydarzeniem. I to, że organizator wspiera Instytucje Kultury przy okazji takich wydarzeń, to nie dzieje się często. – mówiła ze sceny dyrektorka biblioteki.
- Jako biblioteka zastanawialiśmy się jak możemy podziękować czytelnikom za to, że są i korzystają z naszych księgozbiorów. Wtedy zrodził się pomysł, aby zaprosić kogoś znanego i cenionego przez naszych czytelników. Naszych gości nie muszę Państwu przedstawiać, ale tak dla formalności „Powitajmy Mariusza Szczygła i Witolda Szabłowskiego gromkimi brawami” – dodaje Beata Waniek.
Obaj dziennikarze opowiadali o tym, czym dla nich jest praca reportera. O tym, jak wszystko się zaczęło.
- Moim pierwszym „tekstem” do gazety, do lokalnego tygodnika „Konkret”, który wychodził w Legnicy, był donos. Dotyczył sytuacji, która zdarzyła mi się osobiście. W skrócie, chodziło o bezprawne pobranie ode mnie opłaty 5 zł za wniesienie aparatu, podczas zwiedzania Baszty w Złotoryi. Zapłaciłem oczywiście, ale nie dostałem na to żadnego potwierdzenia – wspomina Mariusz Szczygieł.
Kontynuując tę anegdotkę, dziennikarz wspomina, że wtedy jako trzynastolatek był z siebie dumny, że napisał o tym donos. Gdy miał 16 lat został współpracownikiem harcerskiego czasopisma „Na Przełaj”. Dostając pierwszą legitymację dziennikarską poczuł, że teraz może bez skrępowania pytać ludzi o wszystko.
Również Witold Szabłowski opowiadał o swoich początkach jako dziennikarza i reportera. Wspominał o swoich studiach na kierunku politologia w Stambule. W 2006 roku był pierwszym Polakiem, który w tureckiej Malatyi rozmawiał z rodziną Mehmeta Ali Agcy, zamachowca, który przeprowadził nieudany zamach na papieża Jana Pawła II.
W trakcie spotkania Witold i Mariusz mówili także o tym, że nie każdy może być dziennikarzem, reporterem.
- W rozmowie z ludźmi najważniejsze ten nawiązanie z nimi relacji. Trzeba być sobą, nie można oceniać drugiego człowieka i myślę, że to jest w tym wszystkim najważniejsze – powiedział Witold Szabłowski.
- Ale tak jak mówisz, nie można ich oceniać. Bo można się nie zgadzać, ale ten człowiek nie może poczuć się do kąta zagoniony. Wydaje mi się, że taką wspólną naszą cechą, reporterów i reporterek jest to, że jesteśmy bardzo, albo przynajmniej dość sympatyczni. Reporterem nie zostaje gbur, tylko ktoś otwarty na drugiego człowieka - dodaje Mariusz Szczygieł.
W nawiązaniu do tej wypowiedzi Witold opowiedział o kucharzach, którzy gotują dla dyktatorów. W pracy nad swoją książką „Jak nakarmić dyktatora” rozmawiał z wieloma kucharzami, którzy okazali się bardzo sympatycznymi ludźmi. W rozmowie z Wiktorem Biełajem człowiekiem, który gotował m.in. dla Putina, dowiedział się, że dobry kucharz musi nie tylko dobrze przyrządzać potrawy, ale także emanować pozytywną energią.
Tym samym powrócił do tematu rozmowy o pracy redaktora. Podkreślił raz jeszcze jak ważne w tej profesji jest podejście do rozmówcy, budowanie tej relacji podczas rozmowy. Opowiadali także o swoich licznych reportażach, książkach zachęcając zgormadzonych do zapoznania się z nimi.
Obaj zgodzili się jednak z stwierdzeniem, że „reportaż to nie małżeństwo, reportaż to romans”. Chodziło o to, że mimo miłej atmosfery podczas rozmowy z bohaterem danego materiału, nie należy przywiązywać się do tego emocjonalnie.
Spotkanie przebiegało w luźnej, sympatycznej atmosferze. Dziennikarze na koniec odpowiadali na pytania od osób siedzących na widowni. Niestety wizyta gości dobiegła końca. Jednak nie odmówili osobom zgromadzonym na sali podpisania swoich książek, które można było zakupić na miejscu.
Długa kolejka ustawiła się, że także po zdjęcie z Witoldem Szabłowskim i Mariuszem Szczygłem.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze