Żurawie. Piękne, majestatyczne i budzące zachwyt. Nie dla wszystkich. Wczesną wiosną, w okresie siewu kukurydzy, stają się dla rolników prawdziwą zmorą i dotkliwymi szkodnikami. A gdy rolnicy starają się chronić swoje uprawy w humanitarny sposób, odstraszając hukowo zwierzęta trzebiące ich pola, to „życzliwy” składa uprzejmy donosik na zakłócanie spokoju. Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Najbardziej wymagająca jest ludność napływowa. Miejscowym to nie przeszkadza.
Wczesna wiosna to sezon na sianie kukurydzy. Bolączką rolników po zasiewie jest niszczenie upraw przez żurawie i dziki. Dawniej nasiona były zaprawiane środkami chemicznymi, które odstraszały szkodniki. Teraz robić tego nie wolno. Rolnicy muszą chronić kiełkujące ziarno innymi sposobami. Najbardziej skuteczne jest hukowe odstraszanie ptaków i zwierząt. Automatyczne armatki hukowe są legalnie dostępne i robią swoje. Urządzenie jest na gaz i w żaden sposób nie wyrządza krzywdy zwierzętom. Powoduje jednak hałas, który odstrasza szkodniki, ale i niektórym ludziom przeszkadza.
- Było doniesienie na policję. Policja straszy rolników mandatami i kolegium za zakłócanie spokoju – mówi Jolanta Mitka, rolniczka z Rychłocic w gminie Konopnica, a jednocześnie radna Rady Powiatu w Wieluniu.
- Rolnik mówi: Ja przecież tylko bronię swojej własności i swojego życia. To jest moje „być, albo nie być”. Policjant mu na to: Jak pan nie chce mandatu, to możemy się znaleźć w sądzie – relacjonuje Jolanta Mitka w rozmowie z reporterką portalu kulisy.net.
- Nikt nie potrafi podać konkretnych przepisów czy, i kiedy, można stosować armatki. Policja straszy, że nie można. My nie wiemy w tej sytuacji co robić. Chciałabym, żeby ktoś zainteresował się tą sprawą i pomógł rolnikom. Może w końcu ktoś się nad tym pochyli – dodaje.
Sprawa była poruszana na sesji Rady Gminy w Konopnicy. Podjęto uchwałę, że armatki hukowe muszą być ustawione nie bliżej niż 300 metrów od sąsiedniej posiadłości. Dziennikarka „Kulis…” jedzie wraz z rolnikami na pole, gdzie zlokalizowana jest armatka, stanowiąca przedmiot zgłoszenia na policję. Posesja, której mieszkańcowi przeszkadza huk z urządzenia, zlokalizowana jest około kilometr od pola, za lasem i rzeką.
- Chyba naprawdę narazimy się na sąd, ale jakoś musimy się bronić przed tymi dzikami i żurawiami – mówi Jolanta Mitka.
Okoliczne pola uprawne nie leżą w pobliżu innych domostw, czy pomiędzy nimi. Są oddalone od budynków mieszkalnych. Jedna armatka odstrasza szkodniki w promieniu około jednego kilometra. Ta z jednego pola płoszy też żurawie u sąsiadów. Huk następuje w odstępach ok. półgodzinnych.
Jest konflikt pomiędzy rdzennymi a napływowymi mieszkańcami wsi. Miejscowi znają sytuację i zawsze się jakoś dogadają między sobą. Złość rolników budzi też podnoszenie krzyku o ochronę zwierząt i środowiska. Jak podkreślają, żadnej krzywdy zwierzętom nie robią.
- Wszyscy chronią żurawie, ale jak przychodzi co do czego, to nikt za nie odpowiada – mówi z przekąsem Jolanta Mitka.
- Straszą ptasią grypą. Kury każą nam zamykać. A że to dziadostwo może wirusa roznosić to już w porządku – dodaje.
- Żniwa przeszkadzają. Hałas maszyn przeszkadza. Wywóz obornika przeszkadza. Zapach krów i świń przeszkadza. To po co się tu sprowadzacie – zadaje retoryczne pytanie nowym mieszkańcom wsi rolnik Przemysław Stępień.
- Nie dość, że rolnikowi ciężko, to jeszcze ludzie życie uprzykrzają – gorzko kwituje Jolanta Mitka.
- Przyjeżdżają z miasta, kupują dom na wsi, kompletnie nie znają życia tutaj, ale chcą rolników przemeblowywać i ustawiać – irytuje się Łukasz Pilarz, rolnik z Rychłocic.
- To tak jakby kupić dom przy torach, a później skargi pisać na koleje, że pociągi jeżdżą – wzdycha.
Żurawi wyjadających ziarna kukurydzy jest mnóstwo. W ciągu jednej nocy potrafią zniszczyć uprawy na obszarze jednego hektara. Koszt samych nasion, na takie pole, to ok. 1000 zł. Do tego paliwo, nawóz, środki ochrony roślin, czas i praca.
- W ostatnich latach głównym szkodnikiem upraw kukurydzy są żurawie. Zjadają nasiona też po wykiełkowaniu. Zieloną część zostawiają. I trzeba od nowa siać. A za to odszkodowania czy zwrotu nie ma. Koło łowieckie zapowiedziało, że za straty przez żurawie nie będą zwracać – denerwuje się Jolanta Mitka.
- Dziki niszczą zasiewy i wylegają w zbożu, ale żurawie dokuczają nam najbardziej. Jest plaga. Przez 700 metrów przy rowie siedzą jeden przy drugim. Są ich setki – dodaje.
- To są dla nas duże straty. Przy dzisiejszych cenach trzeba liczyć każdy grosz, a jak jeszcze te żurawie, to szkoda gadać – macha ręką Cezary Mitka.
- Wyprodukowanie hektara kukurydzy to normalnie 4 tysiące. A jak zniszczą, to są dodatkowe koszty. Czasem trzeba nawet trzy razy siać od nowa – dodaje rolnik Jacek Grondowy, także z Rychłocic.
- Wszystkiego jest za dużo. Inne kraje potrafiły sobie z dzikami poradzić. U nas nie wolno. Ale jak był ASF to nie patrzyli. Całe obory zdrowych świń, czy z prosiakami czy nie, wybili. To wolno było? – z rozgoryczeniem przypomina Jolanta Mitka.
- Tu są konieczne odgórne rozwiązania, ze strony rządu. Na niższych szczeblach nikt nie ma takiej władzy, żeby to rozwiązać – zauważa.
W związku ze zgłoszeniem o zakłócaniu spokoju przez użycie armatek, dzielnicowy odwiedził Przemysława Stępnia, rolnika z Rychłocic, pełniącego też funkcję radnego Rady Gminy w Konopnicy.
- Sądem mnie straszą i grzywną 25 tysięcy. A to nie jest cały rok przecież, tylko na czas wschodu. Dajcie nam sześć tygodni i wystarczy – mówi reporterce portalu kulisy.net Przemysław Stępień.
- Nie wiadomo, na jakiej podstawie, ale najlepiej chłopa postraszyć. My jesteśmy tym ostatnim ogniwem – z rozgoryczeniem komentuje Jolanta Mitka.
Asp. sztab. Katarzyna Grela, oficer prasowa Komendanta Powiatowego Policji w Wieluniu, potwierdza, że mieszkaniec Rychłocic skontaktował się z dzielnicowym Komisariatu Policji w Osjakowie i powiadomił o uciążliwościach związanych z użytkowaniem urządzenia hukowego do odstraszania zwierząt na polu przez jednego z rolników.
- Obecnie policjanci wyjaśniają i ustalają okoliczności korzystania z tego urządzenia oraz weryfikują czy jego użycie odbywa się zgodnie z obowiązującymi przepisami prawnymi – informuje rzeczniczka wieluńskiej policji.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze