Parlament Europejski przegłosował skierowanie umowy UE–Mercosur do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, co w praktyce wyhamowuje ratyfikację i zamraża dalsze procedowanie. Wśród protestujących w Strasburgu był także Krzysztof Olejnik ze Strzelec Wielkich w powiecie pajęczańskim. Młody rolnik nie ma wątpliwości, że bunt miał sens, a jednocześnie zapowiada: to nie koniec wojny.
Środa, 21 stycznia, przejdzie do historii europejskich protestów rolniczych jako dzień, w którym presja ulicy i determinacja gospodarstw przebiły się przez mur unijnej rutyny. Parlament Europejski przegłosował skierowanie umowy UE–Mercosur do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, co w praktyce wyhamowuje ratyfikację i zamraża dalsze procedowanie.
Wynik był skrajnie wyrównany: 334 głosy „za” i 324 „przeciw”. W relacjach medialnych pojawiają się drobne rozbieżności co do liczby wstrzymujących się (najczęściej podawane jest 10 lub 11), ale sedno pozostaje jedno – decyzja przeszła minimalną przewagą i zatrzymała rozpęd, z jakim instytucje unijne próbowały doprowadzić tę umowę do finału.
To głosowanie ma znaczenie większe niż zwykła procedura prawna. Dla rolników jest dowodem, że protesty nie były „hałasem”, lecz realnym narzędziem wpływu. Gdyby nie skala sprzeciwu w wielu krajach i konsekwentne przypominanie o skutkach dla produkcji rolnej, temat najpewniej zostałby przepchnięty szybciej, pod hasłami o „strategii handlowej”, „partnerstwach” i „geopolityce”. Dziś widać czarno na białym: rolnicy mieli rację, alarmując, że Mercosur to porozumienie, które może rozchwiać rynek i uderzyć w europejskie gospodarstwa w najbardziej wrażliwych sektorach.
Kluczowe jest także, że impuls do tej decyzji wyszedł m.in. od europosłów z Polski. Wniosek o skierowanie umowy do TSUE był podpisany przez grupę około 150 deputowanych, a wśród nich znaleźli się również przedstawiciele polskiej delegacji. Co ważne, w sprawie Mercosur polska reprezentacja w Parlamencie Europejskim była wyraźnie zmobilizowana ponad partyjnymi podziałami – przed głosowaniem europosłowie KO, PSL i PiS zapowiadali poparcie działań zmierzających do zatrzymania umowy. Politycznie przekaz jest czytelny: Polska była jednym z najgłośniejszych hamulcowych Mercosur i ten hamulec dziś zadziałał. Pytanie jedyne na jak długo…, bo jak mówi rolnik z powiatu pajęczańskiego w województwie łódzkim, który brał udział w protestach – to dopiero początek walki. Krzysztof Olejnik, jeden z liderów protestujących rolników, kolejny raz zaznacza, że na tym protesty się nie kończą.
- Wygraliśmy bitwę, ale nie wygraliśmy wojny. Wojna nadal trwa – akcentuje Krzysztof Olejnik.
Rolnik z pajęczańskiego zaznacza, że samo skierowanie umowy UE–Mercosur do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej nie rozwiązuje sprawy, a co najważniejsze, nie daje gwarancji, że umowa nie zacznie obowiązywać.
- Nasza walka nie dobiegła końca. Nie składamy broni – zapowiada przedstawiciel polskich rolników, biorących udział w protestach w Strasburgu.
Rolnicy od dawna mówią o Mercosur wprost: to nie jest „neutralna umowa handlowa”, tylko otwarcie drzwi dla produktów rolnych, które wchodzą na rynek europejski z przewagą kosztową, a w wielu obszarach także z innymi standardami. W Europie producent jest obciążony rosnącymi wymaganiami środowiskowymi, dobrostanowymi i administracyjnymi. Tymczasem rynek ma zostać zalany towarem, którego wytworzenie jest często tańsze właśnie dlatego, że odbywa się w innych warunkach regulacyjnych i na innej skali. W takiej konkurencji nie wygrywa jakość ani tradycja – wygrywa cena. A gdy cena staje się jedynym wyznacznikiem, europejskie gospodarstwo rodzinne dostaje uderzenie, którego nie da się „zrekompensować” jednorazową dopłatą czy obietnicą „dialogu”.
Największe ryzyko dotyczy rynków, które już dziś potrafią gwałtownie reagować na najmniejszy impuls podażowy: wołowiny, drobiu, cukru i szeroko rozumianego przetwórstwa rolno-spożywczego. Wystarczy kilka ruchów importowych i chwilowe przesunięcie podaży, by ceny skupu zaczęły spadać. Rolnik nie zamknie produkcji na tydzień, żeby „poczekać aż rynek się uspokoi”. Zwierzęta trzeba żywić, cykl produkcyjny trwa, a koszty nie znają pauzy. I właśnie dlatego protesty były tak ostre – bo to nie jest dyskusja o abstrakcyjnej gospodarce, tylko o przetrwaniu tysięcy gospodarstw.
Dzisiejsze głosowanie jest też policzkiem dla stylu, w jakim Bruksela próbuje prowadzić politykę handlową: szybko, technokratycznie, często bez uczciwego rachunku kosztów społecznych. Krytycy Mercosur zwracają uwagę na kontrowersyjne mechanizmy zapisane w porozumieniu, które mogą komplikować unijne prawo i w praktyce osłabiać skuteczność europejskich regulacji, także tych środowiskowych. To właśnie między innymi te wątpliwości stały się pretekstem do uruchomienia TSUE – jeśli umowa ma dotyczyć żywności i bezpieczeństwa rynku rolnego, to musi być zabezpieczona na twardo, a nie na zasadzie „jakoś to będzie”.
Nie znaczy to jednak, że sprawa jest zamknięta. Skierowanie dokumentu do Trybunału to hamulec, ale nie definitywna blokada. Procedura może potrwać długo – w przestrzeni publicznej padają scenariusze rzędu kilkunastu, a nawet dwudziestu kilku miesięcy. W tym czasie część polityków i urzędników może próbować wracać do tematu innymi drzwiami, np. poprzez dążenie do tymczasowego stosowania wybranych rozwiązań. I to jest moment, w którym rolnicy – mimo dzisiejszego ich sukcesu – nie mogą odpuścić, bo historia unijnej legislacji zna przypadki, gdy po chwilowej przerwie temat wraca, tylko w innej oprawie i pod inną nazwą.
Dzisiaj jednak jedna rzecz jest bezsporna: walka rolników miała sens. Strasburg pokazał, że gospodarstw nie da się ignorować w nieskończoność, a europejskie rolnictwo nie jest „kosztem ubocznym” polityki handlowej. Jeśli UE chce wymagać od swoich producentów coraz więcej, to nie może jednocześnie otwierać rynku na import, który uderzy w opłacalność i wypchnie z produkcji najsłabszych. Mercosur – w tej formie i w tym tempie – jest dla rolnictwa zbyt dużym ryzykiem. Dzisiejsze głosowanie to – jak mówią rolnicy - pierwsza wygrana bitwa, a jednocześnie ostrzeżenie: Europa może mieć ambitne strategie, ale bez własnego rolnictwa zostaną jej tylko papierowe deklaracje…
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze