Od pewnego czasu Świetlica Wiejska i Klub Seniora w Słupsku organizują spotkania, w czasie których przypominają dawne prace w gospodarstwie wiejskim. Było już kiszenie kapusty, darcie pierza, pieczenie ciastek maszynką kręconych, a teraz przyszła kolej na ziemniaczane wykopki. To, jak kartofle kiedyś gospodarze kopali, młodsi mieszkańcy Słupska mogli zobaczyć i wiele się przy tym dowiedzieć w środę, 11 września.
Wykopki zrobiono na polu Sabiny Kmiecik, członkini Klubu Seniora. Zebrała się tu grupa kobiet, które pamiętają, jak kiedyś wyglądały wykopki i teraz pokazały to od najstarszych sposobów do nowszych. Młodsi zaś z zainteresowaniem temu się przyglądali.
Najpierw gospodynie kopały ziemniaki tak zwanymi dziabkami.
- Tak robiło się jeszcze u mojej babci Ludwisi – mówi Sabina Kmiecik. - Ja tego nie widziałam, ale wiem to z opowiadań rodziców i właśnie babci. Wykopane kartofle zbierali do koszyków, a potem wsypywali na wóz. I do domu. Ziemniaki wtedy duże nie rosły. Może dlatego, że nie było pieniędzy na nawóz? A przy kopaniu kobiety pośpiewały sobie, pomodliły się i to wszystko chcemy dzisiaj naszym wnuczkom pokazać.
- To była ciężka praca tymi dziabkami – dodaje Elżbieta Ciura. - Kobiety schodziły się do jednego gospodarstwa, żeby kopać, tak jak my dzisiaj. A na drugi dzień szły do następnego.
Na środowych wykopkach, po dziabkach, przyszła kolej najpierw na kopaczkę elewatorową, a później kombajn ziemniaczany. Panie chciały jeszcze pokazać, jak wyglądało zbieranie ziemniaków za kopaczką gwiazdową. Ale niestety, takiej maszyny nie udało się znaleźć, co nie przeszkodziło powspominać wykopków za jej pomocą.
- Taką kopaczkę ciągnęły konie - mówi Sabina Kmiecik. - Ona mocno rozrzucała kartofle. Każda kobieta miała odmierzony kawałek rajki do pozbierania. Ja na przykład miałam dziesięć kroków, inna też dziesięć i każda swoją działeczkę zbierała. Trzeba było się spieszyć, żeby zdążyć pozbierać ziemniaki zanim kopaczka przejechała drugi raz. Dlatego nazywaliśmy ją gonichą. Na koniec gospodarz pobronował pole, pozbieraliśmy po bronowanym, a na drugi dzień już zbierało się u kogoś innego.
Każdy dzień wykopków kończył się poczęstunkiem dla robotników.
- Gospodyni zabierała na pole najczęściej czarną kawę zbożową, w torbach jakieś ciasto już pokrojone, chleb z kiełbasą albo z czymś innym, bo poczęstunek na polu musiał być – opowiada dalej pani Sabina. - A jak się kończyło u kogoś zbierać ziemniaki, to się obrzucało nimi gospodarza, żeby mu się darzyły też na drugi rok. On przed tym nie uciekał. Cieszył się, że mu się dobrze życzy i nawet sam wychodził do ludzi.
Trochę inaczej wykopki w swoim rodzinnym domu wspomina Grażyna Hadryś z Ożarowa.
- Mieliśmy poletko przy domu i tam rodzice sadzili ziemniaki – opowiada. - Ale tylko na swoje potrzeby, nie na sprzedaż. Pamiętam, że jak przychodziłam ze szkoły, ziemniaki były już wykopane i wtedy z bratem szliśmy na pole zbierać. Bo u nas nie było tak jak w innych gospodarstwach, że jeden do drugiego chodził i pomagał. My zbieraliśmy sami. Stał już wypożyczony koń z wozem, tata zabierał od nas pełne koszyki i wysypywał kartofle na wóz. A potem je odwoził do piwnicy przy oborze. Ale pieczenie ziemniaków to zawsze było. Już po wykopkach, na tym kartoflisku, tata z naci robił ognisko i w nim piekliśmy ziemniaki. A że blisko mieszkała moja babcia, to też dołączała się rodzinka i tak ucztowaliśmy. Ileż było przy tym radości, biegania po polu. Dziś już nie widać, żeby ludzie ręcznie zbierali. Teraz zbiera kombajn.
Wiele z tego, o czym same wspominały, kobiety wykorzystały na swoich środowych wykopkach. Były więc wspólne śpiewy, poczęstunek na polu z tradycyjną czarną kawą zbożową, obrzucanie gospodarza ziemniakami. Zabrakło tylko ogniska, bo dzień wcześniej padało i nać ziemniaczana była zbyt mokra.
- Pomysł zorganizowania wykopków zrodził się już latem – mówi Anna Kostrzewa, instruktorka Świetlicy Wiejskiej w Słupsku. - Chcieliśmy pokazać młodszym, jak to kiedyś było. Stąd najpierw kopanie dziabkami, potem kopaczką, a na końcu kombajnem. Ponieważ nie mieliśmy kopaczki gwiazdowej, to pokazaliśmy na zdjęciu, jak wyglądała. Posiłek przygotowaliśmy wspólnie, ale najbardziej przyłożyła się do tego pani Sabina. No i wszyscy mogli sobie przypomnieć albo poznać smak zbożowej kawy.
A zakończenie wydarzenia miało już miejsce w słupskiej remizie, która jest również siedzibą świetlicy wiejskiej i klubu seniora. Tu gospodynie przygotowały dla wszystkich degustację potraw z ziemniaków. Były frytki, kopytka smażone na oleju, ziemniaki w mundurkach i opiekane. Po pracy smakowały doskonale. Stąd wszyscy, najedzeni i zadowoleni, wrócili do swoich domów.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze