Małżeństwo Marta i Marcin Jegersowie, strażacy ochotnicy z jednostki OSP KSRG Czernice nie tylko wspierają ideę dawstwa szpiku kostnego, ale również systematycznie reprezentują swoją jednostkę w zawodach strażackich. Tymczasem decyzją Miejsko–Gminnego Zarządu OSP w Osjakowie zostali pozbawieni możliwości korzystania ze sprzętu do treningów. Czy aktywność społeczna i sportowa druhów stała się niewygodna? A może to tylko błąd w komunikacji?
Strażacy na szczycie w szczytnym celu
5 lipca na szczycie Babiej Góry – Diablaka – zebrało się 998 strażaków z całej Polski. W pełnym umundurowaniu bojowym z aparatami ochrony dróg oddechowych na plecach wspięli się na 1725 metrów n.p.m. promując rejestrację w Fundacji DKMS i ideę dawstwa szpiku. Wśród nich znaleźli się Marta i Marcin Jegersowie z OSP KSRG Czernice.
– Odnośnie naszego wyjścia na Babią Górę to tak naprawdę miało tam nas nie być – opowiada Marta Jegers.
Początkowo nie udało się zdobyć pakietów rejestracyjnych, a sytuację pogarszały problemy zdrowotne w rodzinie. Los jednak się uśmiechnął – dzięki pomocy druhny Kingi Wójcik z OSP Działoszyn, która zrezygnowała z udziału, małżeństwo mogło dołączyć do wyprawy. – Zmieniła się tylko nazwa jednostki i takim oto sposobem OSP KSRG Czernice miało swoich przedstawicieli w tak szczytnej akcji.
Wspinaczka pełna wyzwań
Strażacy rozpoczęli swoją wędrówkę nad ranem. Zbiórka zaczęła się o godzinie drugiej w nocy, a grupa do której należeli Marta i Marcin wyruszyła o 3:45.
– Musieliśmy przejść pięć kilometrów asfaltem zanim doszliśmy do szlaku. W górę szliśmy 13 kilometrów, pięć godzin w jedną stronę – wspomina Marta.
Wysiłek fizyczny był ogromny – pełne umundurowanie bojowe, aparat ODO, prowiant i woda oznaczały, że każdy z nich dźwigał około 30 kilogramów.
– Osobiście, tego dnia, nazywałam Babią Górę wzgórzem stękających dusz. Naprawdę. Każdy radził sobie z kryzysem na swój sposób. Od przekleństw po wzywanie imienia Pana Jezusa – relacjonuje Marta Jegers, podkreślając wyjątkowość tego wydarzenia.
– Dumna jestem z mojego męża Marcina, ponieważ ma podejrzenie astmy i bardzo ciężko aklimatyzuje się na wysokościach (…) momentami wyglądał fatalnie, ale dał radę – podkreśla.
Codzienność druhów – sport, służba, pasja
Wejście na Diablaka nie było wyjątkiem – Jegersowie regularnie reprezentują swoją jednostkę w biegach strażackich, zawodach sportowo–ratowniczych i innych aktywnościach związanych ze służbą.
Startują m.in. w „Biegach Strażaka” w Dąbrowie, Działoszynie czy Lututowie ale nie tylko. Zawsze pod szyldem OSP KSRG Czernice. Ich aktywność to nie tylko promocja jednostki, ale też nieustanne doskonalenie umiejętności, które mogą zadecydować o czyimś życiu w sytuacji realnego zagrożenia.
– Zawsze braliśmy z jednostki sprzęt na ostatnią chwilę i zaraz po treningach czy zawodach oddawaliśmy. Butle były nabijane, sprzęt wracał w stanie nienaruszonym – tłumaczy Marta.
Zakaz z góry – zawieszenie wydawania sprzętu
Pomimo wielu sukcesów i bezinteresownej działalności druhowie z Czernic spotkali się z decyzją, która ich zaskoczyła. Prezes Miejsko–Gminnego Zarządu OSP w Osjakowie, Sławomir Kaźmierczak zakazał udostępniania sprzętu strażackiego na treningi i zawody. Zakaz obowiązuje wszystkie jednostki na terenie gminy Osjaków. Decyzja została przekazana przez jego syna – Mateusza Kaźmierczaka, który pełni funkcję naczelnika jednostki OSP w Czernicach.
„Prezes Zarządu Gminnego dzwonił do mnie wczoraj z informacją, żeby wstrzymać wydawanie sprzętu do wyjaśnienia sprawy. Czekam na decyzję, jakiekolwiek one będą. Sprawa dotyczy wszystkich jednostek” – czytamy w wiadomości przekazanej Marcie Jegers przez naczelnika Ochotniczej Straży Pożarnej w Czernicach.
Pytania, które pojawiły się w miejsko–gminnym zarządzie dotyczyły m.in. materialnej odpowiedzialności za sprzęt, jego serwisowania oraz dostępności w razie akcji ratunkowej. Mimo oficjalnego komunikatu, że zakaz dotyczy „wszystkich jednostek”, Marta Jegers nie ma wątpliwości.
– Pytałam się Kingi Dugacz z jednostki w Drobnicach, czy również dostała taką informację. Okazuje się, że nic na ten temat tam nie wiedzą. Rozmawiałam również z naczelnikiem OSP Drobnice Dariuszem Komarem. Jest zaskoczony i zdziwiony sytuacją – mówi strażaczka z OSP w Czernicach.
Brak wsparcia, własne koszty
– Nigdy nie dostaliśmy pieniędzy z zewnątrz na starty biegowe, wyjazdy, pakiety startowe. Wszystkie koszty pokrywamy sami, z własnej kieszeni – zaznacza druhna.
Marta Jegers zdradza również, że tylko raz zwróciła się o pomoc finansową do Miejsko–Gminnego Zarządu OSP w Osjakowie – przy planowanym udziale w biegu na Sky Tower. Otrzymała odmowę, bo zdaniem zarządu to wewnętrzna sprawa jednostki, a więc OSP w Czernicach, której nie stać na takie wydatki.
– W ubiegłym roku straciłam na pakiety startowe 1500 złotych, nie licząc innych wydatków, paliwa, jedzenia, brania urlopu w pracy. I wszystko to pod szyldem OSP Czernice, promując gminę Osjaków, powiat, a nawet województwo – mówi z goryczą i dodaje, że nie o pieniądze chodzi.
- Jeśli ktoś nie pomaga, nie wspiera, niech chociaż nie przeszkadza – rzuca kręcąc głową.
Szkolenie przez praktykę
Zdaniem Marty Jegers zawody to nie rozrywka, lecz praktyczne szkolenie.
– Uczymy się szybkiego zakładania sprzętu, oddychania, dozowania powietrza. Można butlę wydmuchać w 10 minut, a można w 25 minut. To realne umiejętności, które później wykorzystuje się w akcjach. Więc to nie jest tak, że robię to tylko i wyłącznie dla rozrywki i „sławy". Są jednak osoby, którym moje wspólne działanie z mężem przeszkadza – tłumaczy.
Strażackie małżeństwo nie ma kluczy do garażu jednostki. Zawsze uzgadniają odbiór i oddanie sprzętu z naczelnikiem.
– Do tej pory nie było najmniejszego problemu. Aż do teraz – przyznaje Marta.
Co naprawdę należy do gminy?
Według informacji przekazanych nam przez Martę Jegers część sprzętu została zakupiona dzięki dofinansowaniom, które w dużej części przez kilka lat jako sekretarz Ochotniczej Straży Pożarnej w Czernicach pozyskiwała ona pisząc wnioski, często na poziomie 60–70 tysięcy w ciągu roku, zaś część finansowana była i jest przez gminę Osjaków. Problem pojawia się przy ustalaniu, który sprzęt jest gminny, a który jednostki.
– Po pięciu latach od zakupu sprzęt przechodzi na własność jednostki. Trzeba by dokładnie przeanalizować, co do kogo należy. Ale sprzęt jest po to, żeby go używać, szkolić się na nim i być gotowym do akcji – podkreśla zaangażowana strażaczka.
- Od lat atmosfera w jednostce nie należy do najłatwiejszych. Po prostu nie lubi się nas za to, że jest nas wszędzie dużo – uważa.
Tymczasem prezes jednostki OSP Czernice, Krzysztof Nawrocki, który na co dzień wspiera i pomaga strażackiemu małżeństwu również przekazał informację o zakazie wydawania sprzętu.
– Prezes Miejsko-Gminnego Zarządu OSP w Osjakowie Sławomir Kaźmierczak zakazał wydawania sprzętu Jegersom na jakiekolwiek treningi czy zawody. Co jest absurdalne, bo prezes Kaźmierczak nie ma do tego prawa. Na ten temat mógłby z wami rozmawiać komendant gminny OSP na terenie gminy Osjaków Rafał Rabikowski – radzi dziennikarzom portalu kulisy.net Krzysztof Nawrocki.
Reporterzy portalu kulisy.net kontaktują się z komendantem Rafałem Rabikowskim...
– Pan wybaczy, ale nie udzielę żadnego komentarza – mówi.
- Funkcje komendanta Miejsko–Gminnego OSP sprawuję od dwóch, trzech tygodni i nie jestem w temacie. Ta sprawa na pewno będzie poruszana na najbliższym zarządzie, który już w poniedziałek, 14 lipca. Tyle – ucina Rafał Rabikowski.
Marcin Jegers, podkreśla, że takie osoby jak on i żona Marta, które reprezentują jednostkę na terenie gminy, powiatu czy nawet całej Polski, powinny być wspierane.
- Starty powinny być ułatwione przez zarząd gminny czy nawet jednostkę. Tutaj postanowiło się nam podłożyć nogę i prezes zarządu gminnego zakazał naszemu naczelnikowi Mateuszowi Kaźmierczakowi wydawać sprzęt do ćwiczeń i na zawody – komentuje rozczarowany.
- Pan Sławomir Kaźmierczak 5 lat temu przestał być naszym prezesem w jednostce. Po prostu strażacy z naszej jednostki już go nie chcieli. Przejęliśmy to i dajemy sobie dobrze radę. Nie dało nam się nogi podłożyć inaczej, to nadarzyła się okazja w ten sposób, aby nas ukarać. Pan Kaźmierczak został prezesem gminnym po rezygnacji poprzedniego prezesa, a cześć zarządu gminnego też zrezygnowała. Myślę, że nie było więcej niż półtora miesiąca temu, góra dwa. Taka postawa jaką prezentuje prezes Kaźmierczak nie przystoi – kończy Marcin Jegers.
Krzysztof Nawrocki: prezes Zarządu Miejsko–Gminnego OSP w Osjakowie nie ma prawa decydować o sprzęcie!
– Jeśli chodzi o sprzęt to prawda jest taka, że prezes Miejsko–Gminnego Zarządu OSP w Osjakowie, w tym przypadku pan Sławomir Kaźmierczak, nie ma prawa decydować o sprzęcie w jakikolwiek sposób. To, że Marta z Marcinem biorą butlę na trening lub zawody niczego nie zmienia – zaznacza Krzysztof Nawrocki.
– Jeśli jest zdarzenie to na Powiatowe Stanowisko Kierowania widzą i mają informacje, że sprzęt na dany moment jest wycofany i przysyłają kolejne wozy z zabezpieczeniem sprzętowym. Nikt nie robi tego na pałę, wszystko jest zgłaszane do systemu. Ponadto statut naszej jednostki mówi jasno i wyraźnie: każdy członek ma prawo korzystać ze sprzętu – akcentuje.
Ale gmina ma jednak coś do sprzętu, bo robi przeglądy techniczne okresowe sprzętów?
– Mamy podpisaną umowę z gminą Osjaków. Jesteśmy w Krajowym Systemie Ratowniczo–Gaśniczym i to obliguje gminę do robienia takich przeglądów. Tu nikt łaski nam nie robi. Nawet gdyby ten sprzęt leżał, to trzeba byłoby zrobić przegląd. A to przecież bezpieczeństwo strażaków – kontynuuje prezes OSP Czernice.
Nawrocki chwali aktywność Jegersów i zdradza kulisy sprawy.
– Prawda jest taka, że obecny prezes Zarządu Miejsko-Gminnego ZOSP w Osjakowie Sławomir Kaźmierczak, będąc swego czasu prezesem naszej jednostki w Czernicach, nie zaliczył przez 4,5 roku żadnego wyjazdu do akcji, a my staramy się robić bardzo dużo. Tak naprawdę zarząd miejsko–gminny nie ma mocy, aby zakazywać wydawania sprzętu strażakom – podkreśla szef czernickiej jednostki.
Sławomir Kaźmierczak: To nieprawda, zarząd nie zabronił wydawania sprzętu
Jak na zarzuty odpowiada jeden z głównych bohaterów zamieszania, prezes Miejsko–Gminnego Zarządu OSP w Osjakowie Sławomir Kaźmierczak?
– Mateusz ( naczelnik OSP Czernice, prywatnie syn prezesa - przyp.red.) musiał coś źle zrozumieć. Nigdy nie zabroniłem wydawać sprzętu komukolwiek. Powiem więcej, jak byłem prezesem w Czernicach wielokrotnie użyczaliśmy sprzętu, chociażby agregatu prądotwórczego na Dębinę - mówi szef gminnych struktur OSP.
Zatem o co chodzi w zamieszaniu?
– Ja chcę tylko, żeby organ nadzorujący i właściciel dotujący sprzęt, w tym przypadku Urząd Miasta i Gminy Osjaków, wiedział gdzie sprzęt jest i co się z nim dzieje. A Miejsko–Gminny Zarząd OSP w Osjakowie jako organ nadrzędny nad jednostkami OSP na terenie gminy wraz z gminnym komendantem OSP na terenie gminy też powinni o tym wiedzieć. To powinno być w dobrej gestii żeby przekazywać takie informacje – tłumaczy Sławomir Kaźmierczak.
I tylko tyle? Problem leży w komunikacji? – dopytuje reporter.
– Tak, tylko tyle – odpowiada Kaźmierczak, dodając że styuacja będzie omawiana na zarządzie w poniedziałek.
Żadnego zakazu wydawania sprzętu nie ma? Marta Jegers może z niego korzystać, mając w najbliższy weekend zaplanowane treningi do zawodów?
– Jeśli tylko gmina i zarząd będą wiedzieć gdzie jest sprzęt i co się z nim dzieje, to jak najbardziej. Tak powinno być. Niech mi pan powie kto poniesie odpowiedzialność jak sprzęt się zepsuje? – pyta jakby retorycznie Sławomir Kaźmierczak.
Nawrocki i Jegers: To bajki i bzdury!
Jegers i Nawrocki twierdzą, że stanowisko prezesa gminnego nie ma pokrycia w rzeczywistości.
– To bajka co prezes twierdzi! Za sprzęt odpowiadamy my jako jednostka! Jedynie jak wyjeżdża samochód musimy zgłaszać, no bo wiadomo, koszty paliwa. Żaden inny sprzęt nigdy nie był zgłaszany i gmina Osjaków nie wymagała tego od nas – zaznacza Krzysztof Nawrocki.
- Za to wszystko my materialnie odpowiadamy jako jednostka. Kierowca konserwator ma to na stanie. Po prostu on odpowiada za to i naczelnik, wraz z całym zarządem – uzupełnia.
Szef OSP w Czernicach podkreśla też, że zgłaszanie do gminy każdorazowego użycia jest zbędne, bo przecież przyjeżdżają na kontrolę i sprawdzają, czy sprzęt jest, czy go nie ma.
- Strażacy mają wiedzieć gdzie w danej chwili znajduje się sprzęt i tyle. To jest następna bzdura, którą Sławek wymyślił i swojego syna teraz na minę wsadził! – kończy ostro Krzysztof Nawrocki.
Marta Jegers, zarówno ona jak i jej mąż są dorosłymi, odpowiedzialnymi ludźmi, którzy dbają o sprzęt jednostki jak o własny.
26 lipca, kolejny start Jegers i drużyny w zawodach,w Biskupicach Oławskich rozgrywać się będzie trzecia edycja Biskupice Fire Challange. Uczestnicy zmierzą się w wymagających konkurencjach siłowo –wytrzymałościowych, które sprawdzą siłę, kondycję oraz współpracę drużynową.
– Zaproponowałam kilku dziewczynom udział, bo to są zawody drużynowe i utworzyliśmy żeńską ekipę. Każda z nas trenuje, każda z nas jest ambitna i będziemy chcieli dać z siebie wszystko – podkreśla Marta Jegers.
– Załatwiliśmy sprzęt do treningów, bez najmniejszego problemu, z innej jednostki, nie z terenu gminy Osjaków. Każdy się dziwi co u nas się dzieje i dlaczego tak ludzie reagują, zamiast nas wspierać – kwituje prezes OSP w Czernicach.
Co dalej?
Mimo trudności, Marta i Marcin nie zamierzają się poddawać. Już zapowiadają, że w przyszłym roku ponownie wezmą udział w akcji „Strażak na szlaku”, jeśli tylko uda im się zdobyć pakiety…
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze