20 kwietnia pod pomnikiem, upamiętniającym wieluńskich Żydów, spotkali się przedstawiciele mieszkańców, samorządowcy, delegacje z II LO oraz ZS 1oraz członkowie grupy Szlakiem Wieluńskich Żydów, pod kierownictwem Agnieszki Mysakowskiej. M.in. w ten sposób miejscowa społeczność włącza się w Akcję Żonkile, inicjowaną od 10 lat przez muzeum POLIN, w rocznicę wybuchu powstania w getcie warszawskim.
Już 19 kwietnia na chodnikach Wielunia pojawiły się symboliczne grafiki, rysowane kredą, przypominające o powstaniu. Wolontariusze rozdawali również przechodniom symboliczne kwiaty. Podczas spotkania pod pomnikiem przy. ul. Sienkiewicza Agnieszka Mysakowska podkreślała, że tegoroczna Akcja Żonkil ma nawiązywać do miłości, potrafiącej się narodzić nawet w getcie.
- Czas wojny i zagłady to też czas braku nadziei, nadziei na zwycięstwo i na życie – mówiła Mysakowska.
- To czas, który towarzyszył bojownikom i bojowniczkom getta warszawskiego – podawała, zaznaczając, że walka Żydów nie toczyła się ani o życie, ani o lepszą przyszłość, ale o godną śmierć.
- Te czasy to także miłość, która w tym piekle okrucieństwa pozwalała na odrobinę normalności i zachowanie człowieczeństwa. Była najwyższym dobrem ponad złem świata.
Paweł Okrasa, burmistrz Wielunia, przypomniał, że przed wojną, ludność wyznania mojżeszowego stanowiła 30 proc. mieszkańców miasta. Ci ludzie trafili najpierw do getta, pomiędzy ul. Targową, Krakowskim Zaułkiem, Krakowskim Przedmieściem, a następnie do obozów zagłady.
- Naszym obowiązkiem, jako współczesnych, jest pamiętać o wszystkich naszych przodkach, bez względu na narodowość, na wyznanie, czy kolor skóry, taka jest nasza ludzka, humanistyczna odpowiedzialność – uważa szef wieluńskiego ratusza.
Odnosząc się do rosyjskiej agresji na Ukrainę Paweł Okrasa radził, aby docenić fakt, że żyjemy w wolnym kraju, oraz dbać o pokój, który nie jest dany raz na zawsze.
Do bieżących wydarzeń odniósł się również wieluński starosta, Marek Kieler.
- Dzięki Polakom wiele istnień pochodzenia żydowskiego zostało ocalonych – przypominał starosta.
- Polacy w trudnych chwilach zawsze potrafią się zjednoczyć i potrafią zapanować nad sytuacjami, które są w naszych głowach nie do pojęcia. Polska ludność przechowywała dzieci w swoich domach pod karą śmierci. Podobnie jest dzisiaj. W wielu polskich domach uchodźcy z Ukrainy znaleźli dach nad głową, nie słyszą wybuchów, tej tragedii, którą przezywają ich rówieśnicy, którzy tam zostali.
Magdalena Lizurej
[email protected]
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze