Dostali wezwanie do pożaru traw. Jak zwykle, chcieli jak najszybciej dotrzeć na miejsce zdarzenia. Strażak z uprawnieniami do kierowania wozu bojowego dobiegł w ostatniej chwili i już nie zasiadł za kierownicą samochodu. Chwilę później pojazd, który prowadził druh bez wymaganych pozwoleń, zderzył się z autem dostawczym. W wypadku ucierpiały trzy osoby, w tym dwóch członków OSP Janów. Jednostka została bez wozu, który jeszcze w tym roku planowała wymienić.
OSP Janów 10 marca o godz. 13:25 zadysponowano do pożaru traw w Janowie. Jednostka w trakcie dojazdu na miejsce zdarzenia uległa wypadkowi i nie dojechała na akcję.
- Około godziny 13:40 dyżurny wieluńskiej komendy otrzymał informację o zdarzeniu drogowym w miejscowości Janów – informuje st. asp. Katarzyna Grela, rzecznik KPP Wieluń.
- Jak wynika z dotychczasowych ustaleń policjantów 42-letni kierowca bojowego wozu Iveco z włączonymi sygnałami świetlnymi i dźwiękowymi wjechał na skrzyżowanie z drogą krajową numer 45 i tam doszło do zderzenia z dostawczym volkswagenem LT, którym kierował 63-latek. Na skutek zderzenia oba pojazdy wywróciły się. Kierowcy byli trzeźwi.
Najcięższych obrażeń ciała doznał 38-letni prezes jednostki OSP w Janowie, którego Lotnicze Pogotowie Ratunkowe przetransportowało do szpitala w Sieradzu. Ranny został jeszcze jeden strażak (w sumie do akcji gaśniczej jechało pięciu druhów) oraz kierowca volkswagena. Na miejscu wypadku pracowało łącznie sześć zastępów PSP oraz dwa zastępy OSP.
- Działania zastępów straży polegały na zabezpieczeniu miejsca zdarzenia, lądowiska dla śmigłowca LPR, udzieleniu kwalifikowanej pierwszej pomocy osobom poszkodowanym oraz pomocy w ich transporcie do karetek pogotowia i śmigłowca LPR – informuje kpt. Grzegorz Kasprzyczak, rzecznik KP PSP w Wieluniu.
Ruch podczas trwania działań ratowniczych na DK 45 był zablokowany, a następnie odbywał się wahadłowo. Przeprowadzanie czynności zajęło ponad siedem godzin.
Po prostu się spieszyli
Już następnego dnia zostały ujawnione nowe fakty związane z wypadkiem. Okazało się, że strażak, który kierował wozem bojowym, nie miał wymaganych uprawnień, czyli nie posiadał prawa jazdy kategorii C (na samochody ciężarowe), jak i zezwolenia, tzw. ,,wkładki’’, uprawniającego do kierowania pojazdami uprzywilejowanymi. Postępowanie w tej sprawie prowadzi policja w Osjakowie pod nadzorem prokuratury.
OSP Janów w swoich szeregach ma dwóch kierowców z pełnymi, obowiązkowymi uprawnieniami do prowadzenia wozu bojowego. Jeden z nich obecnie pracuje za granicą, a drugi pojechał też z pozostałymi druhami do gaszenia trawy.
- Teoretycznie był kierowca, tylko w ostatniej chwili dojechał do jednostki i nie zdążył się przesiąść – zdradza Tomasz Brożyna, członek zarządu OSP Janów.
- Chłopaki chcieli po prostu szybko dojechać na akcję, bo też nikt nie wiedział, jak szybko rozprzestrzenia się ogień. Uprawniony kierowca doskoczył do auta i nikt się już nie zamieniał, bo nie był to też jakiś daleki wyjazd, trzeba było przejechać tylko główną drogę, do pożaru było raptem 2 km. To była chwila i bardzo szybka reakcja. Wypadki zdarzają się też innym służbom ratunkowym. Chłopaki rozglądali się w prawo, lewo, nic nie zauważyli, a kiedy zobaczyli, to już było za późno na jakąkolwiek reakcję.
Brożyna przyznaje, że więcej strażaków w ich jednostce mogłoby jeździć wozami bojowymi, ale nie mają dodatkowych szkoleń i badań lekarskich, wymaganych do udziału w akcjach. Podkreśla, że jest to ważna sprawa do uregulowania, zwłaszcza, że teraz większość mieszkańców wsi pracuje poza domem i w godzinach miedzy 6:00 a 15:00 nie ma kto wyjechać na akcję.
- Jeśli chodzi o braki kadrowe to oczywistym jest, z punktu widzenia aktywności zawodowej, że kierowców, jak i ratowników brakuje przede wszystkim w porze dziennej (do popołudnia) – potwierdza Kasprzyczak.
- Takie przypadki zdarzają się dość rzadko, jednak dobrze rozwinięta sieć jednostek OSP powoduje optymalną możliwość dyspozycji do zdarzeń odpowiednich sił i środków, zgodnie z procedurami dysponowania.
Oficer prasowy wieluńskiej KP PSP przypomina, że w sytuacji braku kierowcy zastęp nie może wyjechać do zdarzenia samochodem bojowym.
- Brak kierowcy, a zarazem brak gotowości bojowej zastępu powinien być wtedy zgłaszany dyżurnemu właściwego Stanowiska Kierowania Komendanta Powiatowego/Miejskiego PSP, co skutkuje dyspozycją kolejnych sił i środków do zdarzenia – dodaje.
Po wypadku ze średniego wozu bojowego udało się w większości odzyskać sprzęt ratowniczy. Samochód natomiast został już wycofany z podziału bojowego. Jednostka będzie się starać o odszkodowanie i czekać na decyzję ubezpieczyciela.
Starania o nowy wóz
- Jeśli chodzi o odszkodowania za zniszczony samochód, to nie wiem, jak ubezpieczyciel do tego podejdzie, bo prowadził go druh, który nie miał uprawnień – mówi Ryszard Turek, wójt gminy Ostrówek.
- Szukamy też jednak jakiegoś innego rozwiązania, wsparcia w tej sprawie. Zastanawiam się także nad jednorazową pomocą materialną dla strażaków. Samochód faktycznie nie był pierwszej nowości i jakości. W tą ubiegłą środę rano był właśnie u mnie prezes OSP z Janowa z informacją, że znaleźli w Toruniu używany wóz za 280 tys. zł. Przekazałem, że wcześniej nie wyodrębnimy pieniędzy z nadwyżki budżetowej, jak dopiero w czerwcu i, żeby jeszcze szukali innych samochodów.
Wóz Iveco miał już nie być w najlepszym stanie do wyjazdów, dlatego starania o nowy pojazd trwały od dłuższego czasu. W planach było m.in. pozyskanie auta od PSP Wieluń, które czeka na samochód ciężki bojowy lub od jednostki ze Skrzynna.
- Była już wcześniej rozważana taka możliwość, chociaż nasz Star wymaga trochę remontu, jest słaba instalacja elektryczna i nie ma autopompy, ale może udałoby się teraz przełożyć ją z tamtego wozu strażackiego i samochód byłby sprawny bojowo – zauważa Jacek Niepiekło, prezes OSP Skrzynno.
- Nasza jednostka w tym roku podchodzi kolejny raz i stara się o pozyskanie nowego wozu bojowego (w ubiegłym roku została skreślona z listy beneficjentów). W gminie mamy zapewnione środki na ten cel i z naszej strony, jeżeli dostaniemy auto, to chętnie przekażemy Stara do Janowa.
W Skrzynnie w tym roku trzech strażaków ukończyło kurs prawa jazdy kategorii C (dzięki pozyskanemu dofinansowaniu z Narodowego Instytutu Wolności) i obecnie jednostka posiada pięciu kierowców na dwa wozy.
- Finansowanie uprawnień do kierowania pojazdami uprzywilejowanymi zgodnie z posiadaną kategorią prawa jazdy spoczywa na jednostce kierującej, czyli np. urzędzie gminy w przypadku OSP lub Komendzie Powiatowej/Miejskiej/Wojewódzkiej/Głównej w przypadku funkcjonariuszy PSP. Kosztem objęte są badania lekarskie i psychologiczne oraz wydanie zezwolenia przez właściwe terytorialnie starostwo powiatowe (dla jednostek OSP) – podaje Kasprzyczak.
Wójt gminy Ostrówek przyznaje, że nie stosują jakichś ograniczeń, by nie wydawać zezwoleń na kierowanie wozami specjalistycznymi i nie robią trudności z ich pozyskaniem.
- Mogę pochwalić OSP Janów, bo to aktywna jednostka. Zawsze miała dużo wyjazdów, 8, 10, 12 w ciągu roku, gdzie inne zastępy, poza KSRG, miały jeden, dwa. Może ta liczba związana jest też z usytuowaniem jednostki przy drodze krajowej – zaznacza Turek.
- Teraz po zdarzeniu można powiedzieć, że może nikt nie musiał się tak spieszyć do pożaru trawy, ale straż zawsze się spieszy, by być jak najszybciej na miejscu, bo każda sekunda jest cenna.
Do naszej redakcji dotarła też informacja, że wóz OSP Janów nie miał aktualnego przeglądu technicznego. Żaden z rozmówców nie potwierdził ani nie zaprzeczył tej wiadomości. Jedną z niepotwierdzonych wersji jest też to, że auto miało mieć jednak ważny dowód rejestracyjny do maja br.
- Mieliśmy mieć wymieniony wóz, ale, że tak szybko dojdzie do autokasacji, to nikt się nie spodziewał, nawet w najczarniejszych snach – podsumowuje Brożyna.
- Musimy teraz uregulować, żeby więcej strażaków miało uprawnienia na kierowanie tego rodzaju pojazdami i, żebyśmy dostali jakiś wóz, bo jest podstawą istnienia jednostki OSP. Niestety w tej chwili jesteśmy wyłączeni z akcji, nasze tereny przejmą pewnie ościenne jednostki, a nam, póki co, syrena nie zawyje. Na tym etapie wiemy, że wina leży po naszej stronie, że wsiadł kierowca bez uprawnień, ale dalej to już nie nam sądzić, bo od tego będzie policja i PSP.
Prezes jednostki pozostaje w szpitalu w Sieradzu, ale jest już w stanie stabilnym i nie ma zagrożenia dla życia. Drugi ze strażaków przechodzi rekonwalescencję w domu.
Katarzyna Cieślik
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze