To nie był skok stulecia. 28-latek ukradł samochód z parkingu, ale... nie umiał nim kierować. Z pomocą przyszedł 22-latek, dzięki czemu auto udało się sprzedać. Na ich trop szybko wpadli jednak policjanci - grozi im teraz do 10 lat więzienia.
Cała historia rozpoczęła się na początku grudnia 2025 r na terenie Łodzi. 28-latek, który pracował w jednym z magazynów przy ulicy Jędrzejowskiej zauważył leżące w szatni kluczyki do pojazdu. Postanowił ukraść Mitsubishi, które warte było 10 tysięcy złotych. Problem stanowił fakt, że nie potrafił kierować. Zadzwonił po swojego młodszego kolegę, którego wpuścił na teren przyzakładowego parkingu i przekazał mu kluczyki, a następnie wspólnie wyjechali kradzionym pojazdem.
- Nie chcąc wzbudzać podejrzeń, że jest ich dwóch, starszy z mężczyzn położył się na tylnej kanapie, żeby pozostać niezauważonym. Mężczyźni najpierw przeszukali auto w poszukiwaniu wartościowych przedmiotów, a gdy nic nie znaleźli postanowili na kilka dni wyjechać z miasta, żeby zmylić organy ścigania. Po powrocie do Łodzi sprzedali samochód licząc na to, że ich przestępczy proceder nie wyjdzie na jaw - mówi mł. asp. Maksymilian Jasiak z zespołu prasowego Komendy Miejskiej Policji w Łodzi.
Reklama
Policjanci prowadzili działania, w ramach których udało się wytypować sprawców i ich zatrzymać. Po sprawdzeniu w policyjnych systemach okazało się, że kierujący kradzionym Mitsubishi miał aktywny sądowy zakaz prowadzenia pojazdów, a do tego obaj zatrzymani byli poszukiwani, w związku z popełnionymi przez nich wcześniej wykroczeniami i przestępstwami, przez sądy i prokuratury z różnych rejonów Polski.
Mężczyźni usłyszeli zarzut dokonania kradzieży z włamaniem, za co grozi im kara nawet 10 lat pozbawienia wolności. Dodatkowo młodszy z mężczyzn odpowie za niestosowanie się do orzeczonych przez sąd środków karnych.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze