Reklama

Warto było razem iść przez życie

Czternaście par małżeńskich z gminy Wierzchlas otrzymało medale „Za długoletnie pożycie małżeńskie”. Przyznane im zostały przez prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej Andrzeja Dudę. Uroczyste ich wręczenie odbyło się w środę, 17 kwietnia, w sali bankietowej Pokoje King w Kraszkowicach.

 

Szacownymi jubilatami są: Wanda i Kazimierz Chrabańscy, Walentyna i Ryszard Dudkowie, Władysława i Zygmunt Drabowie, Danuta i Czesław Dydynowie, Anna i Kazimierz Jajczakowie, Elżbieta i Edmund Kasprzyczakowie, Alina i Jan Kowalczykowie, Maria i Józef Lesiowie, Kazimiera i Jan Małolepsi, Irena i Lechosław Mielczarkowie, Halina i Henryk Ostrowscy, Maria i Zdzisław Pyrkowie, Wanda i Jan Stoparkowie oraz Aniela i Daniel Strugałowie.

Reklama

Pary te stanęły na ślubnym kobiercu w 1973 roku.

Maria i Józef Lesiowie powiedzieli sobie „tak” 18 sierpnia.

- Był wtedy piękny, słoneczny dzień – wspominają. - Do ślubu jechaliśmy syrenką.

- Ubrana byłam w krótką sukienkę, bo taka była wówczas moda – uśmiecha się pani Maria. - A wesele mieliśmy skromne, w domu. Była tylko najbliższa rodzina, bo w ogóle czasy były skromniejsze.

Oboje małżonkowie pochodzą z Mierzyc. Mieszkali pół kilometra od siebie.

- Między nami jest sześć lat różnicy – opowiada dalej pani Maria. - Miałam starszego brata, z którym mąż się kolegował i przez niego zapoznaliśmy się. Potem chodziliśmy razem na zabawy.

Reklama

- Maria była fajną dziewczyną, brunetką o długich włosach i to mnie w niej ujęło – uśmiecha się pan Józef.

Przez 50 lat wspólnego życia państwo Lesiowie wypracowali swój przepis na małżeński sukces.

- Trzeba się rozumieć i umieć iść na kompromisy – mówią. - Jeśli jest różnica zdań, to jeden drugiemu musi albo to przetłumaczyć, albo ustąpić. I takie to jest życie.

Małżonkowie wychowali wspólnie trójkę dzieci Piotra, Annę i Martę, i doczekali się czwórki wnucząt.

Natomiast Aniela i Daniel Strugałowie z Wierzchlasu na ślubnym kobiercu stanęli 29 września.

Reklama

- A za rok w tym dniu urodził nam się syn Michał – uśmiechają się. - Więc teraz w jednym dniu mamy trzy imprezy – naszą rocznicę ślubu oraz urodziny i imieniny Michała.

Oboje bardzo dobrze pamiętają dzień, w którym się poznali.

- Ja pochodzę z Rudy – opowiada pan Daniel. - W naszej remizie odbywała się zabawa. I zobaczyłem, że idą trzy dziewczyny. Jedna była w takim ładnym ubraniu w kwiaty i jadła jabłko. Jak przechodziłem koło niej, to powiedziałem: „smacznego”. Ona na to: „dziękuję”. Więc ja do niej: „daj połowę”, no i dała mi ugryźć to jabłko. Złapałem ją wtedy za rękę i już bawiliśmy się razem do końca zabawy. I tak to się zaczęło.

Reklama

- A potem odprowadził mnie do domu, do Wierzchlasu. Pieszo – uśmiecha się małżonka.

Aniela ujęła Daniela właśnie swoim ubiorem w kwiaty. Wyróżniała się nim między dziewczynami.

- I wyróżniam się nadal, bo urodziłam ósemkę dzieci – mówi dumnie. - Czasami mieliśmy przykre uwagi z tego powodu. A dziś wielu nam tego zazdrości, bo mamy w rodzinie i strażaka, i wojskowego – całą gamę zawodów – macha ręką. - No i u nas jest zawsze fajnie, tak radośnie.

Dziś, z perspektywy wspólnie spędzonego półwiecza, państwo Strugałowie uważają swoje małżeństwo za udane.

Reklama

Danuta i Czesław Dydynowie żyją w Mierzycach. Od początku mieszka w nich pani Danuta.

- Natomiast ja przyjechałem z Krobi w Wielkopolsce, ale rodem jestem z Mierzyc, bo tu mieszkali moi dziadkowie, rodzice i ja również w pierwszych latach dzieciństwa – opowiada pan Czesław. - Bo potem rodzice wyjechali w poznańskie.

Po kilkunastu latach wrócił do Mierzyc do pracy.

- Tata kolegował się z kierownikiem tutejszego kółka rolniczego i załatwił mi pracę – mówi dalej. - Więc przyjechałem tu i mieszkałem u rodziny.

Reklama

Swoją przyszłą żonę spotkał na drodze.

- Szłam, a on jechał ciągnikiem i na mnie zatrąbił – uśmiecha się jubilatka. - I tak zwróciłam na niego uwagę.

- A potem często spotykaliśmy się na drodze, szczególnie, gdy wracałem z pracy – dodaje małżonek. - Aż zaiskrzyło. Podobał mi się cały jej wygląd, uśmiech, no i charakter miała bardzo fajny. To wszystko się tak scaliło, że krok po kroku doszło do ślubu.

- A mnie w mężu spodobała się odwaga – dodaje pani Danuta.

Pobrali się po roku znajomości, 21 października. Po ślubie zamieszkali w domu rodzinnym Danuty, a potem wspólnie w Mierzycach wybudowali własny dom. Wychowali troje dzieci – Piotra, Annę i Milenę. Mają siedmioro wnucząt i jednego prawnuczka.

Reklama

Jaka jest ich recepta na udane małżeństwo?

- Życie nie jest usłane różami – mówi pan Czesław. - Są dołki, górki, pagórki, rozmaite sytuacje. Ja jestem wybuchowy, ale za chwilę to przechodzi.

- Przechodzi, bo musi przejść – dodaje małżonka. - Bo przecież dokąd człowiek będzie się gniewał. Trzeba umieć wyciągnąć rękę do zgody.

Środowa uroczystość rozpoczęła się od tradycyjnego marsza weselnego Mendelsona.

Medale, w imieniu prezydenta, wręczali jubilatom starosta Marek Kieler i wójt Leszek Gierczyk.

- Te medale świadczą o szacunku państwa polskiego dla instytucji małżeństwa, a szerzej dla rodziny jako podstawowej komórki społecznej – mówił w trakcie uroczystości wójt Gierczyk. - Pięćdziesiąt lat temu założyli państwo swoje rodziny. Jak twierdził nasz święty papież Jan Paweł II w swojej homilii skierowanej do małżonków: „Człowiek szuka miłości, bo w głębi serca wie, że tylko miłość może go uszczęśliwić” (…) Bo czy można sobie wyobrazić piękniejszy dar losu, niż wspomniana miłość? Dzisiaj, wciąż wpatrzeni w siebie, otoczeni kochającymi dziećmi, wnukami, a może i prawnukami, śmiało możecie powiedzieć, że było warto. Warto było razem iść przez życie.

Reklama

Uroczystość prowadziła Karolina Biegańska, kierowniczka Urzędu Stanu Cywilnego w Wierzchlesie.

 

 

 

 

 

 

 

 

Aplikacja na Androida

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 25/04/2024 21:54
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kulisy.net




Reklama
Najnowsze wiadomości