Reklama

Zamiast telefonu dmuchańce i tor przeszkód. Tak wyglądał aktywny weekend w Kiełczygłowie

Na orliku przy Szkole Podstawowej w Kiełczygłowie trudno było znaleźć dziecko, które choć przez chwilę stało w miejscu. Tam czekały na nich nie jeden, a nawet trzy dmuchane place zabaw oraz tor przeszkód. A wszystko po to, by zamiast kolejnej godziny przed telefonem wybrać ruch i zabawę na świeżym powietrzu.

Słońce świeciło, temperatura dopisywała. Dzieci przybywały z rodzicami i właściwie od razu ruszały do zabawy. Na miejscu czekały bowiem nie jeden, nie dwa, ale aż trzy dmuchańce. Najmłodsi mogli skakać, wspinać się, zjeżdżać i szaleć do woli. 

Jedną z atrakcji był tor przeszkód. Nad jego przebiegiem czuwał Michał Kostarczyk, kierownik referatu ogólnoorganizacyjnego w gminie Kiełczygłów, a zarazem organizator wydarzenia.

Nie było łatwo. Najpierw trzeba było przeskoczyć przez płotki, później pokonać slalom między pachołkami. Następnie przeczołgać się pod przeszkodą, a na koniec oddać celny strzał do bramki. Kiedy już udało się pokonać wszystkie przeszkody, była oczywiście możliwość spróbowania jeszcze raz.

Reklama

- Najbardziej podobał mi się tor przeszkód, bo można się na nim fajnie wybiegać. Najtrudniejsze na nim było czołganie się, ale było extra. Dmuchańce też były super - stwierdza 9-letnia Elena Piekara z Chorzewa.  

Zadowoleni byli także rodzice. Marta Bednarczyk z Kiełczygłowa przyszła na wydarzenie z 6-letnim synkiem Adasiem. 

- Bardzo fajna sprawa. Pogoda dopisuje, jest ciepło i słonecznie. Dla dzieci atrakcja niebywała - mówi Marta. 

- Tym bardziej, że już za chwilę jesień. Temperatury będą coraz niższe i tego typu rzeczy będą dopiero na przyszły rok. A poza tym mój synek bardzo lubi dmuchańce - dodaje.

Reklama

Wydarzenie odbyło się w sobotę, 19 września, w ramach projektu „Aktywny weekend dla dzieci i dorosłych”, realizowanego przez Gminę Kiełczygłów i współfinansowanego ze środków Programu Ministerstwa Sportu i Turystyki.

- Jest to inicjatywa, która ma pozwolić dzieciom na ruch, zaangażowanie, spędzenie wolnego czasu na świeżym powietrzu, a nie z telefonami - podkreśla Michał Kostarczyk. 

Tak też się stało. Telefony zeszły na dalszy plan. Dzieci biegały, skakały, a rodzice mogli spokojnie popatrzeć, jak ich pociechy wykorzystują nadmiar energii. I jeśli po powrocie do domu ktoś zasnął szybciej niż zwykle, organizatorzy mogli uznać, że plan został wykonany w stu procentach.
 

Czytaj nas w Google
Dodaj do Google
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kulisy.net




Reklama