To miał być dzień jak każdy inny. 24-latka wcześnie rano szła na dworzec. Wówczas została zaatakowana przez nieznanego jej mężczyznę. Agresor szarpał kobietę, uciszał ją, po czym dopuścił się jej zgwałcenia. Gdy pokrzywdzona 24-latka została wypuszczona - natychmiast zadzwoniła po policję.
Do wspomnianego dramatycznego zdarzenia doszło na ulicy Adamieckiego w Łodzi. Kobieta szła na widzewski dworzec. Łódzcy kryminalni natychmiast rozpoczęli intensywne działania, aby ustalić sprawcę. Sprawa nie była łatwa, gdyż mężczyzna pojawił się nagle - i równie szybko zniknął. Na szczęście drobiazgowa analiza materiału dowodowego dała wymierne efekty.
- Tam gdzie dochodzi do aktów przemocy pomiędzy agresorem i ofiarą zawsze pozostają ślady, często mikroskopijne. Między innymi po analizie zebranych śladów, śledczy wytypowali gwałciciela. Policjanci zatrzymali go 6 sierpnia 2025 roku w miejscu jego pracy. 35- letni mieszkaniec Łodzi był kompletnie zaskoczony - komentuje asp. Kamila Sowińska, rzecznik prasowa Komendy Miejskiej Policji w Łodzi.
Reklama
To jednak nie wszystko! Mundurowi porównali zebrany materiał dowodowy z inną sprawą. Wówczas wczesnym rankiem 50-letnia kobieta przechodziła przez Park Widzewski i została złapana przez nieznajomego jej mężczyznę za nogę. Na skutek jej krzyku napastnik zbiegł.
- Mimo, iż napadnięta kobieta nie chciała składać żadnego zawiadomienia ponieważ nie czuła się osobą pokrzywdzoną stróże prawa cały czas pracowali nad tym zdarzeniem. Jak się okazało był to ten sam mężczyzna - dodaje asp. Kamila Sowińska.
Podejrzany usłyszał zarzuty zgwałcenia, naruszenia nietykalności oraz kradzieży. Sąd zdecydował o tymczasowym areszcie dla 35-latka. Mężczyzna spędzi za kratami najbliższe trzy miesiące. Za popełnione czyny grozi mu nawet 15 lat więzienia.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze