Przyjęcie z okazji złotych godów urządził pajęczański ratusz dla par, które w 1973 r. składały sobie małżeńską przysięgę wierności i miłości. Z okazji półwiecza pożycia jubilaci zostali uhonorowani medalami od prezydenta, które wręczyli burmistrz Pajęczna Piotr Mielczarek oraz starosta pajęczański Zbigniew Gajęcki.
Elżbieta i Tadeusz Balcerzakowie, Halina i Edward Cichowlasowie, Halina i Jacek Cytarzyńscy, Alicja i Stanisław Dominikowscy, Halina i Tadeusz Drabikowie, Maria i Wacław Gwizdałowie, Anna i Czesław Hałaczkiewiczowie, Teresa i Stanisław Janeczkowie, Danuta i Andrzej Jabłońscy, Barbara i Stanisław Jędrzejczakowie, Barbara i Lech Janerkowie, Zenobia i Józef Kowalczykowie, Teresa i Henryk Kiełbikowie, Halina i Tadeusz Krawczykowie, Wiesława i Krystian Mizerowie, Teresa i Marian Olechowie, Zofia i Michał Paśnikowie, Zenona i Jan Paurowiczowie, Teresa i Zdzisław Płaczkowie, Henryka i Tadeusz Popielowie, Teresa i Krzysztof Pluskotowie, Ewa i Jerzy Sadowscy, Danuta i Władysław Sikorowie, Jolanta i Edmund Sikorowie, Irena i Jan Sitkowie, Anna i Stanisław Stefańscy oraz Helena i Jan Szmajdzińscy zostali odznaczeni jedynymi medalami, na które trzeba zapracować we dwoje. 17 września, podczas podniosłej uroczystości wrócili wspomnieniami do pierwszych chwil razem, pierwszych randek i momentu składania sobie wzajemnie małżeńskiej przysięgi. Nie brakło łez wzruszenia i uśmiechów na myśl o najbardziej szczęśliwych chwilach.
Małżonkowie z krótszym stażem są ciekawi, jak jest przepis na spędzenie ze sobą zgodnie 50 lat. Każda z par ma swoje metody, które pozwoliły jej dotrwać do pięknego jubileuszu.
- Nie raz takie pytanie słyszeliśmy, ale nie da się na nie jednoznacznie odpowiedzieć, po prostu nie można podać jednego przepisu jak na babkę, która zawsze wyjdzie – śmieje się Halina Krawczyk.
- Dwie osoby wychodzą z dwóch różnych domów i albo zaakceptują to, z czego wyrośli i zbudują coś nowego, albo będą mieli kłopot. Tutaj jest potrzebna umiejętność chodzenia na kompromis.
Jubilatka uważa, że nawet kłótnie są użyteczne, aby oczyścić atmosferę. Przyznaje, że w jej małżeństwie nieporozumienia się zdarzały, czasami nawet kością niezgody były mało istotne rzeczy, ale zawsze potrafili ostatecznie nawzajem wyjaśnić sobie punkt widzenia. Małżonkowie zaznaczają, że ważne dla niech było poczucie odpowiedzialności za siebie oraz świadomość, że mogą na siebie liczyć w momentach trudnych, bo problemy dzielone na pół stają się lżejsze. Wspólnie wychowali troje dzieci i doczekali się sześciu wnuczek.
- Odpowiedzialność za drugą osobę pozwoliła nam przetrwać wiele burz, ja bym tu przypomniała słowa z małego księcia „oswoiłeś mnie, więc jesteś za mnie odpowiedzialny” – zaznacza małżonka.
- Uczucie jest bardzo ważne, ale jak powiedział ksiądz podczas kazania, najważniejsze jest kocham, równie ważne jest też „przepraszam cię” i „wybacz mi”.
Zanim stanęli na ślubnym kobiercu małżonkowie przez rok randkowali, a potem czekały ich dwa lata tęsknoty, kiedy Tadeusza powołano do wojska.
- Miała powodzenie, rywale byli, ale kiedy byłem w wojsku czekała na mnie – wspomina z uśmiechem małżonek, który do dzisiaj pamięta aurę w dniu ich ślubu.
Reklama- Lało tak, że wycieraczki nie nadążały odbierać wody, więc spóźniliśmy się do fotografa, pamiątkowe zdjęcia robiliśmy dwa tygodnie po ślubie, ale ta kiepska pogoda nie była wcale złą wróżbą na nasze życie – zapewnia jubilat.
- Owszem kłótnie się zdarzają, ale decyzje podejmujemy we dwoje, jedno drugiemu nie narzuca na siłę swojej woli – dodaje.
Niezbyt wymarzoną pogodę na ślub mieli tez państwo Zofia i Michał Paśnikowie. W noc przed zaplanowaną uroczystością, w lutym, spadło bardzo dużo śniegu. Do urzędu stanu cywilnego jechali objazdem, ażeby mogli dotrzeć do kościoła, brat panny młodej traktorem wyjeżdżał koleiny.
A przepis państwa Paśników na udane pożycie?
- Przede wszystkim wyrozumiałość – uważa Zofia Paśnik.
- Myślę, że nie ma małżeństw idealnych, a kłótnie się zdarzają we wszystkich związkach. Nie wierzę, że są pary, które nie przeżywają nieporozumień. Ale przede wszystkim trzeba sobie umieć wybaczać i nie być pamiętliwym – radzi.
Para poznała się na zabawie, razem doczekali się trzech córek i gromadki wnucząt, z których najmłodsze ma 1,5 roku.
- Kiedyś nie robiło się takich wesel jak teraz, nasze było w domu. U siostry tańczyliśmy, a u mnie były posiłki - wspomina małżonka.
Reklama
Jak podkreśla jubilatka w ich małżeństwie nie ma osoby, która musi mieć ostatnie słowo.
- Raczej podejmujemy decyzje razem, wspólnie się uzupełniamy – dodaje.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze