Mimo wielu próśb i apeli, prowadzonych akcji propagandowo – szkoleniowych, organizowanych pogadanek, w lasach ciągle pojawiają się śmieci. Najczęściej trafiają one tam w wyniku naszego bezmyślnego postępowania. Ale zdarzają się również wywózki umyślne.
Ostatnio taką odnotowano w lasach należących do Leśnictwa Ożarów w pobliżu miejscowości Krzyż, ale już na terenie gminy Skomlin.
- Leśniczy, przejeżdżając przez tamten kompleks, zauważył stertę śmieci, których jeszcze trzy dni wcześniej tam nie było – mówi Krzysztof Błaszczyk, rzecznik prasowy Nadleśnictwa Wieluń.
- Zawiadomił o tym straż leśną. Dokonała ona komisyjnych oględzin tych śmieci, czy nie ma w nich jakichś faktur, paragonów, umów, czy innych dokumentów, na podstawie których można by było zidentyfikować sprawcę ich wywiezienia. Takie oględziny są nagrywane, aby później można było udowodnić, na przykład w sądzie, że dokumenty znaleziono właśnie w śmieciach.
I tym razem wśród nich je znaleziono. Papiery nie były zawilgocone ani rozmyte, bo wyrzucono je tego samego dnia. Dlatego szybko ustalono winowajcę. Okazało się, że należały one do przedsiębiorcy spoza powiatu wieluńskiego. Do lasu wywieźli je pracownicy tej firmy pochodzący z tych okolic. Zrobili to bez wiedzy swojego szefa.
- Gdy strażnicy telefonicznie poinformowali przedsiębiorcę o „znalezisku”, ten był zaskoczony i zaszokowany – opowiada Krzysztof Błaszczyk.
- Powiedział, że śmieci miały być wywiezione na znajdujące się kilkaset metrów dalej wysypisko i nic nie wiedział o czynie swoich pracowników. Zareagował bardzo szybko i w ciągu godziny, czy dwóch pojawił się na miejscu ze swoimi ludźmi, gotowy do sprzątnięcia tych odpadów.
Nie uchroniło go to jednak od konsekwencji finansowych. Śmieci w lesie znalazły się i została wszczęta już cała związana z tym procedura, w tym postępowanie mandatowe. Przedsiębiorcę ukarano mandatem w wysokości tysiąca złotych. Ustalając tę kwotę, wzięto pod uwagę dobrą współpracę właściciela firmy ze służbą leśną i natychmiastowe uprzątnięcie śmieci. Uwzględniono również to, że nie on był bezpośrednim sprawcą tego, a jego pracownicy, których postępowania nie był świadomy.
Zastanawiające jest, dlaczego sprawcy tak postąpili.
- Pracownicy tłumaczyli się, że tak było im łatwiej – rozkłada ręce rzecznik prasowy. - Po prostu, zjechali z asfaltu około stu metrów w las i zrzucili tam śmieci, bo nie chciało im się dalej jechać, chociaż wysypisko oddalone było o kilkaset metrów. Świadczy to o naprawdę małej świadomości społecznej i ekologicznej tych ludzi.
W tym roku nie jest to jedyne takie znalezisko, ale pierwsze, kiedy udało się ustalić sprawcę. Leśnikom zależy na tym, aby las był czysty.
- Cały czas tu sprzątamy i wywozimy śmieci – podkreśla Krzysztof Błaszczyk.
- W tym roku usunęliśmy już ponad 50 m3 odpadów - takich świeżych, tegorocznych. I nie pochodzą one z dzikich wysypisk, jak to odnalezione, ale najczęściej zebrane są wzdłuż dróg i z przydrożnych parkingów. Dla jadących ważne jest jedynie wyrzucenie ich z auta, a potem, niech się ktoś martwi.
Ale mandat w lesie można zarobić nie tylko za zaśmiecanie. Karę w wysokości od 50 zł do 500 zł zapłacimy za wjeżdżanie w głąb lasu, szczególnie, jeśli uczynimy to z premedytacją, nie zważając na znajdujące się znaki zakazu. Zabronione jest również puszczanie na terenach leśnych psów luzem. Jest to przede wszystkim ważne wiosną, w okresie rozrodu wielu zwierząt, bo psy mogą je płoszyć i uszkodzić lub zniszczyć ich miejsca lęgowe. Do 500 zł możemy zapłacić za samowolne rozniecanie ognia w lesie, na terenie śródleśnym albo w odległości mniejszej, niż 100 metrów od granicy lasu. Musimy więc mieć świadomość, że grillowanie lub ognisko w lesie, zakończy się mandatem.
Ela Wodecka
[email protected]
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze