Reklama

29-letnia Kinga Sobieraj walczy o życie: Mieszkańcy Nowej Brzeźnicy włączają się w pomoc

29-letnia Kinga Sobieraj, mieszkanka Łodzi, ma za sobą więcej szpitalnych korytarzy niż niejeden lekarz. Cztery razy wracała choroba, która nie daje drugich szans. Ostra białaczka szpikowa zabierała jej zdrowie, plany, marzenia o macierzyństwie i zwyczajnym życiu. Dziś, gdy w Polsce nie ma już standardowych możliwości leczenia, trzyma się jednego - nadziei, że gdzieś jeszcze istnieje droga, która pozwoli jej żyć.

Zwyczajne życie, które przerwała gorączka

Jeszcze kilka lat temu Kinga Sobieraj była jedną z tych młodych kobiet, które planują przyszłość bez lęku. Pracowała, rozwijała się zawodowo jako kosmetolog i wierzyła, że wszystko przyjdzie w swoim czasie.

- Kinga przed chorobą była niezwykle aktywną osobą, cieszącą się życiem, spotykała się ze znajomymi, dużo podróżowała. Zaangażowana w swoją pracę jako kosmetolog w klinice. Choroba niestety wiele z tych rzeczy jej odebrała - wzdycha Bartłomiej Galiasz z Kruplina Radomszczańskiego (gm. Nowa Brzeźnica, pow. pajęczański), brat Kingi.  

Reklama

Zaczęło się niewinnie - od przedłużającej się gorączki. Tygodnie leczenia nie przynosiły poprawy, aż w listopadzie 2021 roku trafiła do szpitala. Diagnoza przyszła szybko i bez litości: ostra białaczka szpikowa. Miała wtedy 25 lat.

- Pierwszą reakcją był ogromny szok i niedowierzanie. Trudno nam było zrozumieć, jak to możliwe, że Kinia - osoba, która tak bardzo dbała o zdrowie i prowadziła świadomy, aktywny tryb życia - mogła zachorować na tak ciężką chorobę - wspomina z niedowierzaniem Kacper Sobieraj, mąż Kingi i dodaje, że był to moment, w którym świat na chwilę się zatrzymał i wszystko, co dotąd wydawało się oczywiste, nagle przestało takie być. 

Reklama

Pierwsze miesiące to niekończąca się walka: oddziały zamknięte, chemioterapia, izolacja, strach o każdy kolejny wynik. Gdy w końcu opuściła szpital, uwierzyła, że najgorsze zostało za nią.

Ślub, który miał być początkiem i diagnoza, która wszystko odebrała

Latem 2022 roku Kinga przygotowywała się do ślubu. Ten dzień miał być symbolem nowego początku - po chorobie, po strachu, po miesiącach niepewności. Na kilka dni przed ceremonią przyszła jednak wiadomość, która zniszczyła wszystkie plany: choroba wróciła.

- O wznowie choroby dowiedzieliśmy się dokładnie 10 dni przed naszym ślubem. We wtorek wieczorem, 19 lipca 2022 roku, siedzieliśmy razem, ciesząc się, że w końcu udało nam się zaplanować rozsadzanie gości na sali weselnej. Następnego dnia rano zadzwonili ze szpitala z prośbą, aby Kinia jak najszybciej się zgłosiła - najlepiej razem ze mną. Od razu czuliśmy, że coś jest nie tak - opowiada Kacper. 

Reklama

- W szpitalu usłyszeliśmy diagnozę nawrotu choroby. Poprosiliśmy jednak lekarzy o możliwość wzięcia ślubu. Uroczystość weselną odwołaliśmy, ale ślub był dla nas niezwykle ważny - był symbolem naszej miłości, wsparcia i jedności w tym, co miało nadejść - podkreśla. 

Ślub odbył się w cieniu szpitalnych decyzji. Bez wesela. Dzień po ceremonii Kinga znów była pacjentką, a nie panną młodą.

Nie było czasu na wahanie. Jedynym ratunkiem okazał się przeszczep szpiku. Dawcą został jej brat Bartłomiej Galiasz.

Reklama

- Czułem, że to jeden z najtrudniejszych momentów w naszym życiu. Wszystko musiało się udać. Nie czułem momentu zawahania, ani strachu. Całym sercem chciałem żeby moja siostra żyła, a ja mogłem jej w tym pomóc - mówi.

Cena była jednak ogromna - brak możliwości zabezpieczenia płodności odebrał kobiecie szansę na biologiczne macierzyństwo.

Nadzieja, która trwała zbyt krótko

Po przeszczepie przyszła upragniona cisza. Wyniki były dobre. Organizm się odbudowywał. Przez moment można było uwierzyć, że życie wraca na właściwe tory.

Aż do dnia, w którym lekarze znaleźli zmiany, które z pozoru nie wyglądały groźnie - guzki w obu piersiach. Wynik badania był ciosem. Białaczka znów zaatakowała, tym razem poza szpikiem.

Reklama

Leczenie ambulatoryjne przynosiło poprawę. Zmiany znikały, szpik pozostawał czysty. Kinga nauczyła się żyć między kolejnymi cyklami chemii, ucząc się cierpliwości i ciągłej czujności.

Trzeci nawrót i ściana, za którą nie ma standardowych dróg

We wrześniu 2025 roku choroba wróciła po raz trzeci. Tym razem już bez złudzeń. Komórki nowotworowe szybko przejmowały szpik, a kolejne linie leczenia nie działały.

Intensywna chemioterapia, długie tygodnie w szpitalu i jedno badanie, które przekreśliło wszystko - organizm nie reagował. Padły słowa, których nikt nie chce usłyszeć: leczenie paliatywne, którego celem jest poprawa jakości życia chorego, a nie wyleczenie choroby. 

Reklama

- W tamtym momencie dotarło do nas, że wszystko, co przeżyliśmy wcześniej, było dopiero wstępem do prawdziwego wyzwania. To była bardzo trudna i bolesna rozmowa. Mimo to nie zgodziliśmy się na poddanie - zaznacza mąż Kingi. 

Już następnego dnia ich codzienność wypełniły rozmowy z lekarzami i poszukiwania możliwych ścieżek leczenia - najpierw w Polsce, potem również za granicą. Od początku towarzyszyło im jedno niezmienne przekonanie: nie wolno się poddać.

Gdy zostaje tylko jedna furtka

Na początku grudnia Kinga otrzymała skierowanie do kwalifikacji do badania klinicznego w Warszawie. To jedyna szansa dostępna w Polsce. Od tygodni niemal nie opuszczała szpitala - infekcje, głęboka neutropenia, osłabienie, ciągłe zagrożenie.

Reklama

Niestety nie udało jej się zakwalifikować do programu. Pozostało zatem leczenie za granicą. Właśnie dlatego dotarła do Izraela - wyczerpana, przerażona, ale wciąż gotowa walczyć. Została przyjęta do szpitala i przeszła pierwsze badania. Jedyną możliwością zostało kosztowne leczenie w Izraelu.

,,Nadzieję i siłę daje nam ogromna wiara, że to wszystko ma sens i że uda nam się przez to przejść. Wierzymy, że przyjdzie moment, w którym ten trudny czas zostanie za nami. Nie dopuszczamy myśli o innej drodze - wiemy, że musimy iść naprzód razem".  To przekonanie stało się dla nich fundamentem - czymś, co pozwala zachować spokój nawet wtedy, gdy przyszłość znów przestaje być oczywista.

Reklama

Odwaga widziana oczami najbliższych i marzenie o zwyczajnym życiu

O sile Kingi najwięcej mówią jej najbliżsi. Mąż nie kryje dumy i podkreśla, że od pierwszego dnia choroby imponuje mu jej determinacja i odwaga: - Każdego dnia jestem z niej ogromnie dumny. Nigdy nie narzekała na niesprawiedliwość losu, nigdy nie pytała „dlaczego ja”. Zamiast tego od samego początku wykazuje ogromną determinację, by wrócić do zdrowia jak najszybciej. Jej postawa daje siłę nie tylko mnie, ale całej naszej rodzinie. Jest naszą superbohaterką - zaznacza. 

Podobnie mówią inni członkowie rodziny.

Reklama

- Nie znam drugiej takiej osoby jak Kinga. Ona ciągle się uśmiecha choćby nie wiem co. Nie wiem skąd bierze tę siłę - mówi Monika Galiasz, szwagierka Kingi. 

Największym marzeniem pozostaje powrót do domu - do ukochanej suczki Cookie i do codzienności, która dziś wydaje się luksusem. Chcą po prostu normalnie żyć, tak jak dawniej...

- Marzymy o tym, by po prostu żyć - podróżować, spełniać plany i być razem jak najdłużej. Umówiliśmy się, że co najmniej do osiemdziesiątki - oznajmia stanowczo Kacper Sobieraj. 

Reklama

To nie jest prośba o wygodę. To prośba o życie

Zbiórka, która powstała, nie jest próbą zapewnienia komfortu. To wołanie o czas, o dostęp do leczenia, o możliwość dalszej walki wtedy, gdy standardowe drogi już się skończyły. W walce z chorobą, Kingę wspiera cała rodzina.

- Na co dzień staramy się dużo rozmawiać z Kingą o przyszłości, o dalszym leczeniu, mając nadzieję, że wszystko uda się. Wspieramy słowem - tłumaczy Bartłomiej Galiasz. 

Zdrowie, a być może nawet życie 29-letniej Kingi, zostało wycenione na 1 mln. 700 tys. zł. Tyle kosztuje specjalistyczne badanie i leczenie ostrej białaczki szpikowej w Izraelu - jej jedyna szansa na dalszą walkę z chorobą. Każda wpłata przybliża ją do celu. Możesz wesprzeć zbiórkę, klikając w poniższy link:

Zbiórki - Pomagam Cancer Fighters - Portal Zbiórkowy

 

Mieszkańcy Nowej Brzeźnicy razem dla Kingi

Do walki o życie młodej Kingi przyłączyli się także mieszkańcy gminy Nowa Brzeźnica. 8 lutego w godzinach 15:30-18:00 w hali sportowej w Nowej Brzeźnicy odbędą się charytatywne warsztaty taneczne Latino Solo. Uczestnicy będą mogli nauczyć się Bachaty i Salsy pod okiem instruktorki Patrycji Lipnickiej.

Podczas wydarzenia zaplanowano również kiermasz ciast, przygotowany przez Koło Gospodyń Wiejskich z Kruplina. Dochód z warsztatów i sprzedaży wypieków zostanie przeznaczony na wsparcie leczenia Kingi.

 

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kulisy.net




Reklama
Najnowsze wiadomości