Reklama

Burmistrz: w czerwcu pasy na pewno znikną

Wydaje się, że w pozytywnym kierunku podąża sprawa likwidacji czerwonych pasów wibracyjno – akustycznych, które zostały wykonane przy przejściach dla pieszych na ulicach Młodzieżowej i POW w Wieluniu. Są one bardzo uciążliwe dla osób mieszkających w pobliżu. Pisaliśmy o tym w „Kulisach Powiatu” 11 maja, w artykule „Bezpieczne i denerwujące”.

Przypomnijmy – pasy te zrobiono jako ostatni element wcześniejszej przebudowy wspomnianych przejść. Wywołują one drgania na kierownicy samochodu i pod kołami, i w ten sposób informują kierowcę, że zbliża się do tego newralgicznego miejsca i powinien zwolnić. W efekcie miały zwiększyć bezpieczeństwo. Ale wywołują też w trakcie przejeżdżania przez nie charakterystyczny terkot, który jest bardzo głośny, a przez to uciążliwy dla mieszkających i pracujących w pobliżu osób.  

- Prowadzę salon fryzjerski na ulicy POW w pobliżu przejścia – mówi Grażyna Skibińska – Drab.
- Salon jest na dole, a do góry są gabinety kosmetyczne. Klientki przebywają tu nawet po parę godzin. Nie można otworzyć drzwi ani okien, bo  jest straszny hałas. Moje dzieci nie mogą w nocy spać i gdy auta przejeżdżają przez pasy, to wręcz podskakują. Z tyłu na podwórku miałam taką strefę ciszy, gdzie mogłam odpocząć. Teraz jest to niemożliwe, bo słychać tam ciągły rumor. Mój mąż, który jest człowiekiem cierpliwym, na początku mówił, że może się do tego przyzwyczaimy, może te pasy się wytrą. Teraz już twierdzi, że trzeba z tym coś koniecznie zrobić.

Reklama

Słowa Grażyny Skibińskiej – Drab potwierdza inna mieszkanka ulicy POW Maria Karcz, której mieszkanie od drogi oddziela tylko chodnik.

- Nie można wyjść na podwórko – skarży się kobieta.
- O otwarciu okna można sobie tylko pomarzyć, bo jest wielki hałas. Syn nie może spać. Przeniósł się do wewnętrznej części domu, ale to i tak nic nie daje. Gdy przejeżdżają samochody, to oprócz hałasu, powstają jeszcze takie drżenia. Syn zrobił pomiary tego hałasu i wyszło mu ponad 80. Ja sobie wyguglowałam normy dla przestrzeni zabudowanej i tam pisało, że jest to 60. Więc normy są przekroczone. Naprzeciwko nas znajduje się sanepid, ale milczy. Nikt się tym nie zajmuje tylko jedynie sąsiedzi się skarżą.

Reklama

O podobnych problemach mieszkańców ul. Młodzieżowej pisaliśmy trzy tygodnie temu. I jedni, i drudzy domagają się usunięcia czerwonych linii powodujących ten hałas. W tej sprawie wystąpili z petycjami podpisanymi przez wiele osób do burmistrza Wielunia Pawła Okrasy. Spotkali się z nim również osobiście w ratuszu.
Włodarz miasta nie jest przeciwny usunięciu tych czerwonych linii. O ich dokuczliwości przekonał się na własne uszy.

- W sobotę byłem u Strzały po chleb – relacjonuje Paweł Okrasa.
- Z ciekawości podjechałem w pobliże tego przejścia i stałem tam przez około piętnaście minut. I okazało się, że ten hałas jest nie do wytrzymania. Jest bardzo uciążliwy i naprawdę nie da się tam żyć. A samochody i tak nie zwalniają.

Reklama

Jednak z ich natychmiastowym usunięciem władze mają pewien problem. Przebudowa przejść wykonana została za środki uzyskane od wojewody w ramach Rządowego Funduszu Rozwoju Dróg. Zlikwidowanie linii może spowodować utratę dofinansowania, jakie miasto na ten cel dostało.

- Wysłaliśmy pismo do wojewody, by pozwolił nam na ten demontaż, abyśmy nie utracili dotacji – tłumaczył w poniedziałek, 30 maja interweniującym w tej sprawie mieszkankom, burmistrz Okrasa.
- Myślę, że odpowiedź będzie w połowie czerwca, nie prędzej. Ale podjąłem już decyzję, że nawet jeśli wojewoda stwierdzi, że musimy zwrócić pieniądze, to i tak te pasy usuniemy. To nie jest jakaś wielka kwota. Natomiast nie chcę wam przysparzać problemów psycho – fizycznych i gwarantuję, że w czerwcu na pewno one znikną. A na razie czekamy na odpowiedź.

Reklama

Mieszkanki zaproponowały, aby pasy, które nie spełniają swojej roli, zastąpić znakami ograniczającymi prędkość.

- Trzeba znaleźć inne rozwiązania, by zapewnić bezpieczeństwo i to, aby auta zwalniały – mówiła Anna Pamuła mieszkająca przy ulicy Młodzieżowej.
- U nas motory na jednym kole przejeżdżają.

- Zgodę na temat znaków wydaje komisja bezpieczeństwa i ruchu drogowego, która działa przy staroście – odpowiedział burmistrz.
- I my taki wniosek złożymy. Ale o tym decydują policjanci i tego, że takie znaki staną, nie mogę wam zagwarantować. Myślę, że gdyby policja ustawiła się w takich miejscach, na przykład przed pani gabinetem (Anny Pamuły – przyp. red.), to mieliby więcej pieniędzy, niż gdyby stali na Widoradzu.

Reklama

Na razie wydaje się, że wszystko podąża w stronę happy endu. Gdyby pojawiły się problemy, poinformujemy o tym naszych Czytelników.

- Dodam jeszcze, że żaden mieszkaniec naszych ulic nie chce niczyjego zła – mówi na koniec Grażyna Skibińska – Drab.
- Po prostu chcemy żyć normalnie, spokojnie, bez hałasu.

Ela Wodecka
[email protected]

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kulisy.net




Reklama
Najnowsze wiadomości