Strażacy z Wieruszowa zostali wezwani do otwarcia drzwi domu przy ulicy Waryńskiego. Podejrzewano, że w środku jest mężczyzna, który może potrzebować pomocy. Na miejsce, oprócz druhów, przyjechała też policja. Na szczęście alarm okazał się fałszywy.
Służby o pomoc prosiła matka mężczyzny, która nie mogła skontaktować się ani z nim, ani z jego partnerką od poprzedniego dnia. Poinformowała, że była u syna pod domem, chciała otworzyć drzwi, ale jej się to nie udało. Doszła więc do wniosku, że mieszkanie jest zamknięte od środka.
Martwiła się, bo od dwóch tygodni syn choruje na Covid i był słaby. A ponadto w domu jest piecyk gazowy i mogło dojść do zatrucia.
Pod wskazany adres skierowano dwa wozy strażackie – druhów z Jednostki Ratowniczo – Gaśniczej i Ochotniczej Straży Pożarnej w Wieruszowie.
- Kiedy nasze zastępy przyjechały na miejsce, drzwi były już otwarte – informuje bryg. Dariusz Górecki, oficer prasowy tutejszej Państwowej Straży Pożarnej.
- Na prośbę policji, mężczyzna sam je otworzył. Oznajmił, że nie wymaga pomocy medycznej i nie wyraża zgody na wejście służb do mieszkania. Tak więc my tam nic nie robiliśmy. Dla nas był to alarm fałszywy, bo nie wymagał żadnej interwencji, ale w dobrej wierze. Kobieta nie miała kontaktu z synem, więc zadzwoniła po straż. Bardzo dobrze, że tak postąpiła. W takich sytuacjach trzeba reagować.
Dariusz Górecki apeluje o zwracanie szczególnej uwagi na osoby starsze, samotnie mieszkające.
- Jeśli kogoś nie widzimy jakiś czas, a wcześniej zawsze wychodził, pokazywał się, to trzeba się taką sytuacją zainteresować. Bo być może ta osoba potrzebuje pomocy, a nie ma nikogo bliskiego. Zawsze przecież może się coś wydarzyć.
Ela Wodecka
[email protected]
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze