W lipcu strażacy z jednostki OSP Biała zakupili używaną Tatrę. Aby sfinansować zamiar posiłkowali się kredytem. Druhowie liczyli, na pomoc gminy w uregulowaniu płatności za samochód, jednak jak podkreśla wójt Białej, Aleksander Owczarek, oczekiwali środków w ciągu kilku dnia. A tych formalnie, legalnie i szybko z budżetu przekazać się nie da. Teraz Biała też im nie pomoże, bo samorząd nie może spłacić niczyich długów. Trochę na otarcie łez druhowie dostali wartościowy agregat hydrauliczny. Swoje oburzenie sytuacją, podczas sesji budżetowej, wyraziła radna Stanisława Bakota. Kobieta uważa, że do jednostki powinny trafić środki ze sprzedaży poprzedniej Tatry i nie przyjmuje powtarzanych po wielokroć argumentów, że tego, zgodnie z prawem, zrobić się nie da.
23 grudnia do jednostki Ochotniczej Straży Pożarnej w Białej trafił, na podstawie umowy użyczenia, nowoczesny agregat hydrauliczny LUKAS P630 SG. Zakup został sfinansowany, przy niewielkim wkładzie własnym gminy, z Ministerstwa Sprawiedliwości w ramach Funduszu Pomocy Pokrzywdzonym oraz Pomocy Postpenitencjarnej – Funduszu Sprawiedliwości. Do sprzętu o wartości 26 760,00 zł samorządowcy musieli dołożyć tylko 280 zł.
Z nowego agregatu bardzo zadowoleni są druhowie. Sprzęt jest przydatny szczególnie do ratowania ofiar wypadków. W ostatnim czasie w ciągu drogi krajowej, biegnącej przez Białą, doszło do szeregu kraks. Łukasz Papciak, naczelnik Ochotniczej Straży Pożarnej w Białej nie ukrywa radości z nowego nabytku.
- Niestety w grudniu mieliśmy kolejny śmiertelny wypadek – komentuje.
- A ten agregat jest w stanie bardzo ułatwić nam działania – podkreśla.
Jak przyznaje wójt, Aleksander Owczarek, pomysł, aby zdobyć dofinansowanie na sprzęt, narodził się, bo gmina chciała zrekompensować strażakom brak finansowego wsparcia przy zakupie Tatry.
Przypomnijmy, że 11 lipca strażacy zaparkowali w remizie Tatrę, rocznik 1989. Kosztowała 65 tys. zł a na jej zakup zaciągnęli kredyt. Wóz zastąpił poprzedniczkę, straszą o 17 lat. Decyzja o zakupie samochodu zapadła w jednostce w ekspresowym tempie. Druhowie tłumaczyli, że aut tego typu na rynku nie ma wiele i nie chcieli, aby ktoś ją podkupił. Gmina nie mogła wesprzeć strażaków darowizną, ani pośredniczyć w prośbie o wsparcie do innych samorządów czy instytucji. Strażacy wzięli więc kredyt, z którym teraz muszą radzić sobie sami. Liczyli na pieniądze po sprzedaży starej Tatry. Auto udało się zbyć znacznie poniżej oczekiwań druhów. Ponad to należało do gminy, więc pieniądze i tak nie mogłyby być przekazane.
- Jest to jakaś rekompensata dla jednostki, ze sprzedaży samochodu. Z tych hurraoptymistycznych nadziei, to aż tak dobrze nie było. Bo on się sprzedał za około 12 tysięcy złotych, a nie 30 czy 25, jak próbowano mówić. I chcę powiedzeń, że ta procedura, powinno być to zrozumiałe, pozyskania tych dwudziestu paru tysięcy złotych z Funduszu Sprawiedliwości trwała od 12 października i jeszcze się nie skończyła, bo musi być sprawozdanie – skomentował Owczarek na sesji pod koniec grudnia.
-Nie jest tak, jak sobie druhowi myśleli, że w ciągu kilku dni można załatwić dofinansowani do zakupu Tatry. Nigdzie tak po prostu nie ma. Ale ten agregat będzie służył jednostce, oby jak najrzadziej był potrzebny – oświadczył.
Zastrzeżenia miała radna Stanisława Bakota, która uważa, że wójt powinien pieniądze strażakom dać i koniec.
- Pan cały czas mówi, że pan zakupił Białej Rządowej ten aparat, ale niech pan powie prawdę, ile państwo dało a ile dała gmina. I kto otwierał panom furtki? – część radnych pytanie Bakoty skwitowała śmiechem.
- Ja nie mówiłem, że gmina kupiła ten agregat, tylko mówiłem, że podjąłem starania, aby pokazać, że można i w jakim trybie można. I to jest wszystko. Musimy to dofinansowanie rozliczyć. Wniosek był o 27 tysięcy złotych, w zaokrągleniu, a gmina miała dać 280 zł. Bo takie są zasady tego Funduszu – odpowiedział Owczarek.
- Ja rozumiem, ja to wszystko wiem, ale pan o tym nie powiedział publicznie – oskarżyła go radna.
- Ale ja nie ukrywam, że jest dofinansowanie, tak samo jak nie ukrywam, że jest dofinansowanie do pracowni biologicznej z Funduszu Ochrony Środowiska i nie gmina będzie finansować tę pracownię tylko głównie Fundusz Ochrony Środowiska – odpierał atak włodarz.
- Wniosek był. Tak jak pani powiedziała został złożony. Kiedyś rozmawialiśmy z panem posłem Zarzyckim, żeby coś może zrobić, bo się nie da wprost dać tych pieniędzy. Dlatego, że na długi czyjeś się po prostu dofinansowania nie da zdobyć. Ani Fundusz Sprawiedliwości, ani Fundusz Ochrony Środowiska ani gmina nie może dać takiej dotacji. I wtedy pan Zarzycki zaproponował, że może by rozpocząć takie starania. Rozpoczęliśmy. Gdzieś tam na ścieżce pojawił się poseł Tadeusz Woźniak, z którym miałem taką styczność w życiu, nawet nie wiedziałem, że razem strajkowaliśmy w ogólnopolskim strajku studentów w 1981 roku w Łodzi. On wtedy przyjechał w delegacji z Olsztyna. Taka jest przeszłość. Inaczej się rozmawia z kimś takim, bo kontakt jest inny. To jest też przede wszystkim samorządowiec. Ale najważniejsze, to złożyliśmy formalny, rzeczowy, merytoryczny wniosek, do Funduszu Ministerstwa Sprawiedliwości. I to się skończyło powodzeniem, więc nie potrzeba nic mówić więcej – akcentował.
-Jak ktoś myślał, że za dwa, trzy dni dostanie dofinansowanie i mu się pomoże kupić samochód, to po prostu był w niesamowitym błędzie - skwitowała.
Bakota jednak nie zamierzała odpuścić.
- Ale samochód został sprzedany i te pieniądze nie wróciły. Na ostatniej sesji pan powiedział, dostaliście agregat za 2800 i już więcej nic nie dostaniecie. Trzeba było powiedzieć To było tylko 280 zł od strony gminy. Fakt, że wniosek musiał być przez wójta wypisany, bo nie ma innej kolei rzeczy. Sprzedaliście samochód ten stary i grosza nie wróciło. Musi społeczność się ofiarować prywatnie. Trafił im się dobry samochód, nie mogli czekać, bo by sprzedali – nie ukrywała irytacji.
- Proszę pani, takich samochodów, jak zamierzano kupić, to nie jest na rynku dostępny jeden. Ja do końca nie wiem co to jest za samochód – odpowiedział wójt.
- Bo się pan tak interesuje – odparowała.
- Będziemy wiedzieć, jak będzie umowa kupna-sprzedaży, ksero, jak będzie dowód rejestracyjny , przegląd i opis stanu technicznego, co kupiono. Słyszę, że jest malowany czy remontowany, jakieś uzupełnienie są robione. Nie wiem. Dopóki dokumenty nie trafią do gminy, to trudno, żebym chodził po podwórkach i warsztatach i szukał co tak naprawdę jest kupione – bronił się Aleksander Owczarek.
- Jeśli chodzi o sprzedaż starej Tatry, to odbyły się trzy przetargi, zgodnie z regułami, z procedurami, które trwały ponad dwa miesiące i nikt w ramach tego przetargu się nie zgłosił, nie złożono żadnej oferty. Oferty pozaprzetargowe były złożone i wybraliśmy tą lepszą, bo mógł pojechać równie dobrze na auto-złom po prostu. To można sobie policzyć 12 ton po 80 gr za tonę czy 70 gr. Wzięto około 12 tysięcy złotych – wyliczał i tłumaczył proceduralne zawiłości. Zgodnie z przepisami gmina pieniędzy dać nie może.
- Mówiono o kwocie 25-30 tysięcy, więc ten agregat stanowi pewną rekompensatę. Jest nowy. A jak ktoś podejmuje decyzję o kredycie to jest decyzja tego zarządu. Jeżeli ktoś chce tak zadziałać, to bierze całą odpowiedzialność na siebie. Nikt cudzych długów nie dotuje – podkreślał.
- To nie jest zadnie nie wiadomo jakie, żeby z tego robić nie wiadomo co – skwitował.
- Jak druhowie zorganizują sobie temat tego samochodu, to można przyklasnąć, a nie mówić, że wszyscy są wkoło winni. Bo trzeba było rozmawiać, w styczniu, w lutym, jakbyśmy wiedzieli, że jest taki zamiar, to byśmy ułożyli ścieżkę postępowania i bylibyśmy do tego przygotowani, a nie że we wtorek czy w środę spotkanie, a w sobotę jedziemy po odbiór samochodu, żeby dziewięć gmin dało, starostwo i komenda dali – mówił, przypominając, że finanse gminy podlegają kontroli i łatwo mogłoby wyjść na jaw, że sfinansowano pokrycie długów.
- Druhowie na zebraniu, które tak tam było wyreżyserowane przeciwko wójtowi w całości, mówili, że jest jakaś gmina, która w tak cudowny sposób rozwiązuje problemy, zapytałem, proszę pokazać tę gminę, ja z tym wójtem porozmawiam. Jakoś się nie ujawnił, bardzo dziwne. Gdybyśmy to zrobili w lutym, w marcu, byłoby wszystko ok, ale nie z dnia na dzień, bo każde takie działanie podlegałoby restrykcjom i karze dla wójta – zakończył temat.
Magdalena Lizurej
[email protected]
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze