Wiadomość o planowanym wypowiedzeniu umowy najmu stowarzyszeniu prowadzącemu katolicką szkołę we Wierzbiu zelektryzowała lokalną społeczność. Burmistrz Praszki wyjaśnia, że to otwarcie drogi do konkretnych rozmów o przyszłości placówki, jej finansowaniu oraz rosnących kosztach ponoszonych przez gminę. Rodzice nie wierzą w te zapewnienia. Uważają, że wypowiedzenie umowy najmu jest równoznaczne z likwidacją szkoły. Są oburzeni, że dzieje się to za ich plecami, w okresie wakacyjnym i bez konsultacji.
Podczas sesji Rady Miejskiej w Praszce, w czwartek 6 sierpnia, radni mają wyrazić swoje zdanie na temat propozycji burmistrza Włodzimierza Stochniałka odnośnie wypowiedzenia umowy najmu Stowarzyszeniu Przyjaciół Szkół Katolickich (SPSK) prowadzącemu Publiczną Szkołę Podstawową im. św. Jadwigi Królowej we Wierzbiu (gm. Praszka, pow. oleski). Ta informacja wywołała zdecydowaną reakcję lokalnej społeczności. Ludzie są oburzeni, że dzieje się to tak szybko, w czasie wakacji i bez uprzednich konsultacji. Ich zdaniem jest to pierwszy krok do całkowitej likwidacji szkoły. Zaczęły się akcje, apele, protesty i skargi do Kuratorium Oświaty w Opolu.
Mariusz Tabaka, administrator i twórca grupy „NIE dla likwidacji szkoły w Wierzbiu”, nie ma złudzeń, że planowane wypowiedzenie umowy doprowadzi wprost do likwidacji szkoły w Wierzbiu. A to uznaje za decyzję przedwczesną, nieproporcjonalną i nieuwzględniającą dobra dzieci oraz interesu społecznego. We wpisach internetowych podkreśla, że szkoła nie jest wyłącznie budynkiem ani pozycją w budżecie gminy, tylko miejscem obecnym w życiu każdego mieszkańca.
Tego samego zdania jest Anna Gmyrek, mama zaangażowana w sprawy szkoły, a jednocześnie przewodnicząca Koła Gospodyń Wiejskich w Wierzbiu.
- Szkoła jest nieodłączną częścią naszego życia. Wszystkich, młodszych i starszych. Tu możemy się spotkać przy okazji różnych uroczystości i wydarzeń. Być razem, powspominać, wzruszyć się. Tu integruje się cała wieś. Za to jesteśmy wdzięczni naszej szkole – podkreśla.
Szczególny niepokój rodziców budzi sposób prowadzenia sprawy. Martwią się brakiem otwartych konsultacji z mieszkańcami, rodzicami, nauczycielami i organem prowadzącym szkołę. Tabaka podkreśla, że lokalna społeczność została postawiona przed faktem dokonanym, a przecież wszelkie decyzje dotyczące szkoły powinny być oceniane przede wszystkim przez pryzmat dobra dziecka, a nie wyłącznie pod kątem ekonomicznym.
- Rozumiemy argumenty finansowe gminy. Są jednak rzeczy, których nie da się przeliczyć na pieniądze. Położenie Wierzbia sprawia, że chętnie przychodzą do naszej szkoły dzieci z gmin ościennych. Zwłaszcza z niepełnosprawnościami, bo tu są dobrze zaopiekowane, indywidualnie traktowane i mają autentyczne wyrównywanie szans – dodaje Anna Gmyrek.
Mateusz Włodarczyk, tata trójki małych dzieci uczęszczających do placówki w Wierzbiu, chwali poziom edukacyjny i wychowawczy w szkole. Uważa, że ewentualne oszczędności na jej likwidacji wcale nie popłyną z powrotem do Wierzbia.
- Przez wiele lat w miejscowości Wierzbie nie działo się nic. Inne wsie miały z górki. Do nich się dokładało i w nie inwestowało. Wierzbie zawsze było na szarym końcu. Na naszym terenie jest kilka dobrze prosperujących firm, które płacą podatki do gminy. Nie widać, żeby te pieniądze wracały do Wierzbia – mówi z rozgoryczeniem Mateusz Włodarczyk
Piotr Jarząbek, radny Rady Miejskiej Praszka i mieszkaniec Wierzbia, akcentuje, że radni wydają jedynie opinię dla burmistrza, którą może wziąć pod uwagę przy decydowaniu o wypowiedzeniu umowy. Nie oznacza to zielonego światła dla likwidacji szkoły.
- Informacja o tym, że radni będą opiniować tę kwestię zszokowała naszą lokalną społeczność. Głównie dlatego, że nie było wcześniej żadnych informacji o planowanym wypowiedzenie umowy najmu. Kiedyś rozmawiano, że sprawa będzie poruszana jesienią. Nie w okresie wakacyjnym. Ludzie poczuli się oszukani przez burmistrza, chociaż on wcale nie musiał nikogo informować, bo zarządza budynkami gminnymi. De facto nie musiał, ale społeczeństwo domaga się informacji i wytłumaczenia. Ludzie chcą wyjaśnień: Dlaczego tak? Dlaczego teraz i jak to będzie wyglądało? Stąd narodziły się opinie, że to pierwszy krok w dążeniu do likwidacji szkoły – relacjonuje radny Piotr Jarząbek.
Włodzimierz Stochniałek, burmistrz Praszki, podkreśla, że nie podjął jeszcze ostatecznej decyzji w sprawie wypowiedzenia umowy stowarzyszeniu prowadzącemu szkołę w Wierzbiu.
Ewentualne wypowiedzenie umowy nie oznacza zamknięcia szkoły od września tego roku. Sprawa dotyczy roku szkolnego 2027/2028. Jak tłumaczy burmistrz, jeżeli gmina nie podejmie działań do końca sierpnia, możliwość wprowadzenia zmian przesunie się o kolejny rok.
Jednym z głównych powodów rozważanych działań jest pogarszająca się sytuacja demograficzna. W klasie ósmej uczyło się 19 uczniów, a w klasie siódmej – 17. Kolejne roczniki mają już liczyć po około dziesięciu. Z danych dotyczących urodzeń wynika natomiast, że w przyszłości do szkoły może trafiać rocznie jedynie od ośmiu do dziesięciu dzieci z terenu gminy.
- Do szkoły w Wierzbiu uczęszcza obecnie niespełna 90 uczniów. Blisko 30 procent z nich pochodzi spoza gminy Praszka – podkreśla burmistrz Stochniałek.
Z relacji burmistrza wynika, że jeszcze sześć lat temu w gminie rodziło się około 130 dzieci rocznie. W kolejnych latach średnia miała spaść do około 80 urodzeń, natomiast do sierpnia 2026 roku odnotowano ich zaledwie 25.
Drugim problemem są koszty. Według wyliczeń przedstawionych przez burmistrza, w 2026 roku gmina ma przekazać szkole w Wierzbiu, wraz z oddziałem przedszkolnym, od 4,9 do 5 mln zł. Środki otrzymane przez samorząd z budżetu państwa mają wynieść około 3 mln zł. Oznacza to, że brakującą kwotę 2 mln zł, musi pokryć gmina.
Wysokość subwencji dla szkoły w Wierzbiu obliczana jest na podstawie kosztów funkcjonowania szkół wiejskich prowadzonych przez gminę (choć ta prowadzona jest przez stowarzyszenie). W kwocie uwzględniane są nie tylko wydatki związane z nauczaniem, ale także koszty utrzymania i remontowania placówek.
- Remonty wykonywane przez stowarzyszenie były finansowane ze środków przekazywanych w ramach gminnej dotacji. Nie zgadzam się z przedstawianiem ich jako inwestycji wykonanych wyłącznie z pieniędzy stowarzyszenia – podkreśla w rozmowie z reporterem „Kulis…” Włodzimierz Stochniałek.
Dodatkowym obciążeniem dla Praszki jest finansowanie uczniów spoza gminy. Subwencja przekazywana przez państwo nie pokrywa pełnych kosztów ich kształcenia. Brakującą część musi dopłacać samorząd, mimo że uczniowie nie są mieszkańcami gminy Praszka.
Włodzimierz Stochniałek przypomina, że już dwa lata temu próbował rozpocząć reformę gminnej oświaty. Rozważano wówczas zmiany dotyczące szkół w Przedmościu, Kowalach oraz w samej Praszce, gdzie funkcjonują trzy szkoły podstawowe. Propozycje nie uzyskały jednak poparcia radnych.
- Już wtedy było wiadomo, że spadająca liczba dzieci w ciągu kilku lat doprowadzi do poważnych problemów. Regionalna Izba Obrachunkowa ostrzegła również Praszkę, że w przyszłości gmina może mieć trudności ze zrównoważeniem budżetu, ze względu na wysoki poziom wydatków bieżących – przypomina burmistrz.
Włodarz Praszki podkreśla, że ewentualne wypowiedzenie umowy ma przede wszystkim umożliwić rozpoczęcie konkretnych negocjacji ze Stowarzyszeniem Przyjaciół Szkół Katolickich. Gmina oczekuje propozycji dotyczących dalszego prowadzenia placówki i ograniczenia kosztów ponoszonych przez samorząd.
- Nie wykluczam, że szkoła w Wierzbiu będzie nadal funkcjonowała w tym budynku. Stowarzyszenie musiałoby jednak przedstawić rozwiązanie pozwalające utrzymać placówkę mimo malejącej liczby miejscowych dzieci, bez przerzucania coraz większych kosztów na gminę.
Włodzimierz Stochniałek zwraca również uwagę, że Praszka posiada Zespół Placówek Specjalnych, przygotowany do nauki i opieki nad dziećmi z niepełnosprawnościami. Odrzuca tym samym argument, że ewentualne zmiany w Wierzbiu pozostawiłyby te dzieci bez odpowiedniego wsparcia.
Rozmowy ze stowarzyszeniem mają być kontynuowane. Burmistrz deklaruje, że jest gotowy do rozmów i otwarty na propozycje najemcy budynku oraz wypracowania kompromisu.
- Jeśli będzie dobra wola ze strony stowarzyszenia i władz gminy to taki kompromis się znajdzie. Najgorszy jest brak szukania rozwiązania – podkreśla Anna Gmyrek z Wierzbia.
- Bardzo ważne jest dla nas, żeby ten konflikt nie eskalował. Chcemy, żeby stowarzyszenie miało czas na przygotowanie konkretnych propozycji, doszło z burmistrzem do porozumienia, a nasza szkoła mogła nadal normalnie funkcjonować – dodaje.
Także Mateusz Włodarczyk, zaangażowany w sprawę tata trójki uczniów, ma nadzieję, że najczarniejszy scenariusz się nie spełni i organ prowadzący dogada się z burmistrzem, a szkoła dalej będzie istnieć. Gdyby jednak doszło do likwidacji placówki we Wierzbiu, to jest zdecydowany.
- Jeśli Praszka liczy na to, że dzięki temu nasze dzieci trafią do szkół miejskich i tam załatają dziurę demograficzną, to się przeliczy. W takim przypadku ja swoje dzieci będę woził do Wielunia – oznajmia stanowczo.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze