Z posłem Pawłem Rychlikiem o szalejącej inflacji, trudnych czasach i setkach milionów na inwestycje, rozmawia Sławomir Rajch
Sławomir Rajch: Jak żyć panie pośle? Tona węgla kosztuje 3200 zł, kilogram cukru 5 zł, kostka masła 10 zł. Inflacja szaleje.
Paweł Rychlik: To prawda panie redaktorze. Życie, dziś, we wrześniu 2022 roku, jest zdecydowanie trudniejsze niż rok, czy dwa lata temu. A szczególnie w czasach przed pandemią.
- Zapowiada się, że wcale łatwiej nie będzie w październiku 2022, ani nawet w listopadzie.
- To jasne. Musimy się zmierzyć z problemem inflacji. Po czasach szybkiego rozwoju, prosperyty, wzrostu poziomu i komfortu życia Polaków, przychodzi czas gdy musimy zreflektować się i skupić na zapewnieniu najpilniejszych potrzeb. Chodzę na targowisko i do sklepów. Widzę, że ceny wzrosły znacząco. Nabiał, warzywa, owoce, mięso – wszystko jest droższe. Dzisiaj życie jest droższe. Do tego zima puka do drzwi. Ceny węgla, pelletu, prądu czy gazu, poszły w górę. Czeka nas trudny okres. Musimy być świadomi, że z czegoś to wynika.
- Ano właśnie. Z czego?
- Przede wszystkim jest to skutek wojny na Ukrainie. Szalejący wzrost cen nośników energii był spowodowany polityką Rosji.
Tylko panie pośle, inflacja nie zaczęła się od wojny na Ukrainie. Trzeba to uczciwie powiedzieć. Ceny rosły jeszcze przed jej wybuchem.
- Inflacja była wysoka po pandemii. Po tym jak miliardy złotych zostały wpompowane w zachowanie miejsc pracy i tarcze antycovidowe. Czasowe zahamowanie gospodarki spowodowało wzrosty cen. Po wybuchu wojny i wprowadzeniu embarga na rosyjski węgiel inflacja poszybowała. Z tym trzeba się zmierzyć.
- I nie ma pan wrażenia, że do tego mogło się przyczynić wasze rozdawnictwo. Wszystkie 500 plus, trzynastki, czternastki i inne środki socjalne, które rozdajecie lekką ręką.
- Ja bym odwrócił tezę i zapytałbym, co by było, gdyby nie pomoc rządowa dla rodzin?
- Pewnie masło kosztowałoby wówczas trzy złote.
- Chyba najtańsza margaryna! Gdyby nie było tych programów wsparcia, takich jak 500 plus, czy prawdziwa waloryzacja emerytur, to dopiero byłoby ciężko. Moim zdaniem polityka prospołeczna jest bardzo ważna i trafiona. To pozwoliło mniej zamożnym rodzinom, w miarę godnie żyć. I dziś również te pieniądze pomagają przeżyć. To jest wartość dodana do każdego budżetu domowego. Nie szukałbym powodów inflacji w programach społecznych. To są uwarunkowania przede wszystkim zewnętrzne, niezależne od państwa polskiego.
- Gdy pytałem „panie pośle jak żyć?”, raczej miałem na myśli ludzi, którzy mają zupełnie inną sytuację finansową niż pan czy ja. Bo umówmy się, obaj sobie jakoś finansowo poradzimy. Natomiast co mają zrobić ludzie, na przykład emeryci, którzy mają, jak choćby moja mama, 1400 zł na rękę. Jak taka emerytka ma przetrwać zimę? Skąd ma wziąć na opał, żywność, leki? Czy pan poseł byłby w stanie przeżyć za 1400 zł miesięcznie?
- Nie chciałbym odpowiadać na to pytanie, czy byłbym w stanie przeżyć. Nie prowadźmy dyskusji w tych kategoriach.
- Zadaję to pytanie nie po to, by pana kompromitować, ale żeby podkreślić, że sytuacja jest bardzo trudna, a ludzi którzy już ledwo wiążą koniec z końcem jest bardzo dużo.
- Mam tego świadomość. Rola posła działającego lokalnie, by znał takie ludzkie bolączki. I zapewniam pana, że pracując w terenie, jak również w swoim biurze poselskim, z takimi troskami się spotykam. Rozumiem to.
- Tylko co z tego? Jaką radę pan ma dla nich?
- Panie redaktorze, jest to czas z pewnością przejściowy. Zgadzam się, że najgorszym momentem będzie zima.
- To wszyscy wiemy.
- Ostatnio zrobiłem taki rekonesans po okolicznych składach i rzeczywiście również u nas, tego węgla brakuje. Zaczyna pojawiać się węgiel z importu z krajów trzecich.
- Ale jaka jest kaloryczność tego węgla?
- Myślę, że w tej sprawie pojawia się mnóstwo fake newsów, na których Rosja się skupia. Węgiel z Ameryki i Afryki był już do nas importowany i używany. Dziś nagle pojawiają się nieprawdziwe informacje, że jest piątej kategorii. Choć rzeczywiście według wskaźników cena tony węgla w porcie wynosi dwa tysiące złotych, należy doliczyć transport i zarobek handlujących, no i robi się z tego ponad trzy tysiące złotych. Rząd Mateusza Morawieckiego tę sprawę monitoruje.
- I co z tego?
- Rząd robi tyle ile może, by ten wzrost cen powstrzymać. Trzeba jednak pamiętać, że jesteśmy uzależnieni od reguł rynkowych. Mamy wolny rynek i możliwości państwa są ograniczone. Państwo zrobiło bardzo dużo. Przede wszystkim zakontraktowało ten węgiel i będzie on dostępny.
- Będzie dostępny, ale za 3200 zł, albo 3700 zł…
- Wprowadziliśmy również dodatek węglowy, także do innych źródeł ciepła. Zanim wybuchła wojna, wprowadzono obniżenie podatków, obniżenie VAT-u na żywność i nawozy.
- Ciężko to obniżenie VAT-u zauważyć, gdy idę do sklepu i za to samo masło, za które płaciłem 5 zł, płacę 10 zł.
- Ale cały czas powtarzam pytanie: co byłoby gdyby dziś rządziła Platforma Obywatelska?
- Tego nie wiemy.
- A co byłoby, gdyby ten VAT nie został obniżony? Być może to masło kosztowałoby 11,50 zł. Należy również wymienić te rzeczy, które udało się zrobić. W ostatnich dwóch, trzech latach, na Polskę i Europę spadają wszystkie „plagi egipskie”. A mimo wszystko gospodarka sobie dobrze radzi. Poziom obywateli jest wyższy niż siedem lat temu. Teraz jesteśmy na zakręcie, ale mam nadzieję, że to szybko pokonamy. To są też koszty związane z wojną na Ukrainie. Nie będzie tak, że premier będzie dodrukowywał pieniądze. Wsparcie dla rodzin i dla ciepłowni to są miliardy złotych, pochodzących z budżetu państwa. Pomoc jest możliwa dzięki dobrej i skutecznej polityce fiskalnej państwa.
- Albo dzięki przedsiębiorcom, którzy wypracowują te podatki.
- Za czasów Donalda Tuska, też je wypracowywali, a nie było pieniędzy na programy społeczne. I płacili większe podatki. Dziś te pieniądze są. Ponieważ mafie paliwowe i wszelkiego rodzaju mafie vatowskie zostały ukrócone. I pieniądze trafiają do budżetu i są rozdysponowywane. Wiem, że to co powiem, może być niezadowalające dla wielu osób, ale w ostatnim czasie, choćby na spotkaniach sołeckich, spotykam się ze zrozumieniem. Ludzie są świadomi. Osobiście nie jestem w stanie powiedzieć, kiedy ta cena węgla spadnie. W grudniu tego węgla będzie większa ilość i to też spowoduje, że cena powinna spaść. Potrzebna jest roztropność i solidarność, żebyśmy nie napędzali karuzeli strachu i niepewności.
- Ma pan na myśli akcje masowego wykupowania cukru z marketów?
- Chociażby. Nie możemy ulegać panice. Problemy z cukrem, to ewidentna „ustawka”, wynikająca z różnych przyczyn, wykorzystana przez sieci handlowe. Cukru na magazynach w całej Polsce nie brakuje. On został wyprodukowany jeszcze w poprzednim sezonie, gdy cena energii była niższa. Proszę o roztropność i ostrożność. Żywności w Polsce nie zabraknie.
- A co pan powie wszystkim tym, którzy zaufali rządowi i Unii Europejskiej, wpasowując się w programy promujące ekologie. Ludzie zmienili piece, a dzisiaj prezes PiS Jarosław Kaczyński powiada: „Palcie czym chcecie, byle nie oponami”. Czym ma palić ktoś, jeśli wymienił piec na gazowy czy na ekogroszek? Jak do pieca na gaz wsadzić inny opał? Skąd, ci biedni ludzie, mają wziąć piec na cokolwiek, skoro wymogiem przy wymianie, była likwidacja poprzedniego źródła ciepła?
- Jest to bardzo dotkliwe dla tych osób, bo zostali podwójnie doświadczeni.
- Wszyscy mówili, przechodźcie na ekologiczne ogrzewanie. Ci co posłuchali rządu i Unii Europejskiej budzą się dziś „z ręką w nocniku”.
- Jeśli chodzi o gaz, to ten gaz jest dostępny i taryfa została zamrożona. Aczkolwiek wzrost cen będzie. Jeśli chodzi o ciepło sieciowe, to również w Wieluniu mieszkańcy podłączali się pod ciepłownię. I tu także będzie wzrost kosztów. Ale cena w tym przypadku może wzrosnąć o maksymalnie 40 proc. Najgorszą sytuację mają osoby, które wymieniły piec na ekogroszek i nie mają innej możliwości. Cena pelletu również wzrosła, to jednak nie w takim stopniu jak węgla. Sytuacja jest dynamiczna i tak jak wprowadzony został dodatek węglowy, tak później wprowadziliśmy dodatek na gaz, na pellet i drewno łupkowe. Teraz mówi się o tym, że wprowadzi się dopłaty tym, którzy używają pomp ciepła. Te problemy, które się pojawiają, są w miarę możliwości, niwelowane. Mam nadzieję, że jeszcze przed atakiem zimy, pewne mechanizmy zostaną wprowadzone. Dzisiejsza cena węgla burzy i rujnuje całą politykę społeczną rządu. 13. i 14. emerytura miały znaczenie i dużą wartość dodaną. Teraz za oba te dodatkowe świadczenia, można kupić tonę węgla.
- Tylko czy dalsze rozdawnictwo jest sposobem? Kolejne świadczenia nie rozwiążą problemu. Może rząd powinien zrobić coś, by zatrzymać inflację.
- To znaczy, co można zrobić?
- Gdybym był tak mądry, to siedziałbym w sejmie, albo i wyżej, w rządzie.
- Myślę, że jest pan bardzo mądry. Ale niekoniecznie tylko mądrzy siedzą w sejmie. Tutaj zderzamy się z wieloma czynnikami. Jest wzrost cen energii na świecie. Musi pan mi to przyznać. W Holandii, Norwegii, Wielkiej Brytanii, uderzenie inflacji jest jeszcze bardziej dotkliwsze niż u nas. To jest problem globalny. Na dodatek mamy wojnę na Ukrainie. Zaznaczę na koniec, że w innych krajach nie ma takiego wsparcia dla obywateli. Muszę powiedzieć, że mnie najbardziej martwi wzrost cen energii dla przedsiębiorców.
- Właśnie o tym miałem powiedzieć. Jeśli np. piekarz będzie miał trzykrotnie wyższe koszty prowadzenia biznesu, to wiadomo, że chleb nie będzie już kosztował 5 czy 6 zł, ale 20.
- Zgadza się. Ale polski rząd podjął działania wsparcia gospodarstw indywidualnych. Jeśli chodzi o zamrożenie cen energii elektrycznej, to na to musi się zgodzić Unia Europejska. By polski rząd mógł dopłacić rolnikom 500 zł do hektara do nawozów, musieliśmy czekać trzy miesiące. Tak funkcjonuje UE. A wzrost cen jest groźny dla całej Europy, nie tylko dla Polski. Konsekwencją może być powrót bezrobocia.
- I co wtedy, kolejne 500 plus, tym razem dla bezrobotnych?
- Nie. To nie rozwiąże sprawy. Trzeba podjąć działania na innych płaszczyznach, tak żeby ludziom opłacało się prowadzić firmy i produkować.
- Pytanie kontrowersyjne. Czy w tak trudnej sytuacji ekonomicznej, Polskę stać na pomoc Ukrainie?
- My musimy pomagać Ukrainie.
- Pytam, czy nas na to stać? Finansowy ciężar pomocy wojennym uchodźcom w znacznym stopniu spadł na Polskę. Czy inne kraje nie powinny nas w tym wspierać?
- Oczywiście, że nie tylko Polska powinna finansować pomoc Ukrainie. Już podczas imigracji rosłych mężczyzn z krajów Afryki Północnej, był również duży problem państw, które tych ludzi przyjęły. Później Unia Europejska, po bardzo długim okresie, to refinansowała.
- Liczy pan, że również tak będzie w tym przypadku?
- Tak, liczę na to. Proszę zwrócić też uwagę, że na terenie powiatu wieluńskiego do szkół chodzi ok. 280 uczniów narodowości Ukraińskiej. To jest tyle ilu uczniów jest w najmniejszej gminie powiatu. To ogromne wyzwanie techniczne i logistyczne, a także finansowe. Ale warto spojrzeć na dłuższą perspektywę. W dobie ogromnego przyrostu ujemnego, jest to szansa dla rynku pracy. Ci ludzie, w znakomitej większości, zostaną tutaj na zawsze. Kultura ukraińska jest nam o wiele bliższa niż choćby ta, którą przyjęła do Niemiec Angela Merkel, sprowadzając tam ludzi z krajów arabskich, muzułmanów… Spotykam się też z wieloma fake newsami o Ukraińcach w Polsce. Żyjemy w takich czasach, że powtarzamy niesprawdzone informacje. Wiadomo, że pojawią się napięcia.
- Przejdźmy do spraw lokalnych. Uchodzi pan w naszym regionie za ambasadora tej ziemi. Wójtowie, burmistrzowie, starości, dziękują panu za załatwienie spraw na szczeblu rządowym. Ile w tym prawdy, że to pan załatwia te ważne dla regionu sprawy?
- To nie do mnie pytanie. Musi pan zapytać o to tych wójtów. Gdybym chciał przedstawiać teraz listę spraw, którymi się zajmowałem, mogłoby to zostać odebrane, przez czytelników, jako samochwalstwo, albo nawet wyraz arogancji. Jestem pewien, że ludzie potrafią oceniać samorządowców i polityków po tym co robią. Ze swojej strony, mogę jedynie powiedzieć, że rozmawiam z każdym. Nawet z tymi, którzy nie chcą rozmawiać. Sam do nich wyciągam rękę. Czasem jest to trudne, ale to robię. W tych ostatnich dwóch latach, z rządowych programów, często krytykowanych i wyśmiewanych, na inwestycje, tylko w powiecie wieluńskim, trafiło ok. 300 milionów złotych. Dzięki tego rodzaju wsparciu, samorządy robiły kanalizację, remonty dróg, przedszkoli, modernizowali szkoły i inne budynki użyteczności publicznej.
Prócz tych inwestycji drogowych i infrastrukturalnych na terenie gmin i powiatów w naszym regionie, to mam wrażenie, że pana „oczkiem w głowie” jest szpital w Wieluniu, do którego popłynęły rzeczywiście miliony złotych.
- Tak, wieluński szpital to jeden z moich priorytetów. W niedługim czasie do Wielunia trafi nowoczesny rezonans magnetyczny. Został zakupiony także tomograf komputerowy. Chcę powiedzieć, że znaczna część tych inwestycji jest finansowana w stu procentach z budżetu państwa, a nie ze środków powiatu. To jest ogromna wartość. Dzięki temu pacjenci będą lepiej obsługiwani. Mam nadzieję, że budowa nowego SOR-u spowoduje także większe możliwości na poprawę jakości obsługi pacjentów. Jestem przekonany, że w przyszłym roku będzie kolejna ogromna inwestycja na oddziale ginekologiczno-położniczym. Tam rodzi się ok. 800 dzieci. A rodzą się w warunkach odbiegających od pewnego poziomu.
-Można powiedzieć, że sam pan się do tego przekonał, gdy na tym oddziale rodziła pana żona
- Tak, na oddziale w Wieluniu urodził się także mój syn. Ale to nie ma znaczenia czyje dzieci się tu będą rodziły. Chodzi o to, by prócz dobrej opieki, jaka tu jest zapewniana, były także dobre warunki.
Wiem, że dla pana ważną kwestią jest także budowa nowych odcinków połączeń kolejowych.
- Przez dziesięciolecia Wieluń, komunikacyjnie został zmarginalizowany. Tu następuje ważna zmiana. Budowa linii kolejowej z Wielunia do Chorzewa Siemkowice, a stamtąd pociągi pojadą przez Zduńską Wolę do Łodzi. Realizacja tej inwestycji za ok. 580 milionów złotych, otworzy kolejowe połączenie Wielunia z całą Polską. To również perspektywa rozwoju dla tutejszych przedsiębiorstw.Drugą ważną inwestycją jest przebudowa linii kolejowej 181, na odcinku od Sycowa do Oleśnicy, co pozwoli na połączenie Wielunia z Wrocławiem. To szczególnie dobra wiadomość dla studentów. Do końca roku zostanie rozpisany przetarg. Tu chodzi o zadanie za 150-170 milionów złotych.
Jeśli do tego dojdzie budowana obwodnica, za ok.300 milionów złotych, to naprawdę będzie historyczny krok rozwojowy dla tej ziemi.
- Kwoty, o których pan wspomina, dotyczące budowy linii kolejowych, czy obwodnicy Wielunia, wydają się imponujące. Tylko skąd wy je weźmiecie, w tych trudnych czasach?
- Kolej plus to program unijny. Te pieniądze są już na koncie.
- Pana zdaniem nie ma możliwości, żeby nie sfinansować tego zadania. A jeśli chodzi o obwodnicę?
- Padały takie pytania, co jeśli opozycja dojdzie do władzy?
- Nie straszcie już tą opozycją. Ludzie pytają, co będzie jeśli braknie pieniędzy?
- Budżet Krajowego Funduszu Dróg, 28 miliardów złotych, jest zapewniony. Pieniądze na obwodnicę Wielunia są. To nie jest kreślenie wariantów po mapie. Obwodnica będzie zbudowana. Jeśli chodzi o połączenia kolejowe, to pieniądze także są zapewnione.
- Sprawdzimy to, w niedalekiej przyszłości. Tymczasem, coraz większymi krokami zbliżają się wybory parlamentarne. Z pewnością będzie pan walczył o kolejną kadencję. Boi się pan konkurencji?
- Jeśli otrzymam takie zadanie, to oczywiście będę prosił o zaufanie wyborców. Jest jeszcze bardzo dużo do zrobienia i chciałbym dalej kontynuować pracę na rzecz tego środowiska. A konkurencji się nie obawiam. Wszystko w rękach wyborców. To oni zdecydują jak będzie.
Czyli do pracy w aptece pan się nie rwie?
- Pewnie kiedyś wrócę do apteki. Lubię tę pracę.
- Pozostaje mi podziękować za rozmowę i życzyć krótkiej zimy.
Sławomir Rajch
[email protected]
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze