Czy nowym starostą pajęczańskim będzie sterował minister, albo była posłanka? Czy opozycja głosująca przeciwko powołaniu Jarosława Szczęsnego na starostę ma czego szukać w jego gabinecie? I w końcu jak nowy szef powiatu wyobraża sobie pracę z urzędnikami, którzy usłyszeli prokuratorskie zarzuty? O tym z nowym starostą pajęczańskim Jarosławem Szczęsnym, rozmawiał Sławomir Rajch
Sławomir Rajch: Panie starosto, od razu po tym, gdy został pan szefem powiatu, pojawił się pan w domu ministra Marcina Przydacza. Czy to oznacza, że minister Przydacz będzie miał realny wpływ na to, co dzieje się w powiecie? Krótko mówiąc: będzie panem sterował?
Jarosław Szczęsny: - Nie, w żadnym wypadku. Minister Przydacz chciał mi złożyć gratulacje, wrócił z urlopu i był przed wyjazdem do Warszawy. Znamy się prywatnie, więc go odwiedziłem.
Ale odbiór pana posta w mediach społecznościowych mógł być dwuznaczny. Część mieszkańców pomyślała, że pana natychmiastowa wizyta w domu ministra oznacza jedno – że jest pan jego rycerzem w powiecie.
- Tak nie jest. Oczywiście, będę chciał współpracować z panem ministrem, bo to żadna tajemnica, że się znamy. Cenię bardzo jego wiedzę i doświadczenie. I zapewne będę chciał z tego doświadczenia korzystać. Może nawet będę z nim konsultował niektóre trudne tematy. Czasami podjęcie decyzji tylko w oparciu o własne doświadczenia i wiedzę może być trudne. Uważam, że warto pytać o radę po prostu kogoś bardziej doświadczonego. Warto pamiętać, że w powiecie pajęczańskim mamy wielu doświadczonych samorządowców i polityków, nie tylko ministra Marcina Przydacza. Mam tu na myśli np. panią poseł Beatę Mateusiak-Pieluchę, a także innych doświadczonych samorządowców i polityków. Z wieloma osobami, będę się konsultował w wielu różnych sprawach. Także, ze wspomnianym ministrem Marcinem Przydaczem. I nie widzę w tym nic złego.
Jest to dopiero pana drugi dzień w urzędzie, bo w piątek został pan wybrany na funkcję starosty. (Rozmowa ma miejsce w poniedziałek, 2 lutego – przyp. redakcja). Jak się pan odnajduje w nowej roli, w nowej rzeczywistości? Czy coś pana specjalnie zaskoczyło?
- Od rana mamy ręce pełne roboty. Obowiązków jest dużo, formalności na początku również jest sporo. Niemniej jednak, od samego początku skupiliśmy się na tym, co jest ważne dla urzędu. Sprawy personalne, kadrowe odłożyliśmy na drugi plan. Poradzimy sobie, jestem spokojny.
Jeśli chodzi o pana wybór na starostę, to jednak pięć osób powiedziało stanowcze „nie”, zagłosowało przeciwko pana kandydaturze. Jednocześnie ci sami radni zwrócili się do pana z apelem o dobrą współpracę. Czy w ogóle mają na to szansę w sytuacji, gdy najpierw mówią, że nie chcą pana widzieć na stanowisku starosty, a potem zwracają się z prośbą o współpracę?
- Bycie starostą nie oznacza zamykania się na radnych. Konstruktywna krytyka i opozycja też jest potrzebna. Niekiedy człowiek przy podejmowaniu decyzji może nie widzieć błędów, które zauważa radny opozycyjny. Moje drzwi będą otwarte zarówno dla radnych z naszego klubu, jak i radnych opozycji.
Czyli niezależnie od tego, kto na pana głosował, a kto nie, szanse na załatwienie pewnych spraw mają wszyscy?
- Zgadza się.
Od czego pan zacznie, czy podjął pan już jakieś decyzje? Jeśli nie, to jaka ma być ta pierwsza? Mam tu na myśli zarówno decyzje personalne, jak i finansowe.
- Jeśli chodzi o budżet inwestycyjny to na ten rok jest on dość pokaźny i wynosi 15 milionów złotych. W kontekście inwestycji, na 2026 rok niewiele da się już „wcisnąć”. Leży mi na sercu sprawa Orlika w Pajęcznie. Zdaję sobie sprawę, że młodzież potrzebuje miejsca do trenowania, ale muszę decyzje w tej sprawie konsultować z mecenasem, ponieważ prowadzone jest postępowanie. Nie do końca jestem wprowadzony w jego szczegóły. Nie wiem, na jakim jest ono etapie, jakie są szanse na to, żeby wypracować porozumienie, które będzie służyło dzieciom, ale też sąsiadom, mieszkającym w pobliżu obiektu i borykającym się z uciążliwościami, które mogą tam występować. To będzie chyba pierwsza kwestia, jaką będę chciał się zająć.
Jeśli chodzi o decyzje personalne – będą zmiany na najważniejszych stanowiskach w powiecie? Czy raczej postawi pan na tych ludzi, którzy pracowali z poprzednim starostą?
- Znam tych ludzi od dwóch lat i obdarzyłem ich zaufaniem. Podczas nieobecności starosty, te osoby nam, jako radnym, bardzo pomagały w prowadzeniu urzędu, dbały o to, aby on funkcjonował. Ci ludzie zapracowali sobie u mnie na to, aby kontynuować współpracę przez kolejny rok.
Na sesji padło trudne pytanie, ale wydaje się, że w obecnej sytuacji uzasadnione. Jak zamierza pan współpracować z naczelnikami, którzy mają postawione zarzuty. Czy ma pan do nich dalej pełne zaufanie i czy dalsza współpraca z nimi jest możliwa?
- Do dnia dzisiejszego nie widziałem żadnej informacji o zarzutach, więc nie chciałbym tutaj kogoś podejrzewać o to, że dopuścił się jakichś przestępstw czy naciągnął literę prawa. Poza tym, istnieje domniemanie niewinności. Na początku nie zamierzam wprowadzać radykalnych zmian. Naczelnicy pracują na swoich stanowiskach już od wielu lat. To osoby doświadczone w swoich dziedzinach. Na początku urzędowania fachowcy są mi potrzebni, więc nie będę tutaj wprowadzał zmian.
Czyli pana kadencja to będzie raczej ewolucja, a nie rewolucja?
- Tak, chciałbym wprowadzać inny model funkcjonowania urzędu. Nie chcę tutaj teraz kogoś rozliczać, zwalniać.
W jakim zakresie nie podoba się panu ten obecny, dotychczas obowiązujący?
- Chciałbym, żeby w każdym wydziale, poza naczelnikiem, była osoba, która będzie posiadała 90 proc. informacji o pracy tego wydziału. Chodzi o to, aby pod nieobecność naczelnika - czy to ze względu na chorobę, urlop czy inne kwestie - była osoba, która przyjdzie na spotkanie zarządu powiatu i będzie w stanie odpowiedzieć na pytania.
Wiadomo, że gdy został pan wybrany starostą to do dzisiaj sypią się życzenia i gratulacje. Czy któreś z nich były dla pana zaskakujące?
- Tych gratulacji było od groma. Były nawet gratulacje z Łodzi od pani wicemarszałek Agnieszki Ryś. To też budujące, że w stolicy naszego województwa, powiat pajęczański jest zauważany.
Zwłaszcza, że rządzą tam osoby z innego obozu politycznego.
- Zgadza się. Pani marszałek zaprosiła mnie na rozmowę, żebyśmy mogli porozmawiać o współpracy na rzecz naszego powiatu.
Czyli liczy pan na to, że jest pole do współpracy?
- Tak, mocno na to liczę.
Na koniec pytanie o gabinet. Poprzedni starosta zajmował gabinet obok, pomieszczenie mniejsze, ale równie gustowne. Pan zdecydował się jednak na ten, większy. Oznacza to, że musiał pan „wysadzić” stąd zastępcę Zbigniewa Gajęckiego. Skąd taka decyzja?
- Wróciłem do tradycji, o której poinformowali mnie pracownicy starostwa. Gabinet starosty był zawsze po tej stronie i ja powiedziałem, że skoro tak, to chcę właśnie to pomieszczenie. Jest tu większa przestrzeń do pracy, ładniejszy widok.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
I cyk flaszeczką w tleaz razi
I cyk flaszeczką w tleaz razi