Ma 37 lat, mieszka w Komornikach w gminie Mokrsko, a na co dzień pracuje w magazynie firmy Wielton w Wieluniu. Jakub Orłowski, człowiek stąd, bez wielkich zapowiedzi, bez sztabu ludzi za plecami, bez napompowanej legendy rusza w nietypową podróż…
W sobotę, 1 sierpnia, wsiadł na deskę SUP w Kępowiźnie i ruszył Wartą w stronę Szczecina. Takiej wyprawy jeszcze nie podejmował. I właśnie dlatego ta historia jest wyjątkowa.
W poprzednich latach dużo jeździł rowerem, praktycznie po całej Polsce. W ubiegłym roku wędrował pieszo Głównym Szlakiem Beskidzkim. Z zegarka wyszło, że przemaszerował wtedy 540 kilometrów. Teraz przyszła pora na przygodę na rzece Warcie.
Pomysł nie spadł nagle z nieba. Rodził się powoli. Jakub jeździł ze znajomymi na kajaki i dobrze znał te momenty, gdy przez mielizny trzeba było się przepychać, przeciągać sprzęt, kombinować. Wtedy zaczął myśleć, że na desce SUP mogłoby być nieco inaczej. Może łatwiej, a może po prostu ciekawiej. Najpierw w kontekście mety chodził mu po głowie Uniejów. Potem Poznań. W końcu pojawił się Szczecin.
- Kupiłem deskę touringową, dłuższą od standardowej. Wyprawową – opowiada reporterowi portalu kulisy.net Jakub Orłowski, hobbystyczny podróżnik z gminy Mokrsko.
Wcześniej nie pływał na niej daleko. Przetestował ją dwa razy na Zalewie Kluczborskim. Na pusto. Bez całego bagażu, bez namiotu, bez sakw, bez wielodniowej walki z rzeką.
To ważne, bo ta wyprawa nie jest kontynuacją wcześniejszych spływów SUP-em. To jego pierwszy raz. Od razu na głęboką wodę, choć paradoks polega na tym, że tej wody miejscami jest zdecydowanie za mało.
- To jest coś, co pierwszy raz robię. Nie miałem w ogóle doświadczenia, szczerze mówiąc. Wcześniej nie płynąłem na tej desce nigdzie dalej – przyznaje 37-latek z Komornik.
Pierwszy dzień szybko pokazał, że Warta nie zamierza układać się pod plan Kuby. Po kilkudziesięciu metrach zdarzyła się pierwsza wywrotka na kamieniach. Mogło być po wszystkim, zanim przygoda naprawdę się zaczęła. Potem przyszło słońce, rozmowy z kajakarzami, pierwszy nocleg pod namiotem, a na deser burza.
Zresztą Jakub ma dar opowiadania o trudach tak, że człowiek słucha i tylko się uśmiecha, a przecież za tym wszystkim stoi wielki wysiłek. Żartuje, że część Warty raczej „przeorze”, zamiast przepłynąć. Statecznik deski co chwilę ociera o kamienie i konary.
- Gdy jest za płytko, trzeba zejść, ciągnąć, przenosić deskę. Kiedy trafia się próg wodny, znowu cały majdan na plecy albo w ręce – mówi.
Nie płynie lekko. Płynie mądrze. Wie, że może stracić zdrowie albo sprzęt, że jedna głupia decyzja zakończy całą wyprawę.
Jakub na desce ma wszystko, co potrzebne mu – na tę chwilę - do życia. Namiot, śpiwór, sakwy, jedzenie awaryjne, wodę, elektronikę, panel słoneczny i powerbank w wodoodpornej torbie. Ma też matę, która szybko okazała się przebita, więc sen bywa dla niego bardziej kontaktem z ziemią niż wygodnym odpoczynkiem. Jedna sakwa waży około 7 kilogramów. Druga, większa, jakieś 15.
- Każdy kilogram ma znaczenie, bo im cięższa deska, tym trudniej ją prowadzić i gorzej zachowuje się na wodzie – uzasadnia Kuba.
Jedzenie organizuje po drodze. Gdy jest sklep, robi zakupy. Nad Jeziorskiem podpłynął pod plażę, poprosił wędkarzy, by spojrzeli na deskę i poszedł po najpotrzebniejsze rzeczy. Gdy trafia się restauracja, korzysta z normalnego posiłku. Nie chce przez dwa tygodnie żyć samymi konserwami.
Czystej wody pilnuje szczególnie. Ma bukłak na 10 litrów. Używa jej ostrożnie, bo na rzece łatwo o piękne widoki, ale trudniej o wygodną łazienkę.
- Wiedziałem, jak będzie i z czym się mierzę – stwierdza krótko.
Po czterech dniach ma za sobą dziesiątki kilometrów i tysiące ruchów wiosłem. Pierwszego dnia zrobił około 20 kilometrów, kolejnego 37, później ponad 40, a w czwartym dniu wyprawy 26. Młody podróżnik podkreśla, że nie liczy kilometrów obsesyjnie.
- Staram się nie patrzeć, ile mi zostało, bo zostało mi bardzo dużo. To wpływa na morale. Chcę, po prostu, dzień po dniu, kawałek po kawałku płynąć – mówi Jakub Orłowski.
Są momenty, które wynagradzają wszystko. Rezerwat przyrody Jeziorsko. Ptaki zrywające się z wysepek. Rzeka, która na chwilę daje oddech. Spotkania z ludźmi nad wodą. Kajakarze, wędkarze, przypadkowi kibice. Załadowana deska z flagą budzi ciekawość. Kiedy Jakub mówi, że płynie do Szczecina, zaczynają się pytania, zdjęcia. Ludzie życzą mu powodzenia.
- Dużo osób się interesuje i pyta. Jak mówię, że do Szczecina, to zdjęcia sobie ze mną robili i życzyli powodzenia. To bardzo miłe – nie ukrywa nasz bohater.
Czy jest sam? Fizycznie tak. Jednak nie do końca.
- Po drodze można zagadać do wędkarza. Wieczorem jest telefon, znajomi, wiadomości, komentarze pod relacjami. To pomaga, zwłaszcza gdy po całym dniu trzeba rozbić namiot gdzieś pod mostem albo na wzgórzu nad przeszkodą, którą rano trzeba będzie pokonać – opowiada.
Jakub ma świadomość, że wyprawa potrwa długo. Minimum dwa tygodnie, a może więcej. Zależy od wody, pogody, progów, wiatru, sił i sprzętu. Całkowity dystans wodny to ponad 600 km. Wycieczka kajakowa na takim odcinku zajmuje zazwyczaj około 3–4 tygodni. Dodatkowo na górnym i środkowym odcinku Warty (a także w rejonie budowli hydrotechnicznych, stopni wodnych czy jazów, np. w Jeziorsku) pojawiają się przeszkody wymagające przenoszenia sprzętu lądem. Ale Jakub tym wszystkim zdaje się nie przejmować. Nie robi z tego zawodów. Z nikim nie chce konkurować. Wziął urlop po to, żeby przeżyć przygodę i przepłynąć z Kępowizny do Szczecina spokojnie, totalnie bez spiny.
- Ja to traktuję jako zwykły urlop, taki wypoczynek - mówi dziennikarzowi „Kulis …”.
Tak samo było wcześniej z innymi wyprawami. Praktycznie zjeździł Polskę rowerem. W ubiegłym roku wybrał góry i Główny Szlak Beskidzki. Przez trzy tygodnie przeszedł 540 kilometrów. Myśli też o Głównym Szlaku Sudeckim. Ale na razie nie wybiega za daleko w przyszłość.
- Najpierw trzeba dopłynąć do Szczecina – zaznacza.
Tam, jeśli wszystko pójdzie dobrze, Jakub Orłowski trochę odpocznie. Może zostanie na dzień czy dwa. Potem spakuje rzeczy, wsiądzie w pociąg i wróci.
Tymczasem, to dopiero piąty dzień wyprawy. Mamy środę, 5 sierpnia. Jakub Orłowski płynie dalej do Szczecina. Wartą. Na desce SUP. Pierwszy raz w życiu.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze