„Gdy milkną silniki – pozostaje historia. Gdy przemijają lata – pozostają wspomnienia. A gdy znajdzie się ktoś, kto zechce je ocalić – historia może żyć wiecznie. Naszemu koledze Robertowi, z wyrazami szacunku, uznania i przyjaźni. Za pasję, dzięki której historia polskiej motoryzacji otrzyma swój nowy dom.” Takie słowa kierują przyjaciele z Klubu Zabytkowej Motoryzacji Klasyczny SKL do pomysłodawcy i realizatora budowy Muzeum WSK.
440 m2 historii i szczególnej symboliki. Dokładnie tyle będzie miało nowo budowane Muzeum Polskich Motocykli WSK. Wybór tej liczby nie jest przypadkowy. Odnosi się do słów wieszcza Adama Mickiewicza: „A imię jego czterdzieści i cztery” oraz do godziny 4:40, gdy na śpiący Wieluń spadły hitlerowskie bomby i rozpoczęła się tragedia II wojny światowej.
W sobotę, 26 września, w Lipiu (pow. kłobucki) przy ulicy Kasztanowej ma miejsce wyjątkowe wydarzenie: uroczystość wmurowania kamienia węgielnego pod budowę muzeum. Symbolicznie zakopana zostaje też kapsuła czasu. A w niej, przez najbliższe sto lat, będą również „Kulisy…”.
- Ten kamień węgielny jest czymś więcej niż początkiem budowy. Jest znakiem wiary, że to, co dobre i wartościowe, przetrwa. A ta kapsuła czasu jest przesłaniem na przyszłość: Nie wstydźcie się tego, co polskie. Pamiętajcie o tych, którzy byli przed wami. Szanujcie ich pracę i trud. I budujcie dalej – mówi Robert Lipartowski, spiritus movens całego przedsięwzięcia.
Gości jest mnóstwo. Przyjaciele i pozytywnie zakręceni retromaniacy nadciągają ze wszystkich stron.
Szymon i Agnieszka Pisula z Dankowa przyjechali na imprezę z dziećmi: Lilką i Ignasiem
- Fanem klasycznej motoryzacji zostałem tak naprawdę dopiero wtedy, gdy zaprzyjaźniłem się z Robertem. On zaraża pasją niesamowicie. Tak opowiada o tych swoich motocyklach, że aż miło słuchać. Wspieramy go w tym przedsięwzięciu i też zostawiamy tu kawał serducha – mówi Szymon.
Po wzniosłej chwili wmurowania kamienia węgielnego i zakopania kapsuły czasu towarzystwo wcale nie zamierza się rozchodzić. Trwają rozmowy, dyskusje, padają nowe pomysły, słychać śmiech i anegdoty. Atmosfera iście rodzinna. Zapewne nikomu nie spieszy się do domu również dlatego, że wokół warzą się wielce aromatyczne przysmaki. W plenerowym menu m.in.: parowane ziemniaki z wiejskim masełkiem od prawdziwej polskiej krowy, na świeżej trawie pasanej, a do tego domowy sos tatarski.
- Paruję tu swoje ziemniaczki. Promuję smaki dawnej, polskiej wsi. Parowane ziemniaki z masełkiem sprawdzają się na każdej lokalnej imprezie. Robię to nie pierwszy raz. Najwięcej sparowaliśmy z myśliwymi na dożynkach jasnogórskich. Tylko w tym roku, już ponad 800 kilogramów – opowiada Andrzej Sołtysiak z Kamieńszczyzny w gminie Popów.
A to dopiero początek pysznej swojskiej uczty, bo na gości czekają jeszcze ogromne gary pełne staropolskiego bigosu i żuru z kiełbasą na bogato, a na deser wspaniałe ciasta wszelkiego rodzaju.
- Jedzonko palce lizać. Nie byliśmy przygotowani na taką wyżerkę. Dzięki wielkie - komentuje Anna Balas.
A na zakończenie Robert Lipartowski ma jeszcze jedno przesłanie dla gości:
- Niech to muzeum będzie miejscem, które mówi: Pamiętamy. Wierzymy. Budujemy.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze