W piątek, 23 kwietnia, zmarł ks. kan. Łucjan Szeliga, proboszcz parafii pw. Św. Katarzyny Aleksandryjskiej w Mierzycach, związany z tym kościołem niemal od 23 lat. Kapłan zaskarbił sobie szacunek i miłość swoich wiernych postawą, która kazała o nim myśleć jako o ich przyjacielu. Tutejsi z żalem żegnali swojego proboszcza, nie wstydząc się łez, wylewanych nad trumną. Zgotowali mu pożegnanie zgodnie z jego zasługami.
Setki zniczy wzdłuż drogi i flagi kościelne, przybrane w czarne kiry, powiewające niemal przy każdej bramie oraz wielkie banery „Wspaniałego Proboszcza żegnają wdzięczni parafianie” - tak wyglądały Mierzyce, wyprawiające na wieczny spoczynek proboszcza śp. ks. kan. Łucjana Szeligę. Kapłan zmarł nagle w wieku 59 lat. Został pochowany w rodzinnym Radzionkowie w poniedziałek, 26 kwietnia. Dzień wcześniej uroczystości pogrzebowe odbyły się w parafii, gdzie ks. Lucek pracował od 1998 r. Strażacy eskortowali trumnę z ciałem proboszcza do kościoła. Tutejsi licznie przybyli, aby pożegnać się z księdzem. Parafianie nie kryli łez. Ksiądz Łucjan był ich przewodnikiem duchowym. To on od wielu lat udzielał chrztów, komunii czy ślubów. Ale parafianie kochali go przede wszystkim za styl bycia i skracanie dystansu. Niemal wszyscy, którzy znali kapłana, wspominają jego poczucie humoru. Jak podają, chyba jedyną jego wadą było palenie. Zmarły był znany z tego, że kopcił jak smok.
- O księdzu mógłbym dużo dobrego opowiedzieć – wspomina Tadeusz Ignasiak, sołtys Mierzyc.
- Z każdej trudnej sytuacji potrafił wybrnąć. Trochę zażartował, trochę dopowiedział coś serio, ale zawsze znalazł wyjście. Następcy proboszcza będzie trudno mu dorównać. Ksiądz Łucjan był świetnym organizatorem, czy festynów na potrzeby parafii, czy pielgrzymek, które się odbywały rok w rok. Była bardzo ludzki i nieoderwany od rzeczywistości. Przy każdej okoliczności - chrzcie, komunii, ślubie - mogliśmy liczyć na jego życzliwość. Kiedy do nas przyszedł i w trakcie pobytu potrafił nas zaskoczyć. Teraz też nas zaskoczył, niestety tym razem okoliczności są bardzo smutne – zaznacza.
Na zdolności organizacyjne śp. ks. Szeligi wskazuje też Agata Stępińska, prezes Koła Gospodyń Wiejskich z Mierzyc.
- Moje pierwsze istotne wspomnienie związane z księdzem dotyczy komunii mojego syna – opowiada.
- Tak zorganizowanej uroczystości wtedy dawno nie widzieliśmy. Ksiądz dbał o wystrój kościoła na każde święta. Zawsze była piękna szopka na Boże Narodzenie i grób pański na Wielkanoc. Kościół musiał być ładnie ubrany. W ubiegłym roku, kiedy organizowaliśmy dożynki, symboliczne z powodu pandemii, podpowiadał nam, jak to wszystko urządzić skromnie, ale ładnie. Proboszcz organizował wycieczki i kolonie dla dzieci. Na całą okolicę były też słynne parafialne festyny. To była osoba, której nie opuszczał humor. Zawsze był serdeczny i przyjazny. Wtedy, kiedy mógł, to pomagał – relacjonuje, podkreślając, że ksiądz udzielił gościny nowopowstałemu KGW.
- Nie miałyśmy się gdzie spotykać i proboszcz udostępnił nam salkę katechetyczną i pomagał się urządzić. Przez siedem lat korzystałyśmy z niej nieodpłatnie, w międzyczasie ją pomalowałyśmy. Pamiętam ostatnie wspólne kolędowanie w ubiegłym roku. Po mszy ksiądz zaprosił nas na plebanię. Było ciasto i kawa. W tym roku przez obostrzenia już takiego spotkania nie mogliśmy zorganizować – mówi ze smutkiem.
Stępińskiej zapadło w pamięć wiele kazań zmarłego proboszcza, który miał zwyczaj mówienia od serca. Nigdy nie czytał z kartki.
- Zawsze był otwarty na kontakty z dziećmi, nie bały się go, często z nimi żartował - przypomina sobie Stępińska.
Wójt Wierzchlasu, Leszek Gierczyk, miał w ostatnim czasie wielokrotnie okazje rozmawiać z proboszczem z Mierzyc. Kapłan miał plany na remont kościoła. Podobnie jak w poprzednich latach, czynił przygotowania do pielgrzymki.
- Pożegnania zawsze są trudne, zwłaszcza jeśli odchodzi ktoś bliski naszemu sercu – zaznaczał Gierczyk podczas przemowy na uroczystościach pogrzebowych.
- Miałem zaszczyt znać księdza Łucjana prawie 20 lat. Dał się poznać, jako osoba otwarta na drugiego człowieka. Był niesłychanie pogodny, mający wielki dystans do samego siebie. To był człowiek wielkiej wiary. Prawdziwy kapłan z powołania, autentyczny w tym, co robił. Dostrzegali to inni ludzie, dlatego tak bardzo do niego lgnęli, zwłaszcza młodzi, dostrzegający jego autentyczność. Umiał współpracować z ludźmi, to dzięki tym przymiotom parafia rozkwitała w ciągu tych lat, kiedy on tu przebywał, a parafianie coraz bardziej angażowali się w pracę tutaj - podkreślał wójt, zaznaczając, że proboszcz umiał współpracować z samorządem oraz znajdował wspólny język zarówno z kołami gospodyń, jak i strażakami.
Na podobne cechy charakteru księdza zwrócił uwagę bp Andrzej Przybylski, który w niedzielę odprawił mszę żałobną w Mierzycach.
- Poczucie humoru, olbrzymia radość, taka prostota, normalność, jakiś niesamowity dystans do siebie. To w życiu księdza Łucjana były chyba oznaki tego, że on życie daje panu Bogu i ludziom. Nie dlatego, że musi, nie dlatego, że to jest jego robota i nic innego robić nie umie, ale dlatego, że chce – akcentował biskup.
- Bo jak ktoś czegoś chce, to jest radosnym człowiekiem, to jest człowiekiem spełnionym, to nie jest smutnym człowiekiem. (…) On nie był proboszczem ponad, on nie był księdzem gdzieś obok, ale był księdzem bardzo blisko was, (…) potrafił stanąć gdzieś na ulicach Mierzyc, pośmiać się i pożartować, pogadać, opowiedzieć jakiś śląski dowcip. Potrafił do każdego zagwarzyć, zaczepić, bo chciał być blisko.
Proboszcz „Lucek”, jak o nim mówili parafianie, swoją charyzmą przyciągał przed ołtarz młodych, stając się dla nich wzorem.
- Nie sposób wymienić wszystkich twoich kapłańskich cech, wymienię kilka najważniejszych. Przede wszystkim myślę tutaj o twojej radości i pogodzie ducha, którymi zarażałeś nas wszystkich, służbę ołtarza, ministrantów – żegnał proboszcza Rafał Graczyk.
- Dzięki temu panowała wspaniała atmosfera zawsze w zakrystii. Chciało się przychodzić, chciało się służyć, pokazałeś nam dzięki tej postawie pana Jezusa. Byłeś przede wszystkim serdecznym, dobrym człowiekiem – wspominał Graczyk, podkreślając, że ksiądz serdecznie witał nawet tych ministrantów, którzy wpadali do zakrystii w ostatniej chwili przed wyjściem na mszę.
Krystyna Miśkiewicz, lekarz z Mierzyc wskazuje na przymioty, które sprawiały, że ks. Łucjan tak dobrze spełniał się w swojej roli.
- Był kapłanem wielkiej wiary i charyzmy, był erudytą i estetą – zaznaczała.
- Zbliżał laikat do Boga, był wiernym świadkiem Chrystusa. Umiał w cierpieniu nie tylko pocieszać, ale umiał też milczeć, co jest bardzo trudną rzeczą. Tracimy duchowego pasterza, ale też przyjaciela - akcentowała.
W imieniu całej społeczności wiejskiej zmarłego proboszcza łamiącym się głosem żegnała Małgorzata Grajoszek, dyrektor miejscowej szkoły.
- Byłeś naszym dobrym pasterzem, największym skarbem, jaki może dostać parafia. (…) Zgromadziliśmy się tutaj z potrzeby serca, żeby ci podziękować, żeby wyrazić naszą wdzięczność za całe dobro twojego kapłańskiego posługiwania, ale jak wyrazić to co czują nasze serca? Jak wyrazić wdzięczność, kiedy nasze serca pękły na pół a nasza parafia w żałobie? (…) – pytała retorycznie.
- Dziękujemy, że byłeś z nami wszystkimi, nigdy nie odtrącałeś, zawsze miałeś czas. Twoja serdeczność, życzliwość, uśmiech, udzielają się nam wszystkim. (…) Miałeś serce dla każdego. (…)Wierzymy że mamy w niebie wielkiego orędownika.
Magdalena Lizurej
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze