Kiedyś targi były głównym miejscem handlu w miastach. Dziś ich rolę przejmują wszechobecne galerie i markety. Ale ta forma handlu ciągle trwa i ma swoich stałych klientów. Wielu powie: „Na szczęście”.
Parafrazując Jana Brzechwę, można by powiedzieć, że przy straganie w dzień targowy, takie słyszy się rozmowy …
- Czy to są tylko kurki, czy kogutki też? – pyta klientka.
- A i kurki, i kogutki – odpowiada Jan Majda z Ostrówka, który sprzedaje tu ptactwo domowe.
- A umie pan odróżnić te kogutki? - dopytuje kobieta.
- O, w tym wieku, to już się je odróżni. O widzi pani, to jest kureczka i to też.
- Ale mnie chodzi o kogutki.
- To jest kogutek - ten czarny i ten siwy też kogutek.
- Na pewno?
- No tak. Ja patrzę po czapkach. Jak jest taka wysoka i wąska, to kogutek. A kura ma tą czapeczkę rozłożystą.
- Aha?!
Klientka kupiła siwego kogutka.
Targi przy ul. Zielonej odbywają się we wtorki i w piątki oraz poniedziałki.
- Ale w poniedziałki są tylko ze zwierzętami – wyjaśnia Jan Majda.
- A we wtorki i w piątki jest targ ogólny. Wtedy można kupić wszystko. Przyjeżdżam tu i handluję. Zawsze coś się sprzeda, ale roboty przy tym jest co niemiara. Żeby przyjechać na targ, wstaję codziennie o trzeciej rano, bo trzeba ptactwo nakarmić, dać mu wody.
W pobliżu Jerzy Tomczak z Wielunia sprzedaje stary chleb. Są to zwroty pieczywa, które nie poszły w sklepach.
- Ludzie kupują ten chleb dla kurek, piesków, królików, dla ryb – wymienia pan Jerzy.
- Bo to wszystko trzeba żywić.
A czy dla siebie ludzie też u pana kupują chleb – pyta dziennikarka „Kulis …”
- Dlaczego by nie?! Teraz w sklepie bochenek kosztuje już 10 złotych. A tutaj duży worek chleba 15 złotych. Dawniej babcia napiekła pięć bochenków i to się jadło przez dwa tygodnie.
- Tyle pieczywa się marnuje, więc dlaczego jest takie drogie – włącza się do rozmowy stojący obok mężczyzna.
- Puścić je po dwa złote i pójdzie wszystko, a tak będzie wyrzucone.
Jak jest udany targ, Jerzy Tomczak sprzedaje nawet 30 worków chleba. Można u niego kupić też stare bułki, a także pączki w cenie 6 zł za woreczek.
Przy targu jest parkin. Obsługuje go pan Piotr.
- Teraz targi są już mniejsze, niż kiedyś – opowiada.
- Niszczą je galerie i markety. Kiedyś były tu zajęte wszystkie stoiska, a teraz wiele jest pustych. Ludzie wolą iść do galerii, bo pod dachem, jest ciepło, są różne promocje. Za jakieś pięć lat to już mało kto przyjdzie.
Janina Nowak przyjechała tu z Kamionki.
- Lubię na targ przychodzić – mówi.
- Obcuje się tu z wieloma ludźmi. Są oni jacyś bliżsi. Szukam tu zawsze czegoś fajnego. Dzisiaj kupiłam taką szklaną miseczkę na nóżkach i dwie mniejsze. Ale zbieram jeszcze lichtarzyki i poluję też na klamki. No niestety, dzisiaj takich nie spotkałam.
Po targu lubi również pobuszować Urszula Lipieta ze Skomlina.
- Kupiłam za złotówkę minikoszyczek – pokazuje.
- Jest praktyczny. Można tu schować jakiś pierścionek, zegarek, czy inną biżuterię. Nie planowałam tego zakupu, ale miałam wolną chwilę, więc pomyślałam, że pójdę na targ i pooglądam sobie. Koszyczek spodobał mi się, wręcz mnie ujął. Mała rzecz, a cieszy. Za złotówkę można zaszaleć.
Bardziej praktycznie do kupowania na straganach podchodzi Elżbieta Idasiak z Wielunia.
- Nie przychodzę na targ zbyt często, bo pracuję, ale jak tylko mam możliwość, to jak najbardziej – uśmiecha się.
- Kupuję tu warzywa i owoce. Sama pochodzę ze wsi, więc jak najbardziej szanuję rolników i ich wspieram. Uważam, że można tu kupić naprawdę bardzo fajne rzeczy.
Z opinia tą pokrywają się spostrzeżenia Zygmunta Olejnika również z Wielunia.
- Przychodzę tu głównie po owoce i warzywa, bo na targu towar jest świeży – przyznaje.
- W sklepie jest on jakiś taki zwinięty, stary. Cenowo też tu taniej.
Na targu można kupić jeszcze wiele innych rzeczy – ubrania, buty, bieliznę, rowery, czy sadzonki drzew oraz krzewów. Tymi ostatnimi handluje kobieta z Lututowa.
- Przyjeżdżam tu raz w tygodniu – mówi.
- Zainteresowanie sadzonkami jest średnie, ale zawsze coś sprzedam.
Ela Wodecka
[email protected]
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze