Reklama

Na szkolnym podwórku

Mamy upiekły 40 blach cista, dzieci wraz z opiekunami przygotowały występy artystyczne, strażacy zajechali na szkolne podwórko wozem bojowym, a panie z Koła Gospodyń Wiejskich ugotowały pyszny bigos. Na uczestników zabawy czekały też dmuchańce i „wypasione” samochody. A wszystko to, na Festynie Rodzinnym w Chorzewie.

W niedzielę, 12 czerwca, dziedziniec Szkoły Podstawowej w Chorzewie wypełnił się ludźmi. To za sprawą festynu, zorganizowanego przez radę rodziców, dyrekcję i grono pedagogiczne podstawówki. Honorowym gościem imprezy był wójt gminy Mariusz Mielczarek, który wraz z dyrektorem szkoły w Chorzewie Robertem Majchrzakiem, bacznie obserwował każdy z występów.
- Rada rodziców wyszła z propozycją, żeby przygotować festyn - opowiada Dominika Brożyna, nauczycielka ze Szkoły Podstawowej w Chorzewie.
- Długo się nie zastanawialiśmy, bo to już drugi taki festyn w naszej szkole. Jeszcze przed pandemią odbyła się pierwsza taka impreza – wspomina.
Dużym zainteresowaniem cieszyła się tzw. fantówka. Kolejka po losy była długa, a mimo to nikt nie rezygnował z oczekiwania. Przecież dochód z imprezy zostanie przeznaczony na potrzeby szkoły, więc nie ma co żałować grosza.
Na małej scenie, urządzonej w najbardziej zacienionym miejscu (na szczęście), popisy swoich umiejętności dała młodzież szkolna. Były tańce, występy muzyczne i wokalne, a nawet autorskie przedstawienie, w którym zagrali uczniowie podstawówki.
Oczywiście, każdy z występów był na swój sposób najlepszy, dlatego publiczność nie szczędziła, młodym artystom, oklasków.
- Dzieci zaprezentowały przede wszystkim te umiejętności, które szlifują na zajęciach dodatkowych – zauważa Dominika Brożyna i dodaje, że przygotowywała do występów kółko gitarowe oraz dzieci do popisów tanecznych.
Frekwencja na imprezie była bardzo duża, co cieszyło zarówno organizatorów, jak i tych, którzy prezentowali się na scenie. Nie ma nic piękniejszego dla artysty jak pełna widownia.
- Mieszkańcy już dawno zapowiadali, że tłumnie przybędą. No i jak widać dotrzymali słowa – śmieje się Katarzyna Ziółkowska, pracująca jako nauczyciel w Szkole Podstawowej w Chorzewie.
A kiedy już było po ostatnim z występów, szansę na popisy dostali także rodzice, którzy wraz ze swoimi pociechami mogli wziąć udział w konkurencjach przygotowanych specjalnie na tę okazję. Odbył się także mecz piłki siatkowej.
- Dla najlepszych są przygotowane piękne medale – akcentuje Ziółkowska.
- Gramy w siatkówkę w drużynach mieszanych – zaznacza Stanisław Zając, dyrektor Szkoły Podstawowej w Kiełczygłowie, który zaangażował się w pomoc przy organizacji imprezy.
- Jest też mecz piłki nożnej klas siódmej z ósmą – dodaje.
Na szkolnym podwórku, w dniu imprezy, pojawiły się wyjątkowe samochody. Długa limuzyna robiła wrażenie. Szczególnie szczęśliwi wydawali się ci, którzy mogli się taką bryką przejechać. Był też mercedes, a nawet Fiat 125. Tym ostatnim przyjechał do Chorzewa Leszek Drewiak. A daleko nie miał, bo na co dzień mieszka w Tuchaniu, kilka kilometrów od miejsca imprezy.
- Ten wóz został wyprodukowany w 1986 roku. Jest to Fiat 125, benzyniak – opowiada Leszek Drewniak i dodaje, że kupił ten wyjątkowy wóz od klientki, która oddała mu go za symboliczne pieniądze.
- Obiecałem jej, że ten samochód zostanie u mnie. Odpukać w niemalowane, na razie wszystko chodzi jak złoto – śmieje się właściciel starego, poczciwego Fiata 125.
Mamy uczniów upiekły 40 blach ciasta, a w trakcie festynu handlowały wypiekami. Nie zabrakło też kawy, herbaty i innych napojów.
- Ciasta idą jak woda. Widzi pan jak znikają, pakujemy co chwilę – komentuje, wyraźnie zadowolona, Sylwia Wolnowska z Chorzewa.
Bardziej głodni uczestnicy zabawy, mogli zjeść kiełbaskę z grilla, albo bigosik, przygotowany przez panie z Koła Gospodyń Wiejskich w Chorzewie.
- Przepisu na nasz bigosik zdradzić nie możemy – podkreśla Jadwiga Tasarz z Koła Gospodyń Wiejskich w Chorzewie.
- To nasza słodka tajemnica, co tam wrzuciłyśmy – wtrąca Agata Stefańska, przedstawicielka tej samej organizacji.
Prócz bigosu, panie z KGW w Chorzewie, częstowały także chlebem ze smalcem i kiszonymi ogórkami. A na stoisku nie mogło zabraknąć Beaty Zając, prezeski koła.
Swój udział w wydarzeniu odnotowała także miejscowa jednostka OSP.
- Od kilku lat przyjeżdżamy na „Dzień Rodziny” do szkoły, żeby dzieci mogły zobaczyć jak wygląda wóz strażacki – mówi Dominika Trzcina, prezes Ochotniczej Straży Pożarnej w Chorzewie.
- Nasi druhowie opowiadają dzieciom jak wygląda praca w naszej jednostce. Dzieci mogą zobaczyć sobie nasz sprzęt z bliska, a jak ktoś bardzo chce, to może nawet przymierzyć strój strażacki – dopowiada prezeska.

Sławomir Rajch
[email protected]

Reklama

 

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kulisy.net




Reklama
Najnowsze wiadomości