Reklama

Obiecuję – jak to łatwo powiedzieć

O czerwonych liniach wibracyjno – akustycznych umieszczonych na asfalcie i związanych z nimi uciążliwościach dla mieszkańców ulic Młodzieżowej i POW w Wieluniu, pisaliśmy na naszych łamach dwukrotnie. Ludzie domagali się ich usunięcia. W tej sprawie rozmawiali z burmistrzem miasta w obecności redaktora „Kulis Powiatu”. Paweł Okrasa zapewniał wtedy, że jeszcze w czerwcu linie znikną. Tymczasem jest lipiec, a one nadal są.

Te linie pojawiły się na ulicach Wielunia w końcu kwietnia. Mają informować kierowców o zbliżaniu się do przejścia dla pieszych i skłonić ich do zmniejszenia prędkości. W efekcie miały zwiększyć bezpieczeństwo pieszych. Ale okazało się, że samochody wcale nie zwalniają, a w trakcie przejeżdżania przez nie słychać jedynie charakterystyczny terkot, który zatruwa życie mieszkającym w pobliżu ludziom.
Mieszkańcy interweniowali w tej sprawie u Pawła Okrasy. W poniedziałek 30 maja, w czasie spotkania z nimi, burmistrz zgodził się z ich pretensjami.

- Byłem u Strzały po chleb – mówił wtedy włodarz.
- Z ciekawości podjechałem w pobliże tego przejścia i stałem tam przez około piętnaście minut. I okazało się, że ten hałas jest nie do wytrzymania. Jest bardzo uciążliwy i naprawdę nie da się tam żyć. A samochody i tak nie zwalniają.

Reklama

Jednocześnie zapewnił interweniujące kobiety, że w czerwcu pasy na ich ulicach zostaną usunięte.
Jednak tu pojawił się pewien problem. Linie wykonane zostały w ramach przebudowy przejść mającej poprawić bezpieczeństwo pieszych. Gmina otrzymała na nie dotacje od wojewody z Rządowego Funduszu Rozwoju Dróg. Usunięcie pasów mogłoby grozić utratą tego dofinansowania.

- Podjąłem już decyzję, że nawet, jeśli wojewoda stwierdzi, że musimy zwrócić pieniądze, to i tak te pasy usuniemy – obiecał burmistrz Okrasa w trakcie wspomnianego spotkania.
- To nie jest jakaś wielka kwota. Natomiast nie chcę wam przysparzać problemów psycho – fizycznych i gwarantuję, że w czerwcu na pewno one znikną.

Reklama

Ale czerwiec minął, a pasy dalej na drogach są. Interweniujące kobiety postanowiły wspólnie pójść w poniedziałek, 4 lipca, do ratusza i przypomnieć panu burmistrzowi o tym, o czym chyba zapomniał. Ale do tego spotkania nie doszło, bo okazało się, że właśnie w poniedziałek robotnicy rozpoczęli jakieś prace na czerwonych liniach. Były pewne, że zaczęło się ich usuwanie.

- Ale, gdy zobaczyłam, jak to robią, pomyślałam, że to są chyba jakieś żarty – mówi jedna z pań mieszkająca przy ul. Młodzieżowej.
- Zrywali tylko po wierzchu. Pytałam tych panów, dlaczego nie zrywają do końca. Odpowiedzieli mi, że naczelnik polecił im, że ma to być tylko liźnięte z wierzchu. Ale to nic nie dało, bo dalej słychać ten terkot. Różnica jest minimalna. Panowi mówili, że to powinno być rozgrzewane palnikiem, a później usuwane szpachlą. Zdenerwowałam się i poszłam sama do burmistrza. Zaprosiłam go, żeby tu przyjechał i zobaczył, jak to jest zrobione. Powiedziałam, że wydaje się nasze pieniądze, a nikt tego nie kontroluje. W poniedziałek u burmistrza była w tej sprawie też inna kobieta z ulicy POW. Jej pan Okrasa powiedział, że jeżeli teraz nie da to dobrego efektu, to zerwą je inaczej i żeby mu dać czas do piątku. Poczekamy do tego piątku. Jeśli nic się nie zmieni, to w poniedziałek pójdziemy znów do burmistrza.
A jak tłumaczy poniedziałkowe prace wieluński ratusz?

Reklama

- W celu zmniejszenia uciążliwości, zdecydowano się dokonać korekt grubości malowania pasów wibracyjnych na ulicy Młodzieżowej i POW – wyjaśnia Maciej Preś, naczelnik Wydziału Inwestycji i Rozwoju Urzędu Miejskiego w Wieluniu.  
 
Ela Wodecka
[email protected]

 

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kulisy.net




Reklama
Najnowsze wiadomości