8 czerwca w Komendzie Wojewódzkiej Państwowej Straży Pożarnej w Łodzi druhowie odebrali promesy na zakup nowych samochodów bojowych. Kilka z nich trafi do jednostek z terenu naszych powiatów. Dofinansowanie zdobyły Dubidze (gm. Nowa Brzeźnica), Skrzynno (gm. Ostrówek), Szczyty (gm. Działoszyn), Stolec (gm. Złoczew) oraz Pieczyska (gm. Wieruszów). Dotacja państwowa to w praktyce jedyna możliwość zdobycia nowego wozu do remizy. Zakup auta sfinansowanego w 100 proc. z budżetu gminy, zazwyczaj przekracza możliwości samorządowej kasy.
Koszt średniego wozu to w wersji podstawowej ok. 760 tys. zł. Dofinansowanie nie pokrywa całości. Środki, pochodzące z Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska (60,7 mln zł do podziału na cały kraj), dotacji Krajowego Systemu Ratowniczo-Gaśniczego (44,9 mln zł), dotacji Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji (19,6 mln zł) oraz środków pochodzących z odpisów firm ubezpieczeniowych (14,5 mlnzł) muszą zostać uzupełnione przez samorządy oraz wkłady własne jednostek. W tym roku dopłata trafi do 314 jednostek OSP w całym kraju, w tym do 22 na terenie województwa łódzkiego. Na listę dofinansowań dostać się nie jest prosto. Kolejka chętnych jest długa.
- Walka o ten samochód trwa od kilka lat – podkreśla Tomasz Krystaszek, prezes OSP Dubidze.
-Tym razem szczęśliwie znaleźliśmy się na tej ogólnopolskie liście dofinansowań. Dzięki temu możemy pozyskać średni samochód bojowy. Za wszystkie zabiegi i starania możemy podziękować przedstawicielom lokalnych władz, bo oni włożyli największy wysiłek, aby ten samochód zdobyć.
Jak zaznacza Krystaszek, auto, które trafi do jednostki najprawdopodobniej pod koniec roku, będzie jedynym nowym wozem w gminie.
- W 1987 r nasi ojcowie i dziadkowie witali Jelcza 325 z podwoziem fabrycznym, białym, gołą ramą. Był karosowany w dawnych Osinach – mówi prezes OSP Dubidze.
Strażacy na swojego „staruszka” specjalnie nie narzekają. Śmieją się, że auto ma co prawda toporną konstrukcję, ale jest niezawodne, wszędzie dojedzie, a stanąć może wtedy, kiedy się coś urwie. Wóz jest wyposażony w motopompę. Strażacy z odpowiednimi uprawnieniami sami dokonują bieżące napraw pojazdu oraz prac konserwatorskich.
Obok Jelcza w garażu parkuje sześcioosobowy ponton z 2015 roku, do którego w późniejszym czasie dokupili silnik hondy.
W ubiegłym roku strażacy z Dubidz wyjeżdżali z remizy ok 30 razy, dwukrotnie do wypadków, kilkanaście razy zabezpieczali tzw. miejscowe zagrożenia. Podobnie jak w innych jednostkach w większości przypadków wyjeżdżają w innym celu, niż do gaszenia ognia. Niespełna dwa tygodnie temu zostali zadysponowani, aby pomóc uwięzionym psiakom. Na jednej z posesji dwa błąkające się czworonogi wpadły do betonowego silosu. Udało się je uratować.
Jednostka w Dubidzach w przyszłym roku będzie obchodzić 100-lecie istnienia. Dawną remizę strażacy wraz z mieszkańcami przebudowali. Została konsekrowana na kaplicę. Patronuje jej nie kto inny, jak św. Florian. W tej chwili jednostka liczy sobie 48 członków, z czego 18 ma odpowiednie przeszkolenie. Jest czterech kierowców, ale jeszcze w tym roku kolejne osoby skompletują dokumenty i wyrobią tzw. wkładki.
- Na to wyszkolenie kierowców kładziemy nacisk szczególny - zaznacza Krystaszek.
- Do alarmu zawsze ktoś przyjeżdżał, a nie zawsze był kierowca, wtedy wyjazd był niemożliwy, trzeba było zgłaszać brak gotowości bojowej. Wśród członków mamy zarówno osoby pracujące na etacie, rolników, prowadzących własną działalność czy emerytów i staraliśmy się, aby kierowcy byli w każdej z tych grup. Ostatnio nie było takiej sytuacji, aby odwołać wyjazd, mamy 100 proc. wyjazdowości.
Przy jednostce działa orkiestra, obecnie współpracująca z Wiewcem. W ubiegłym roku została powołana drużyna młodzieżowa, którą zajmuje się druh Marcin Sterczewski, który studiuje w Szkole Głównej Służby Pożarniczej. Jak podaje prezes, na terenie Dubidz nie ma problemu z rekrutacją nowych strażaków. Tę trzeba jednak prowadzić niemal cały czas, ponieważ regularnie następuje wymiana pokoleń, a druhowie muszą być wyszkoleni. Większość strażaków do OSP przychodzi za członkami rodziny.
- Od 13 roku życia gram w orkiestrze, wcześniej grał mój ojciec – opowiada druh Kamil Kęsoń.
- Potem zacząłem się interesować strażą. I tak już jestem tutaj 22 lata.
- Mnie wciągnął brat - mówi druh Damian Garbiec.
- Ze mną było podobnie, bo najpierw członkiem był mój dziadek – podaje Przemysław Bykowski.
- Trafiłem do orkiestry, kiedy miałem 13 lat, nabór przeprowadzał obecny naczelnik wraz z poprzednim kapelmistrzem, a muzyka zawsze mnie interesowała. Obecnie mam uprawnienia kierowcy.
Tradycje strażackie żywe są również w rodzinie druha Krystaszka. Jego pradziadek, Piotr Wodzik, wraz z dziedzicem Siemińskim zakładali tutejszą jednostkę, a potem dziadek ze strony ojca był jej wieloletnim prezesem. Sam wraz z braćmi zaczynał od bojówki i brał udział we wszystkich zawodach. Z kolei do orkiestry został zwerbowany przez poprzedniego kapelmistrza.
Dumą strażaków z Dubidz jest ich remiza. Własnoręcznie wykonują tu wszystkie roboty, począwszy od wylewek i instalacji, a skończywszy na klejeniu płytek. Obecnie remontują kuchnię.
Strażacy już powoli zastanawiają się, w jaki sposób przywitają nowy wóz. Póki co gmina nie ogłosiła jeszcze przetargu. Druhowie pomagają przygotować specyfikację techniczną.
- Wszystko musi się odbyć zgonie z literą prawa – podkreśla Krystaszek.
- Było zorganizowane zebranie zarządu wraz z kierowcami oraz strażakami ochotnikami, którzy mają swoje samochody ciężarowe, więc mają doświadczenie. Wtedy zdecydowaliśmy, jakie to auto powinno być, nie chodzi o markę bo nad tym nie możemy debatować, to rozstrzygnie przetarg, ale ogólny zamysł. Zdecydowaliśmy, że będzie to wóz terenowo-szosowy.
Magdalena Lizurej
[email protected]
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze