Reklama

Orkiestra na sto dwa

Dziś w naszym cyklu „Jest w orkiestrach dętych jakaś siła …” przedstawiamy orkiestrę strażacką z Wiewca. To jedna z najstarszych w naszych powiatach, a liczy sobie już 102 lata. Powstała wtedy, gdy Polska, po latach zaborów, odzyskiwała swój niepodległy byt.

A zaczęło się, jak to zwykle bywało, że najpierw w miejscowości powstawała straż pożarna, a później przy niej tworzono orkiestrę. W Wiewcu było podobnie. Jednostka straży powstała w 1918 r., a w następnym roku, w myśl zasady: „Straż bez orkiestry, to jak mundur bez guzików”, utworzono orkiestrę dętą. Inicjatorem jej powołania był ówczesny naczelnik straży Antoni Gogolewski, a kapelmistrzem został Julian Rossa, były żołnierz zawodowy. 
- W wojsku prowadził on orkiestrę - mówi Andrzej Duchowski, regionalista, strażak, pasjonat historii Wiewca.
- Do naszej parafii przybył w 1919 roku i zamieszkał w Krzywanicach. Podjął się tu kierowania orkiestrą i nauki gry na instrumentach, chętnych, młodych strażaków.
Nie była chyba ona pierwszą w dziejach tej miejscowości. Na starej fotografii z 1907 r. przedstawiającej kompanię pielgrzymów z parafii Wiewiec na Jasnej Górze, widać również orkiestrę, najprawdopodobniej parafialną. Być może muzycy uwiecznieni na zdjęciu, weszli później w skład orkiestry strażackiej. 
Największym problemem w pierwszych miesiącach jej istnienia był brak wystarczającej ilości instrumentów. Zarząd straży podjął decyzję o ich zakupie. Aby uzyskać na to fundusze, ogłosił dobrowolną składkę wśród mieszkańców Wiewca i najbliższej okolicy. Za zebrane pieniądze kapelmistrz Rossa i dh Franciszek Pyka kupili w firmie „Malko” w Częstochowie 13 instrumentów. Grali później na nich: Stanisław Kubicki, Stanisław Chodak, Szczepan Terka, Filip Mielczarek, Julian Trajdos, Jan Kubicki, Mikołaj Bednarski, Wojciech Bednarski, Wojciech Mielczarek, Marcin Klimczyk, Jan Kowalczyk, Ignacy Kowalczyk, Bolesław Wojtala. Są to pierwsi znani nam muzycy orkiestry strażackiej z Wiewca. 
Zakup instrumentów nie rozwiązał wszystkich jej problemów, dlatego strażacy organizowali również majówki, loterie fantowe, czy zbiórki po okolicznych wsiach i uzyskiwali środki na remont starszych instrumentów oraz zakup sprzętu pożarniczego, czy innych potrzebnych rzeczy. Swoje problemy finansowe druhowie rozwiązywali też na inne, przemyślne sposoby. 
- Był tu zwyczaj grania w Nowy Rok dla ludzi na stanowiskach i bogatszych gospodarzy – opowiada Andrzej Duchowski.
- Kilku muzyków szło pod dom takiej osoby, zagrało jej parę utworów, a ta czuła się w obowiązku wynagrodzenia im tego. Pieniądze te szły na potrzeby straży. Była też nieformalna umowa zawarta z członkami orkiestry, którzy grali na różnych weselach, zabawach, czy innych imprezach, że część zarobionych tam pieniędzy będą wpłacać  do kasy straży.
Działania te przynosiły efekty. Na I Dzielnicowym Zjeździe Strażackim połączonym z zawodami, który odbył się w lipcu 1923 r. w Pajęcznie, drużyna z Wiewca, wraz ze swoją orkiestrą, zajęła 1. miejsce. 
W 1936 r. kapelmistrzem został Jan Mielczarek z Pomiar. Orkiestra liczyła wtedy 22 muzyków i brała aktywny udział w życiu miejscowości i parafii. Grała na licznych lokalnych uroczystościach. Rok później, wraz z pozostałymi strażakami, włączyła się w budowę nowej siedziby szkoły. Inicjatorem tego przedsięwzięcia był Michał Budziński, kierownik szkoły.  
Wybuch drugiej wojny światowej w 1939 r. i niemiecka okupacja na kilka lat uniemożliwiła działalność orkiestry. Wiewiec włączony został do Rzeszy, a jego ludność w większości wysiedlona do Generalnej Guberni. Na jej miejsce sprowadzeni zostali Niemcy z Wołynia. Granica między Rzeszą a Generalną Gubernią przebiegała w pobliżu Wiewca, oddzielała go od niedalekiej Woli Wiewieckiej. W nowym budynku szkoły swoją siedzibę miała niemiecka żandarmeria.
- Niemcy niszczyli tu wszelkie znaki polskości – wyjaśnia nasz regionalista.
- Zakazywali działania orkiestr. Instrumenty dęte rekwirowali na potrzeby przemysłu zbrojeniowego, ponieważ wykonane były z metali kolorowych. Muzykom z Wiewca udało się jednak większość z nich ukryć przed okupantem. Cudem udało się też ocalić sztandar straży, a następnie przemycić go przez granicę do Woli Wiewieckiej do Mariusza Cierpisza, gdzie przechowywany był do końca wojny. Wielu mieszkańców, w tym również strażaków, okupant wywiózł na roboty do Niemiec i do obozów zagłady. Między innymi w obozie w Radogoszczy zginął członek orkiestry Marian Chodak. Przebywał tam również inny nasz muzyk Franciszek Kubicki, któremu udało się cudem stamtąd wydostać.
Siedemnastego stycznia 1945 r. Wiewiec został wyzwolony i zakończyła się okupacyjna noc. Powoli zaczęła się odbudowywać straż pożarna i odradzać orkiestra. Prowadził ją w dalszym ciągu Jan Mielczarek, a pomagał mu w tym Stanisław Nowakowski, który z czasem został jej kapelmistrzem. Problemem znów stał się brak instrumentów. Wojnę przetrwało tylko dwanaście. Muzykanci, jak niegdyś, grając na różnych imprezach, zaczęli zarabiać na ich zakup oraz zakup sprzętu strażackiego. W odbudowę życia wsi, a szczególnie straży pożarnej i orkiestry, włączył się również bardzo aktywnie ówczesny proboszcz Edward Sowula. 
- Orkiestra i strażacy uczestniczyli wtedy zarówno w uroczystościach państwowych, jak i kościelnych – tłumaczy Duchowski.
- Lecz nowy system polityczny w naszym kraju zaczął dawać się odczuć. Dlatego w święta państwowe i ludowe orkiestra i strażacy występowali w mundurach, natomiast w święta kościelne muzycy grali w ubraniach cywilnych.
W 1956 r., w wyniku reformy administracyjnej, powstała gromada (odpowiednik dzisiejszej gminy) Wiewiec, która istniała przez kilka lat. Kierowała nią Gromadzka Rada Narodowa, której przewodniczącym został kapelmistrz Stanisław Nowakowski. Wpłynęło to niewątpliwie na poprawę wyposażenia orkiestry w instrumenty i umundurowanie. Liczyła ona wtedy około dwudziestu muzyków, dla których kupiono czapki i mundury ze środków Gromadzkiej Rady Narodowej i Powiatowej Rady Narodowej. 
W 1967 r. w Wiewcu ukończono rozbudowę szkoły podstawowej. Do przedwojennego budynku dobudowano nowe skrzydło. W uroczystości oddania go do użytku nie mogło oczywiście zabraknąć strażackiej orkiestry. Kierował nią wtedy nowy kapelmistrz Jan Chodak. Stanisław Nowakowski natomiast zajął się nauką gry nowych muzyków. W tym samym roku, w maju, orkiestra wzięła udział w Powiatowych Eliminacjach Orkiestr Dętych w Pajęcznie. Zajęła tam 1. miejsce, a w nagrodę dostała 21 pulpitów i kornet za 3 200 złotych. Pod koniec września reprezentowała swój powiat w konkursie wojewódzkim odbywającym się w Sieradzu. Uplasowała się tam na 2. miejscu w kategorii orkiestr wiejskich. 
Sen z powiek druhów spędzała strażnica, w której też muzycy mieli swoje próby. Był to stary, przedwojenny budynek kryty papą. Choć murowany, nie spełniał już należycie swojej funkcji. Czyniono starania, aby wybudować nową remizę. 
- Prezesem straży był wtedy Jan Chodak – mówi nasz rozmówca.
- Zaangażował on całą brać strażacką, wraz z orkiestrą i mieszkańcami wsi, do budowy nowego obiektu. W 1975 roku przystąpiono do pierwszych prac. Orkiestra i strażacy zaczęli z niego korzystać już na długo przed oficjalnym zakończeniem budowy.
Jan Chodak zmarł w 1981 r. Kapelmistrzem został ponownie Stanisław Nowakowski. Jest on legendą wiewieckiej orkiestry. Przez kilkadziesiąt lat grał w niej, kierował nią, zabiegał o jej stały rozwój. Nauczył grać olbrzymią większość muzyków, którzy przewinęli się przez nią w jej powojennej historii. Niektórzy z nich w czasie służby wojskowej grali w tamtejszych orkiestrach, co świadczy o ich dobrym wykształceniu muzycznym.  

- Pan Nowakowski miał dar do uczenia – przyznaje Andrzej Duchowski.
- W młodości grał w orkiestrze wojskowej, choć w zasadzie był specjalistą od instrumentów smyczkowych. Muzyką zaraził swojego syna Ryszarda i wnuka Andrzeja, który również grał w takiej orkiestrze. 
- Gdy w 1980 roku wstąpiłem do orkiestry, Nowakowski był już starszym panem – dodaje Andrzej Klimczyk, obecnie jeden z najdłużej grających członków zespołu.
- Zawsze podchodził do wszystkiego ze spokojem, bez nerwów. 
Kapelmistrz Nowakowski zmarł w 1997 r. Po nim wiewieckich muzyków prowadzili kolejno Henryk Kęsoń, Andrzej Klimczyk i Tomasz Gajęcki. 
- Pan Kęsoń pochodził z pobliskich Dubidz – mówi Michał Beśka, obecny kapelmistrz.
- Swego czasu prowadził w okolicy trzy – cztery orkiestry. Swoją wiedzę muzyczną wyniósł głównie z wojska, gdzie też grał w orkiestrze. Gdy był kapelmistrzem naszej, w Wiewcu, liczyła ona 25-30 muzyków. Prowadził on ją do 2001 roku.
Po nim, przez dwa lata, kierował nią Andrzej Klimczyk. On też miał za sobą staż w orkiestrze wojskowej. 
Spory wpływ na wizerunek zespołu wywarł Tomasz Gajęcki. Zasady dyrygentury poznał, gdy grał jeszcze w wojsku. 
- Poziom muzyczny naszej orkiestry wtedy się podniósł – przyznaje Michał Beśka.
- Doszło też trochę nowych ludzi. Graliśmy głównie na różnych uroczystościach w gminie i naszej parafii. Ale uczestniczyliśmy też w różnych przeglądach. Raz występowaliśmy w Łodzi. Po dwóch latach pan Gajęcki odszedł, bo gmina stwierdziła, że nie jest w stanie opłacać dwóch kapelmistrzów – naszego i orkiestry ze Strzelec.
Po rezygnacji Gajęckiego znów funkcję kapelmistrza na dwa lata objął Andrzej Klimczyk.  W pracy zespołem pomagał mu młodziutki Michał Beśka. 
- Do orkiestry wstąpiłem, gdy byłem w klasie piątej – opowiada.
- Prowadził ją wtedy Henryk Kęsoń. Z czasem zaraziłem się grą na instrumentach dętych. Znałem nuty i zacząłem trochę aranżować utwory. Pomagałem Andrzejowi Klimczykowi i uczyłem się od niego. Orkiestrę zacząłem prowadzić, gdy stałem się pełnoletnim. A do dziś pomaga mi w tym właśnie pan Andrzej. 
Od początku swojego istnienia, orkiestra była częścią Ochotniczej Straży Pożarnej w Wiewcu. By mieć pieniądze na zakup sprzętu dla swojej jednostki, druhowie w 1990 r. zaczęli organizować w strażnicy słynne na całą okolicę zabawy disco polo. Przynosiły one spore dochody. Korzystała na tym również orkiestra. Za zarobione pieniądze kupiono kilka nowych instrumentów z czeskiej firmy Amati i saksofony Yamaha. Znaczącym przedsięwzięciem było również odkupienie od likwidowanych orkiestr wojskowych instrumentów używanych, ale będących w dobrym stanie. Tu pomógł były muzyk z Wiewca Włodzimierz Cierpisz. 
Cechą wielu orkiestr dętych jest to, że grają w nich całe rodziny i to już od kilku pokoleń. Podobnie  jest i w Wiewcu. Tu do takich rodzin należą, m. in. Mielczarkowie, Chodakowie, Nowakowscy, Cierpiszowie, Wojtalowie, Klimczykowie Wiatrakowie, czy Kubiccy. 
Orkiestra odbywa próby w strażackiej remizie. Jej obecny repertuar jest bardzo zróżnicowany, a dba o to kapelmistrz Beśka.   
- Gramy utwory od disco polo, poprzez muzykę filmową, rozrywkową, patriotyczną, do muzyki kościelnej – wylicza.
- A więc wszystko, co takie dęte orkiestry amatorskie grają. Dwa lata temu zorganizowaliśmy koncert utworów patriotycznych. Występujemy na oficjalnych uroczystościach, ale też na różnych festynach. Krótko mówiąc, gramy i do tańca, i do różańca.
Orkiestra wypracowała też swoje obyczaje. W dyngus organizuje przemarsz przez Wiewiec i przysiółki, który bardzo podoba się tamtejszym mieszkańcom. Bierze też udział w pielgrzymce parafialnej do Częstochowy i uroczyście wprowadza ją na jasnogórski szczyt. 
Niestety, są też problemy. Największym jest zmniejszająca się ilość grających. Spowodowane to zostało spadkiem zainteresowania młodzieży tą formą spędzania wolnego czasu. Dlatego od kilku lat orkiestra z Wiewca ściśle współpracuje z podobną z Dubidz. Dzięki temu ich składy się wzajemnie uzupełniają, a występy stoją na dużo wyższym poziomie. 

Reklama

- Współpraca z Dubidzami to ewenement na skalę powiatu, a chyba i województwa, że dwie orkiestry z dwóch różnych gmin tak blisko ze sobą współdziałają – cieszy się Michał Beśka.
- Często odbywamy wspólne próby, razem występujemy. W najlepszym okresie daliśmy trzydzieści koncertów w ciągu roku. Współpraca ta daje bardzo dobre efekty. Staliśmy się prawie rodziną.

Sto dwa lata, to piękny wiek. Przez ten czas orkiestra towarzyszyła mieszkańcom tej miejscowości w chwilach wzniosłych i trudnych, radosnych i smutnych. Wrosła na stałe w krajobraz tej wsi i w jej historię.  
- Orkiestra z Wiewca posiada piękne tradycje, a jej muzycy są bardzo zaangażowani w to, aby ona dalej grała – kończy Marek Jednak, wójt gminy Strzelce Wielkie.
- Wspieramy ją w miarę naszych możliwości, stąd też z naszej strony zakup strojów dla niej. Staramy się również uzupełniać zestaw instrumentów, który jest w jej posiadaniu, a nie ukrywam, że jest on w nie najlepszym stanie. Mam wielki szacunek do wszystkich, którzy dbają o to, aby tradycja tej orkiestry nie zatarła się, by wciąż ona funkcjonowała i podnosiła swój poziom.

Reklama

Aktualny skład orkiestry 

Michał Beśka, Andrzej Klimczyk, Nadia Klimczyk, Kinga Pęciak, Adam Mielczarek, Krzysztof Wiatrak, Maciej Klimczyk, Krystian Botór, Mirosław Cierpisz, Marcin Płuciennik, Wiesław Morga, Lech Mielczarek, Radosław Depta, Mariusz Depta, Krzysztof Ściegienka 

Elżbieta Wodecka 
 

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kulisy.net




Reklama
Najnowsze wiadomości