- Pracownia złotnicza, to nie jest sklep jubilerski – podkreśla Danuta Pisarczyk, która od 20 lat z przechodem przy ul. Zielonej 1 w Wieluniu prowadzi „Złoty Punkt”. Miejsce, gdzie nie tylko można oddać błyskotki do naprawy, ale też gdzie powstają oryginalne, niepowtarzalne wzory biżuterii. A wyroby wychodzą spod rąk ludzi z pasją. Zespół przez lata bardzo się zżył. Razem pracują, ale przede wszystkim się przyjaźnią.
Opowieść Danuty Pisarczyk, właścicielki „Złotego Punktu”, o początkach prowadzenia biznesu, to historia fascynacji metalami i kamieniami szlachetnymi dziewczynki, potem młodej kobiety, a obecnie świadomej własnej osobowości, dojrzałej damy. Bo mimo upływu czasu miłość do piękna wcale jej nie minęła.
Już kilkuletnia Danusia, podpatrująca mamę i babcię przy maszynach do szycia wiedziała, że w dorosłym życiu będzie robiła kolczyki ze złota i pierścienie z brylantami. Najpierw jednak bliscy byli obdarowywani biżuterią z plasteliny czy solnego ciasta. Potem przyszła pora na eksperymenty ze spinaczami i folią aluminiową, a w głowie krystalizował się plan: zostanę złotnikiem. Kiedy Danuta skończyła szkołę podstawową, zaczęła się szkolić pod okiem mistrza.
- Pod koniec lat 80-tych znalezienie pracowni i mistrza, tym bardziej dla dziewczyny, który by mógł i chciał przekazać swoją fachową wiedzę, było wyzwaniem, mnie się udało – opowiada właścicielka „Złotego Punktu”.
Do zawodu nie zraziły jej ani uszkodzone palce, ani połamane paznokcie. Już jako 16-latka wykonała swój pierwszy srebrny pierścień, a jako 17-latka złoty, z pełną oprawą kaboszonową zdobiony filigranem. Swoją pierwszą pracownię, w Katowicach, uruchomiła jako 23-latka. Jak przyznaje z perspektywy czasu, dla młodej kobiety prowadzenie tego typu biznesu było zbyt dużym obciążeniem i fizycznym i psychicznym. Zdobyte doświadczenie wykorzystała za to, kiedy otwierała biznes w Wieluniu. Do tego miasta przyjechała nie znając tu nikogo, ale została bardzo serdecznie przyjęta.
- Te relacje, które tutaj udało mi się nawiązać są bardzo głębokie, mogę powiedzieć nawet, że rodzinne, choć bez więzów krwi – podkreśla.
Dotyczy to też współpracowników, na czele z jej prawą ręką, Renatką, która od 17 lat działa w „Złotym Punkcie”.
W „Złotym Punkcie” klienci zawsze mogą liczyć na fachową obsługę. I ci, którzy przychodzą naprawiać drobne, srebrne łańcuszki i ci, którzy oprawiają kosztowne kamienie. A to dlatego, że zarówno dla właścicielki, jak i jej współpracowniczek, praca to jednocześnie hobby. W dodatku uwielbiają wyzwania.
- Każdy klient jest dla mnie ważny, ponieważ to do mojej pracowni przyszedł i nam powierza swoje skarby, które nie muszą mieć nawet wielkiej wartości materialnej, ale mają ogromną wartość sentymentalną – podkreśla Danuta Pisarczyk.
Dlatego z równym zaangażowaniem podchodzi zarówno do pytań „czy da się coś z tym zrobić”, jak i do „czy da się coś takiego zrobić?.
- Moim oczom ukazują się rozmaite awarie biżuterii, wymagające skomplikowanej technicznie naprawy, ale też projekty wymarzonego pierścionka, rysowane na serwetce – zdradza tajniki zleceń właścicielka.
Reklama
Dzięki wieloletniemu doświadczeniu złotniczka jest w stanie ocenić koszt naprawy czy dobrać odpowiedni rodzaj biżuterii, ale też doradzić, biorąc pod uwagę planowany sposób użytkowania i trwałość.
- W „Złotym Punkcie” wykonujemy naprawy ekspresowo, cały czas też doposażamy warsztat, aby wyrób biżuterii miał jak najkrótszy czas realizacji, od momentu przyjęcia zlecenia od klienta – zapewnia właścicielka.
To co najbardziej buduje i popycha Danutę do nowych wyzwań, to zadowolenie klientów oraz coraz większe zainteresowanie wyrobami rzemieślniczymi.
- Jestem dumna, kiedy wracają do nas kolejne pokolenia, dla których tworzymy. To wzruszające chwile, jeśli przychodzi do nas chłopak po pierścionek zaręczynowy, a lata temu dla jego rodziców robiliśmy obrączki – cieszy się właścicielka „Złotego Punktu”.
W zakładzie każdy dzień i tydzień przynosi nowe. Od niedawna na honorowym miejscu stoi gablota, w której prezentowane są autorskie dzieła złotniczki. Dzięki temu wyjątkową biżuterię można nabyć od ręki.
- Widzę trend w społeczeństwie odwracania się od produkcji masowej na rzecz wyrobów tworzonych lokalnie, w małych kolekcjach, z dbałością o każdy detal a przez to niepowtarzalnych – podaje Danuta Pisarczyk.
Reklama- Wyszłam więc temu naprzeciw.
Dla rzemieślniczki wyjątkowym dniem w roku jest 1 grudnia. Wtedy wspomina się św. Eligiusza, patrona złotników i jubilerów.
- Jestem bardzo przywiązana do tradycji – nie kryje Danuta.
- Nas złotników, robiących od podstaw biżuterię, jest coraz mniej, a niektórzy nie praktykują, choć mają fach w rękach. O wiele więcej jest osób, które kosztowności tylko sprzedają.
Właścicielka „Złotego Punktu” przyznaje, że zawód nie jest łatwy.
- Być może w świadomości laików istnieje takie przekonanie, że sobie siedziby i dłubiemy. A prawda jest taka, że potrzebne są predyspozycje manualne, siła, umiejętność skupienia się oraz koncentracji wzroku – opowiada.
Reklama- Tak jak w innych zawodach jesteśmy narażeni na choroby typowo zawodowe. Każdy z nas musi też pamiętać, aby balans zachować między życiem zawodowym, a prywatnym – zaznacza.
„Złoty Punkt” jest czynny od 9:00 do 17:00 w dni powszednie oraz od 9:00 do 13:00 w soboty.
* materiał sponsorowany
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Nie ma cudowniejszych ozłoconych kobiet. Mirjsce z magią i sercem.
Nie ma cudowniejszych ozłoconych kobiet. Mirjsce z magią i sercem.