Reklama

Pola zapłonęły

Ostatni tydzień był dla strażaków wyjątkowo pracowity. W całym regionie dochodziło nawet do kilku pożarów dziennie: ściernisk, zboża na pniu czy suchych traw. Przyczyny wybuchu ognia bywały różne, najczęściej iskra z maszyny rolniczej. Zdarzały się zaprószenia ognia przez osoby nieustalone. W Kopydłowie zaś pożar spowodowała słoma, którą wiatr zawiał na linię energetyczną. W Strugach, w jednym z gospodarstw, ogień strawił zapasy pokarmu dla zwierząt na zimę.

Po tym jak fala upałów dotarła do naszego regionu strażacy zarówno zawodowi, jak i druhowie OSP mieli pełne ręce roboty. 20 lipca, w środę, jeździli od pożaru do pożaru.  Po 12:00 strażacy zostali wezwani do ognia na polu. Paliło się zboże na pniu we Wierzbiu. Oprócz dziewięciu  jednostek z terenu powiatu oleskiego, zadysponowano również  druhów z OSP Ożarów, OSP Pątnów oraz zastęp z JRG Wieluń. Ogień strawił ok. 2 ha pola.
Około 14:00 ogień wybuchł w Kopydłowie. Tu zapaliło się ściernisko. Na miejscu w akcji gaśniczej udział brało pięć zastępów strażaków, jeden z JRG Wieluń oraz trzy z OSP, dwa z Białej oraz jeden z Wielunia. Zaledwie pół godziny później, w Bieńcu, zapalił się kombajn na polu. Gasiły go trzy jednostki, z JRG Wieluń oraz z OSP Pątnów i OSP Bieniec. Wieczorem doszło do pożaru zboża na pniu w Strugach.
Również w czwartek, 21 lipca, strażacy gasili ogień w kilku miejscach: w Wicherniku (zboże na pniu), w Strugach (dogaszanie słomy), w Stawie (ogień strawił zboże i ściernisko), w Skrzynnie (sucha trawa), Wiktorowie (zboże na pniu), w Skomlinie (pożar zboża na pniu). 22 lipca doszło do pożaru w Strobinie, paliło się poszycie leśne. 23 lipca, w sobotę, druhowie prowadzili działania w  Zabłociu, Załęczu Małym, Wierzchlesie  i Bieńcu. Z kolei w poniedziałek, 25 lipca, strażacy walczyli z ogniem na ul. Granicznej w Wieluniu, w Popowicach i w Bieńcu. Wtorek przyniósł ulgę w postaci deszczu.
W związku z bardzo dużą ilością pożarów strażacy z OSP Opojowice postanowili przypomnieć na swoim profilu w mediach społecznościowych o zasadach, dotyczących ustawiania stert, stogów i brogów. Powinny być umieszczane co najmniej 30 m od budynków z materiałów palnych a 20 m od budynków z materiałów niepalnych, co najmniej 30 m od dróg i torów kolejowych a także linii energetycznych, co najmniej 10 m od dróg wewnętrznych i granicy działki i co najmniej 100 m od lasów i terenów zalesionych.
- Dbajmy wspólne o nasze bezpieczeństwo  - apelują strażacy.
Największe straty po wybuchu ognia odnieśli Jolanty i Bogdana Krajewscy ze Strug. Pożar wybuchł co prawda na polu u sąsiad, gdzie strawił ok. 1,5 ha, ale z wiatrem przeniósł się na ich posesję niszcząc zapasy paszy dla zwierząt.  Spaliła się kiszonka oraz siano. Gospodarze oszacowali straty na około 50 tys. zł. Prawdopodobna przyczyną pożaru była iskra z układu wydechowego kombajnu.
Krajewscy martwili się o krowy. Hodują 30, a zapasy jedzenie na zimę poszły z dymem.
– Jest susza, nie ma jak zrobić sianokosu, to co jest, idzie na bieżące potrzeby, o kiszonkach nawet nie ma co mówić – relacjonowała gospodyni.
Krajewska momentu wybuchu ognia nie widziała.
– Wyszłam z domu akurat do opatrywania i zobaczyłam chmurę dymu, najprawdopodobniej z tego zboża, jak przyszłam to już było wszystko zajęte, na szczęście krowy udało na się wyprowadzić na podwórko – opowiada.
Sama polewała ściany, aby ogień nie poszedł dalej. Pomogli sąsiedzi, którzy zlecieli się pomóc.
- Dzwoniłam na 112, to w jednej ręce miałam telefon, a w drugiej wąż i lałam, ludzie się pozlatywali i jakoś uratowaliśmy, bo już ogień do obory wchodził – podaje.
- Całe szczęście, że pługiem odorali, to dalej nie poszło, z drugiej strony kukurydza zastawiła.
Kolejnego dnia jeszcze kilka razy żywioł pokazał, na co go stać.
- Było tu jeszcze dogaszane, najpierw koło południa byli strażacy, potem dogaszaliśmy sami, a pod wieczór to już si pokazał żywy ogień, sąsiadka zadzwoniła, a minęło może z 10 min., jak do domu weszliśmy – wspomina.
- Sąsiedzi zauważyli i zadzwonili też pod 112, przyjechało siedem jednostek.
Krajewska zaznacza, że n zimę przygotowanych mieli 80 bali kiszonki i siano. Zostało zaledwie trochę siana.
Na szczęście z pomocą przyszli ludzie.
- Ludzie są kochani w takich sytuacjach – mówi pani Jolanta.
- Jestem bardzo wdzięczna każdej osobie, która zaoferowała pomoc – podkreśla.
Sołtys wsi, Jerzy Włodarczyk podaje, że odzew na prośbę o wsparcie Krajewskich jest duży.
- Oni nie są winni nieszczęścia, jakie ich spotkało. Ludzie chcą im pomóc. Kontaktował się ze mną np. pan z Rząśni, który zaoferował pokarm. Jest już dograny transport.  Wiem, że pomoc zaoferowali też inni, więc zwierzęta na pewno nie ucierpią głodu.

Magdalena Lizurej
[email protected]

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kulisy.net




Reklama
Najnowsze wiadomości