Reklama

Przed nim długi proces powrotu do normalności - 13-letni Wiktor Wojtyczka z Czernic zmaga się ze skutkami nagłej choroby

Życie 13-letniego Wiktora i jego rodziny zmieniła nagła choroba. W listopadzie ubiegłego roku przeszedł przeszczep wątroby. – W piątek syn był w szkole, w poniedziałek trafił do szpitala, a w czwartek musiał przejść operację – niechętnie do koszmarnych wspomnień wraca Aneta Wojtyczka, mama nastolatka.

Wiktor Wojtyczka z Czernic do jesieni ubiegłego roku był zdrowym, pogodnym chłopakiem. Realizował swoje pasje, między innymi jako członek Młodzieżowej Drużyny Pożarniczej w Czernicach, interesuje go też rolnictwo. Nic nie zwiastowało problemów ze zdrowiem u chłopca. Jak wspomina jego mama, choroba zaczęła się podobnie do zwykłej infekcji, wymiotami i lekko podwyższoną temperaturą.

- Jestem akurat z tych mam przewrażliwionych, więc postanowiłam skonsultować się z lekarzem  - podaje Aneta.

- Bardzo szybko okazało się, że dolegliwości syna to objawy ostrej niewydolności wątroby. W poniedziałek wylądowaliśmy w szpitalu, we wtorek lekarze zaczęli wspominać o przeszczepie, bo parametry wątroby wciąż się pogarszały. W czwartek syn przeszedł przeszczep.

Reklama

Szybka reakcja mamy najpewniej uratowała mu życie.

Dla rodziców Wiktora i dla niego samego taki obrót spraw to był ogromny szok.

- Podpisywaliśmy zgodę na operację, lekarze mówili, że możemy zadawać pytania, ale nawet nie wiedzieliśmy o co zapytać, mieliśmy tylko świadomość, że życie naszego dziecka jest zagrożone -

- Wielu rzeczy z tego okresu syn nie pamięta i czasami dopytuje o szczegóły- zwierza się mama nastolatka.

- Mi do tych chwil ciężko wracać. Chciałabym wymazać z pamięci widok dziecka z tymi wszystkimi kablami i rurkami, podłączonego do różnych urządzeń. Na oddziale rozmawiałam z innymi rodzicami, opowiadali, że po przeszczepie w końcu ich dzieci zaczynają normalnie funkcjonować. Oni na te zabiegi czekali  z utęsknieniem. Nasza  sytuacja była zupełnie inna. Wiktor jeszcze tydzień wcześniej był zdrowy, jego stan się nie polepszył, tylko pogorszył.

Reklama

Strach o zdrowie syna nie opuszcza bliskich 13-latka. Lekarze nie znaleźli przyczyn ostrej niewydolności wątroby, choć badali ją pod bardzo szerokim kątem. W dodatku organizm Wiktora zaczął odrzucać przeszczep, musi barć leki immunosupresyjne, które mają temu zapobiec. Cały czas pozostaje pod kontrolą lekarską, dojazdy do Instytutu „Pomnik -  Centrum Zdrowia Dziecka” i do Poradni Transplantacji Wątroby w Warszawie są częste. Chłopaka czeka też długa rehabilitacja a za 1,5 roku zabieg całkowitego zszycia powłok brzusznych.

- Można powiedzieć, że Wiktor powoli dochodzi do siebie – zauważa jego mama.

Reklama

Medycy obawiali się, że zatrucie amoniakiem, do którego doszło przez niewydolność wątroby, może doprowadzić do uszkodzenia mózgu. Na szczęście takich powikłań nie ma.

- Lekarze cały czas dobierają mu odpowiednie dawki leków przeciwodrzutowych. Jeśli będą za duże, nie pozostaną bez wpływu na inne organy oraz odporność organizmu. Jeśli za małe, może dojść do odrzucenia przeszczepu – tłumaczy mama chłopaka.

Z dnia na dzień 13-latek czuje się coraz lepiej. Ponieważ jego odporność jest bardzo osłabiona kontakt z innymi ludźmi musi ograniczyć w obawie o ryzyko przeniesienia infekcji. Pozostaje mu tylko telefon i komputer. Dzięki nowoczesnym rozwiązaniom technologicznym może być w kontakcie z rówieśnikami. Wkrótce zacznie zdalne lekcje, jest uczniem siódmej klasy.

Reklama

- Mieszkamy na wsi, mamy własne podwórko więc Wiktor może chodzić swobodnie po dworze, a nie  siedzieć w czterech ścianach – opowiada jego mama.

- Kiedy nabierze sił i jego stan się unormuje, będzie mógł żyć w miarę normalnie.  To jest moje marzenie. Leki będzie musiał jednak przyjmować cały czas.

Mama Wiktora przyznaje, że obawy o zdrowie jedynaka towarzyszą jej niemal cały czas.

- Zawsze byłam z tych panikujących mam, nie wiem czy z tej historii kiedyś się otrząsnę i strach minie – mówi Aneta.

- Najtrudniejszy jest pierwszy rok po przeszczepie, Cały czas drżę czy nie dojdzie do powikłań. Czekam na wiosnę, słońce i nową energię. Staram się myśleć pozytywnie, najważniejsze, że nasze dziecko żyje. Trzeba iść do przodu.

Reklama

W rogu pokoju czeka jednak spakowana torba na ewentualność szybkiej jazdy do szpitala. Również każda kontrolna wizyta w szpitalu może skończyć się skierowaniem na oddział,  o ile wyniki badań okażą się niezadowalające.

Dojazdy na konsultacje medyczne i leki do ogromne wydatki. Wiktora czeka długa droga do sprawności sprzed operacji, przed nim rehabilitacja.

- Bardzo ciężko było mi podjąć decyzję o założeniu zbiórki – przyznaje Aneta Wojtyczka.

- Obawiałam się surowej oceny i krytyki. O wiele łatwiej pomagać komuś, niż samemu prosić o pomoc. Dla syna jednak schowałam dumę do kieszeni. Sami finansowo sobie nie poradzimy. Poziom życzliwości, jaki ludzie okazują naszej rodzinie jest ogromny. Jestem bardzo wdzięczna za każdy gest, każdą chwilę jaką ludzie poświęcają, aby nam pomóc i dziękują za każdą złotówkę. Dzięki wielkim sercom wielu ludzi będzie nas stać na rehabilitację i leki, które syn będzie musiał przyjmować przez całe swoje życie. Myślę, że jak tylko Wiktor poczuje się lepiej, będzie mógł osobiście wszystkim podziękować.

Reklama

Tutaj: https://www.siepomaga.pl/wiktor-wojtyczka można wesprzeć Wiktora 

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kulisy.net




Reklama
Najnowsze wiadomości