Z Jolantą Mitką, prowadzącą gospodarstwo w Rychłocicach, a jednocześnie kobietą stale aktywną w samorządzie i akcjach protestacyjnych środowiska rolniczego, o aktualnych problemach i sytuacji polskiego rolnika, rozmawia Sławomir Rajch
Sławomir Rajch: Jak dziś z perspektywy rolnika i samorządowca wygląda sytuacja polskiej wsi? Wiemy, że ogólnie łatwo nie jest, bo wszystko drożeje.
Jolanta Mitka: - Wszyscy się obawiają, że nadchodzący kryzys będzie dużo ostrzejszy niż poprzednie. Ceny gazu, środków ochrony roślin czy oleju napędowego idą cały czas w górę, a wraz z nimi rosną wszystkie koszty produkcji.
No ale rząd dopłacił rolnikom do środków ochrony roślin. Dostaliście dodatkowe 500 zł do hektara.
- Nikt nie pogardził tą pomocą, bo dobra i taka. To niestety nie załatwiło problemu. Koszty produkcji rosną nieustannie. Należy pamiętać, że każda złotówka przekazana na rolnictwo, to złotówka przeznaczona na tańszą żywność. Jeśli rząd rolnikowi nie pomoże, to cena żywności stanie się dla wielu osób barierą nie do przeskoczenia.
Generalnie jest takie powszechne mniemanie, że teraz rolnicy mają bardzo dobrze, bo są dopłaty. Mówi się, że ludzie roli, wręcz śpią na pieniądzach.
- Gdyby było tak dobrze, to młodzi ludzie nie uciekaliby do miasta za pracą, tylko przejmowaliby gospodarstwa po rodzinie. Młodzi jak mają do wyboru ciężką i niewdzięczną pracę, to wolą iść do na etat. Nie chcą narażać się na opinie, że ten bamber jedzie traktorem za pół miliona. Wolą nie spłacać traktora i mieć święty spokój.
Sezon zakończony. Na czym w tym roku dało się zarobić, a na czym można było sporo stracić?
- Od tego czy uda się zarobić rolnikowi w tym sezonie, zależy czy będzie go stać na ponowne obsianie pola i działalność w przyszłym roku. W tym sezonie wszyscy liczyli na rzepak, biorąc pod uwagę ceny przed żniwami. Niestety, przyszedł sezon i dobre ceny się skończyły. Wielu rolników początkowo nie chciało sprzedać rzepaku po tej cenie, ale teraz ceny są jeszcze niższe.
Czym to jest spowodowane? Przecież olej w sklepach nieustannie drożeje.
- To są spekulacje, spekulacje i jeszcze raz spekulacje. To zwykła zmowa marketów i skupujących rzepak. Dla rolników to jest mafia, której się nie pokona. My jesteśmy ostatnim ogniwem i mamy niewiele do powiedzenia. Jak chcemy sprawiedliwych cen, to słyszymy, że jeżeli nam się nie podoba, to sprzedawać nie musimy.
Było coś, co się w tym sezonie opłacało w rolnictwie?
- W porównaniu do ubiegłego roku dobrze płacili za pszenicę, choć wiosenne susze trochę przypaliły plony. Cena była jednak dobra. Zobaczymy, jak będzie z kukurydzą. W innych segmentach produkcji zostaliśmy wyparci. Uprawianie warzyw jest bardzo pracochłonne, brakuje rąk do pracy. Każdy woli iść do jakiegoś zakładu, gdzie nie trzeba aż tak ciężko fizycznie pracować.
A jeśli chodzi o produkcję zwierzęcą?
- To praca ciężka i absorbująca, ale wypłata, jak i koszty są co miesiąc. Daje to poczucie stabilizacji. Rozwiązanie to dobrze sprawdza się zwłaszcza w przypadku małych gospodarstw. Ja jestem producentem mleka, mam 25 krów.
Ma pani komu przekazać gospodarstwo?
- Tak, syn przejmie gospodarstwo, ale bez produkcji zwierzęcej. Przy zwierzętach nie ma na nic czasu. Ani na odpoczynek, ani na chorobę. Człowiek jest przywiązany niczym chłop pańszczyźniany.
Rozumiem, że uważa pani, że rolnik nie jest w Polsce doceniany?
- Tak było, tak jest i tak zapewne będzie. Niestety.
Co musiałoby się stać, żeby rolnikowi w Polsce żyło się lepiej?
- Nie chcemy dużo. Wystarczyłaby stabilizacja cenowa. Chcemy wiedzieć, że jak dzisiaj zasiejemy, tak za rok sprzedamy za tyle i tyle. Będziemy wiedzieć, jakie mamy koszty. W innych krajach siadają do rozmów związki zawodowe, sieci handlowe i przetwórnie. U nas tego nie ma.
Myśli pani, że przedstawiciele rolnictwa wejdą do sejmu przy najbliższych wyborach? A może wciąż waszym reprezentantem jest PSL?
- Nigdy nie mieliśmy prawdziwych reprezentantów, nie licząc Samoobrony. Wszyscy obiecują rolnikom, a później nic z tego nie ma. Z Agrounią wspólnie robiliśmy kilka akcji i byliśmy zadowoleni. Każda grupa społeczna powinna mieć swoich przedstawicieli. Tylko doświadczony rolnik wie, jak ciężka jest jego praca. Co będzie w następnej kadencji? To się okaże.
A co jeśli chodzi o bezpieczeństwo żywieniowe?
Ważne jest bezpieczeństwo kraju, ważna jest obrona granic, ale najważniejsze jest bezpieczeństwo żywnościowe. Chciałbym, żeby wszyscy sobie wzięli to do serca. Pandemia i wojna na Ukrainie pokazała, jak łatwo jest zerwać łańcuchy dostaw. Musimy dbać o polskich rolników, żeby chcieli pracować. Jak nie będzie rolników, to w sytuacji zagrożenia, nie będziemy mieli co jeść.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze