Reklama

„Nie wpuścili nas. Kazali się zawijać z tymi śmieciami”. Kulisy protestu rolników w Warszawie

- Nasz ruch był spowalniany. Byliśmy zatrzymywani przez radiowozy policji. Zjazdy na drogi poprzeczne, a przede wszystkim na stacje benzynowe, były dla nas blokowane. Nie mieliśmy możliwości skorzystania z toalety. Przez kilka godzin rolnicy musieli ślęczeć w swoich ciągnikach, albo poruszać się w „ślimaczym pędzie” – opisuje sytuację rolnik z gminy Strzelce Wielkie, uczestniczący w ogólnopolskim proteście w Warszawie.

W piątek, 9 stycznia, w Warszawie miała miejsce manifestacja rolników. Protestowali przeciwko umowie handlowej Unii Europejskiej z krajami Mercosur oraz polityce rządu wobec wsi i rolnictwa.

Wśród protestujących nie zabrakło rolników z powiatu wieluńskiego i pajęczańskiego. Do stolicy pojechali autokarami, a silna reprezentacja rolników z pajęczańskiego wyruszyła na manifestację także ciągnikami. Punkt, w którym się zgromadzili znajdował się w Parzniewie pod Pruszkowem. Niestety do Warszawy nie zostali wpuszczeni, ale i po drodze napotkali wiele przeszkód. Jak mówią, policja robiła wszystko, żeby nie dotarli nawet do bram miasta.

Reklama

Jeden z liderów protestu Krzysztof Olejnik, rolnik ze Strzelec Wielkich w powiecie pajęczańskim, relacjonuje przebieg wypadków w rozmowie z reporterką „Kulis…”.

- Nie zgodzili się na wjazd ciągników do centrum. Nie pozwolili i nie wpuścili nas.

Rolnik twierdzi, że traktorami poruszali się po drogach, gdzie dozwolony jest ruch pojazdów wolnobieżnych, jakimi są ciągniki rolnicze, zgodnie z zasadami ruchu.

- Nasz ruch był spowalniany. Byliśmy zatrzymywani przez radiowozy policji. Zjazdy na drogi poprzeczne, a przede wszystkim na stacje benzynowe, były dla nas blokowane. Nie mieliśmy możliwości skorzystania z toalety. Przez kilka godzin rolnicy musieli ślęczeć w swoich ciągnikach, albo poruszać się w „ślimaczym pędzie” – irytuje się rolnik ze Strzelec Wielkich.

Reklama

- Muszę jasno podkreślić, że jeśli mieszkańcy Pruszkowa doświadczyli jakichkolwiek niedogodności związanymi z utrudnieniami w ruchu, to było spowodowane wyłącznie działaniami policji. My chcieliśmy się przemieszczać z prędkością dopuszczalną na tej drodze, czyli ok. 40 km/h – dodaje.

Policja miała też ściągać niektóre ciągniki na pobocza w celu poddania ich kontroli technicznej. Było blokowanie wjazdu kordonem i radiowozami. Dodatkowe posiłki wezwano, gdy do jednego z ciągników wsiadła europoseł Konfederacji Anna Bryłka.

Reklama

- Jasno oświadczono nam, że jeśli podejmiemy próbę przedarcia się, to pod koła będą rzucane kolczatki i policja zastosuje wszelkie dostępne środki w celu zatrzymania ciągnika, którym porusza się europoseł – relacjonuje Krzysztof Olejnik.

Rolnik określa działania policji jako kompletnie nieproporcjonalne i nieuzasadnione.

Nie tylko traktory były niemile widziane w stolicy. Oberwało się też furmankom. Wcześniej rolnicy dostali zgodę na udział furmanek, czyli wozów drabiniastych, w przemarszu z Placu Defilad pod Kancelarię Prezesa Rady Ministrów. Zgodnie z ustaleniami, przywieźli je na miejsce w częściach, rozładowali i zmontowali. Reakcja policjantów już jednak zgodna z ustaleniami nie była.

Reklama

- Policja ostentacyjnie kazała nam „zawijać się” z tym sprzętem, określając to jako „śmieć” i że nie życzą sobie, żeby coś takiego w ogóle miało możliwość wzięcia udziału w zgromadzeniu – opowiada rolnik ze Strzelec Wielkich.

Dodaje, że wcześniej  osoba specjalnie oddelegowana do kontaktów z policją dokładnie opisywała czym jest furmanka, jak wygląda ten sprzęt i w jaki sposób będzie się przemieszczał. Nie przewidywano zaprzęgania koni, protestujący mieli pchać furmanki. Wozy nie zawierały materiałów łatwopalnych, typu słoma czy siano, były wyposażone jedynie w banery. Oczywiście, furmanka zbudowana jest z elementów drewnianych, ale jest to drewno zaimpregnowane i odpowiednio zabezpieczone.

Reklama

Prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski uzasadniał brak zgody na wjazd ciągników do miasta przepisami polskiego prawa.

- To nadinterpretacja przepisów. Magistrat niezgodnie z prawem zwiększył swoje kompetencje, stając się ciałem opiniującym. Argumentowanie odmowy tym, że ktoś nie mógłby dołączyć do protestujących na ciągnikach, bo sam nie ma traktora jest równie absurdalne – komentuje Krzysztof Olejnik.

Powstaje też pytanie o wsparcie swoich „ziomków” ze strony wiceministra rolnictwa Adama Nowaka, pochodzącego z gminy Strzelce Wielkie.

Reklama

- Nie prosiliśmy wiceministra Adama Nowaka o pomoc, bo deklaracja ze strony obecnej koalicji była jasna: ciągniki mają do Warszawy nie wjechać. A jeżeli byłaby chęć ze strony wiceministra do tego, żeby nam pomóc, to jak najbardziej byśmy z niej skorzystali. On jednak nie podjął takiej próby i nie wyciągnął do nas ręki – mówi rolnik z gminy Strzelce Wielkie.

Nie wszystkie ciągniki opuściły obszar wokół Warszawy.

- Nie złożyliśmy broni. Są jeszcze inne instrumenty, po które zamierzamy sięgnąć, aby zabezpieczyć nie tylko swoje interesy, ale wszystkich konsumentów. To jeszcze nie koniec – stanowczo zapowiada Krzysztof Olejnik.

Reklama

***

Jak powiedzieli, tak zrobili. W czwartek 15 stycznia, po godzinie 13, rolnicy z powiatu pajęczańskiego wjechali ciągnikami do Warszawy od strony Pruszkowa. Służby mundurowe były kompletnie zaskoczone.




 

Miejsce zdarzenia mapa Wieluń
Aplikacja na Androida

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 20/01/2026 08:40
Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Stefek lub Wandzia - niezalogowany 2026-01-20 13:16:07

    A co to miało nie być, cała Polska miała stanąć, wszyscy mieli się bać i o nich usłyszeć - a wystarczyła garstka policjantów....????????????????. A to że Strzelec Wielkich czy tam okolic nie pochodzi jeden z wiceministrów, który już po dwóch latach miał przeszukania w swoim resorcie, tak dla przypomnienia to u was miał chyba najwięcej głosów...????????????

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kulisy.net




Reklama
Najnowsze wiadomości