Rolnicy w Polsce, a właściwie w całej Europie, protestują przeciwko podpisanej umowie handlowej z Ameryką Południową. Na ogólnopolski protest do stolicy wybierają się także gospodarze z naszego regionu. Ale problem dotyczy nie tylko samych rolników, ale całej branży. Jeśli rolnik nie zarobi, to nie da zarobić także innym. Wie o tym Marek Miler z firmy Agripol z miejscowości Góry w gminie Sokolniki. I to z nim reporterzy portalu kulisy.net rozmawiają o problemie.
Problem z Mercosur i zalewem polskiego rynku zbożem z Ukrainy dotyczy nie tylko rolników, ale też wielu sektorów powiązanych z branżą. To m.in. producenci, dystrybutorzy czy serwisanci maszyn i urządzeń rolniczych, a nawet budowlańcy i handlowcy. Zagrożenie jest realne i zaczyna wpływać na funkcjonowanie polskich firm.
- Już zaczęliśmy to odczuwać. Wiadomo, jeżeli rolnik nie ma pieniędzy, to nie będzie dalej inwestował w swoją gospodarkę – mówi Marek Miler, specjalista ds. sprzedaży w firmie Agripol z siedzibą w m. Góry w gminie Sokolniki.
- To wszystko jest połączone. Każdy biznes się amortyzuje, a obecnie rolnik nie kupi naszych produktów, ale i nie wyremontuje gospodarstwa. On nie ma zysków, my nie zarobimy, ale i budowlaniec na tym straci. Jeżeli uprawa roli będzie nieopłacalna, to podupadną też sklepy handlujące narzędziami czy częściami do maszyn rolniczych – dodaje.
Marek Miler podkreśla, że sytuacja na rynku rolniczym jest w tej chwili bardzo słaba. Zaczęło się od bardzo niskich cen płodów rolnych, a potem było już tylko gorzej. Problem dotknął też boleśnie hodowców świń i krów mlecznych. I tu pojawia się efekt domina: rolnicy nie zarabiają, więc nie mają pieniędzy - nie mają za co, to nie inwestują i nie kupują – zyski producentów i usługodawców koegzystujących z branżą rolniczą spadają – firmy szukają nowych rynków zbytu, głównie za granicą.
- 90 procent naszej sprzedaży to jest eksport, głównie do zachodniej i południowej Europy, na rynku polskim zostaje zaledwie 10 procent. Ale zła sytuacja jest już odczuwalna także na rynku europejskim – mówi Marek Miler i dodaje, że tam średnie i małe gospodarstwa też zaczynają mieć problemy. Jest prawdopodobne, że przetrwają tylko największe, mające rezerwy czy dodatkowe źródła utrzymania, albo czysto hobbystyczne.
- Politycy cały czas mówią o pomocy i wsparciu dla małych gospodarstw. Tylko, że jest ich coraz mniej. Dotychczasowe są likwidowane, a nowe się nie pojawiają. Rolnicy zaczynają szukać pracy w innych branżach. My również odbieramy takie telefony i słyszymy: „Rezygnuję z rolnictwa. Czy nie macie może jakichś wolnych miejsc pracy?”. Widzimy, że coś się dzieje niedobrego.
Zdaniem Marka Milera pesymistyczna prognoza jest taka, że większość rolników produkujących na małą skalę, zwłaszcza hodowców, upadnie. Ziemie pójdą w dzierżawę i wielkie gospodarstwa „połkną” małe. Bo tylko im będzie się to opłacało. A protesty pozostają bez echa.
- Przerażające jest to, że nikt nie chce słuchać rolników. Nikt nie chce z nimi rozmawiać.
…
Firma Agripol w m. Góry (gm. Sokolniki) jest producentem maszyn uprawowych, tzw. maszyn towarzyszących. Produkcją zajmuje się ponad 14 lat. Główną gałęzią działalności jest eksport maszyn na rynki zachodniej i południowej Europy. Produkowane maszyny to przede wszystkim brony talerzowe, kultywatory, głębosze, maszyny do uprawy bezworkowej, aplikatory do gnojowicy. Jak zapewnia producent, to maszyny wysokiej jakości, śmiało rywalizujące z zachodnimi producentami.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze