Po długiej przerwie znów zorganizowano Targi Końskie w Pajęcznie. I wszystko wskazuje na to, że impreza wróciła do łask. Mówi się o niej dużo i dobrze, nie tylko w regionie, ale w całej Polsce. Hodowcy już dopytują – kiedy następne targi?
W sobotę, 14 maja, od bladego świtu, na plac targowy w Pajęcznie zaczęli zjeżdżać hodowcy koni z całej Polski, a nawet z zagranicy. Szybko zaroiło się tu od koni, różnej rasy i wszelakiego umaszczenia. Głośne rżenie przyciągało tłumy do Pajęczna. Oczywiście na targach, prócz sprzedających i kupujących, pojawili się też ci, którzy przyszli po prostu nacieszyć oczy. A było co oglądać.
Krzysztof Tuliszewski przyjechał do Pajęczna z odległej o ponad 400 km Piły. Ale nie żałuje.
- Jest to naprawdę dobrze zorganizowana impreza. Wiem co mówię, bo mam porównanie do innych, na których bywam – chwali Tuliszewski.
- Bardzo bogato jak na ten trudny czas – wtrąca się Jacek Sytarzyński z Pajęczna i dodaje, że jest w czym wybierać.
- Brakowało tej imprezy. Powinna odbywać się częściej. To dzięki poprzedniemu burmistrzowi, nasze Pajęczno z tego słynie. Tak powinno być – rzuca i odjeżdża bryczką w głąb placu.
Na każde Końskie Targi do Pajęczna przyjeżdża Jerzy Liberski z Powiercia Kolonii. Tym razem wizyta była rekreacyjna, bez handlowania.
- Nie przyjechałem dziś ani sprzedawać, ani kupować. Ale jest jeden taki koń, rasy śląskiej, którego chętnie bym kupił. No, ale nie dziś – macha ręką Liberski.
Przyjechał sprzedawać, kupować, oglądać, dobrze się bawić. Mowa o koniarzu z wielkopolski, Pawle Pełce.
- Dobrze to jest zorganizowane. Widać, że ktoś o to dba – mówi Pełka i dodaje, że ma dwa konie do sprzedania. Jeśli uda mu się je sprzedać, to znajdzie coś dla siebie i wróci do domu z nowymi zwierzętami.
Klacz Luna została wystawiona do sprzedaży za 14 tys. zł. Chętnych było dużo, ale zbyt mocno się targowali, więc właściciel konia nie sprzedał.
- To jest koń rodzinny. Na nim jeździł ojciec i ja. Czysty małopolak - zachwala Gabriel Salwa z Kielc.
Oczywiście na placu targowym nie mogło zabraknąć ich współorganizatora i jednego z najbardziej znanych miłośników koni w okolicy – Dariusza Tokarskiego.
- Targi końskie to pajęczańska tradycja – akcentuje.
- W tym roku po przerwie, związanej z pandemią, wróciliśmy do ich organizacji. Jak widać hodowcy dopisali. Cieszymy się także z tego, że pogoda nam sprzyja, bo to jest ważne przy plenerowych imprezach – zaznacza Tokarski.
Rzeczywiście na targach pojawiło się kilkaset koni i tysiące zwiedzających. Daniel Ulaszek z Jasła jadąc na pajęczańskie targi, spodziewał się dużej frekwencji, ale nie aż takiej…
- Nie było targów w Skaryszewie, więc końskie towarzystwo się tu skumulowało. Ale zainteresowanie jest naprawdę duże. Konie podrożały, ale to dobrze. Koń musi kosztować! – podsumowuje.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze