Piotr B., przedsiębiorca z Wielunia, znany właściciel sieci aptek, jest podejrzany o udział w zorganizowanej grupie przestępczej. Miał skupować leki, a następnie eksportować je poza granice Polski. Kilkanaście dni temu został zatrzymany przez CBA, podobnie jak dwie inne osoby, podejrzane o udział w nielegalnym procederze, w ramach którego sprzedano leki o wartości 3,5 miliona złotych.
Trzy osoby podejrzane o udział w zorganizowanej grupie przestępczej zatrzymało CBA. Podejrzani mieli skupować leki, a następnie eksportować je poza granice Polski.
To kolejne trzy osoby związane ze zorganizowaną grupą przestępczą popełniającą przestępstwa w ramach tzw. odwróconego łańcucha dystrybucji leków. Akcję przeprowadzili funkcjonariusze delegatury Centralnego Biura Antykorupcyjnego w Białymstoku, a wśród zatrzymanych był Piotr B. z Wielunia, właściciel sieci aptek.
Jak podaje CBA, czynności były realizowane na terenie województwa pomorskiego, mazowieckiego, łódzkiego oraz małopolskiego.
„Zatrzymane osoby związane były z podmiotami gospodarczymi, które prowadziły zarówno hurtownie farmaceutyczne jak i ogólnodostępne apteki, przy czym pełniły one w rozbitej grupie przestępczej różne z góry ustalone role” – podaje zespół prasowy CBA.
Jedna z osób to właściciel spółki zarejestrowanej w Czechach, poprzez którą miały być eksportowane nielegalnie skupione z terenu Polski leki. Jednym z zatrzymanych, tak jak wcześniej wspomnieliśmy, był Piotr B., właściciel sieci aptek współpracujących z grupą, z których w ramach przestępczego procederu, według ustaleń funkcjonariuszy CBA, sprzedano leki o wartości ok. 3,5 mln złotych.
Ostatnia z zatrzymanych osób udzielała pomocy w przejmowaniu podmiotów gospodarczych, które następnie były wykorzystywane przez grupę w przestępczym procederze.
Zatrzymane osoby zostały przewiezione do siedziby Podlaskiego Wydziału Zamiejscowego ds. Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Białymstoku, gdzie zostały im przedstawione zarzuty, dotyczące m.in. udziału i kierowania zorganizowaną grupą przestępczą.
Prokurator Podlaskiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Białymstoku przedstawił zatrzymanym zarzuty kierowania oraz udziału w zorganizowanej grupie przestępczej, jak również udział w zbyciu, przez apteki ogólnodostępne do hurtowni farmaceutycznej, produktów leczniczych z naruszeniem zakazu określonego w ustawie Prawo farmaceutyczne kwalifikowane z art. 258 § 1 kk art. 258 § 3 kk, art. 233 § 1 i 6 kk, art. 271 § 1 i 3 kk, art. 126b ustawy Prawo farmaceutyczne.
Za te czyny podejrzanym grozi nawet do 10 lat więzienia. Prokurator zastosował wobec nich środki zapobiegawcze - zakaz opuszczania kraju połączonego z zatrzymaniem paszportu, dozór policji połączony z zakazem kontaktowania się ze współpodejrzanymi oraz poręczenie majątkowe, w tym wobec jednego z podejrzanych w wysokości 200 tysięcy złotych.
Jak podaje biuro prasowe CBA, dotychczas w przedmiotowej sprawie zatrzymano 11 innych osób. Łączna wartość skupionych nielegalnie przez grupę leków to nie mniej 7,5 mln złotych.
***
O procederze i mafii lekowej, pisaliśmy na łamach „Kulis …” już w 2017 roku. Wówczas, mało kto traktował naszą publikację poważnie. Przedruk artykułu sprzed pięciu lat znajdziecie poniżej.
Sławomir Rajch
[email protected]
Przedruk z tygodnika „Kulisy Powiatu”, numer 47, z 19 grudnia 2017 roku
Działoszyn, Wieluń
Aptekarska mafia
Tam gdzie duże pieniądze, tam i niegrzeczni chłopcy się znajdą. A że polski rynek leków szacowany jest na 20 miliardów złotych, więc ich pojawienie się było tylko kwestią czasu. Nie strzelają do siebie z kałasznikowów i nie porywają dzieci dla okupu, bo to mafia w białych rękawiczkach, a ściślej – w aptekarskich kitlach. Oni „tylko” ogołacają polski rynek z medykamentów i nielegalnie wywożą je za granicę, tłukąc na tym niezły interes . A klient dostaje w dupę, bo nie może kupić leku, opowiada znany aptekarz.
– Tylko bez nazwiska – zastrzega już na wstępie – bo mafia długie ręce.
Nieźle, jak na początek. Długoręka mafia aptekarska, czyli kto?
- Niektóre hurtownie leków apteki i przychodnie lekarskie - wylicza nasz aptekarz, a widząc niedowierzanie, że ośrodki zdrowia też angażują się w nielegalny eksport lekarstw, dopowiada. - Niektóre przychodnie powstają tylko po to, żeby przewalać leki za granicę. Wykorzystują fakt, że inspektor farmaceutyczny może kontrolować tylko hurtownie i apteki, składają zapotrzebowanie na powiedzmy 500 opakowań danego leku, a potem rozpisują całą partię na „lewe’’ recepty, albo zakładają własne hurtownie i tym kanałem wypychają lekarstwa na Zachód. Śmierdzący jak pan widzi interes…
- U pana też zamawiają?
– Oczywiście– nie ukrywa aptekarz.
– Jeśli zarobię od przychodni parę groszy…
–… to ten interes przestaje wtedy śmierdzieć?
– Oficjalnie, z punktu widzenia skarbowego, Jestem w porządku. Zamawiam ileś tam opakowań, płacę do tego podatek i na fakturę sprzedaję przychodni.
Apteczna „dziupla” w pipidówce
. Niezależnie od tego czy jest w tym coś z mentalności Kalego, czy też nie, faktem pozostaje, że to nie przychodnie mają największy udział w przestępczym wywozie leków na Zachód, ocenianym na 10 procent wartości krajowego rynku, czyli około 2 miliardy złotych. Niekwestionowany prymat w tym niechlubnym dziele przypada (nie wszystkim oczywiście) sieciom aptecznym. A mechanizm „przekrętu” jest dość finezyjny: właściciel dwudziestu, załóżmy, aptek lokuje kilka z nich w zapyziałych pipidówkach, gdzie nawet diabeł, w obawie, że zbłądzi, nie mówi ludziom dobranoc. Z biznesowego punktu widzenia jest to kompletny absurd, ale właściciel sieci wie, co robi. Ze wszystkich swoich placówek zbiera zamówienia do hurtowni, a następnie – co jest zabiegiem w pełni legalnym – podrzuca leki do tych kilku aptek na peryferiach, skąd później trafiają za granicę.
Dlaczego dziuplą do przerzutu lekarstw na Zachód są apteki niszowe? Bo wbrew pozorom właściciel sieci starającej się brudnym interesem myśli i kieruje się kategoriami ekonomicznymi. Wprawdzie nielegalny eksport leków uchodzi za względnie tolerowany– w ub. roku ujawniono 600 takich wykroczeń, ale licencje na prowadzenie aptek odebrano zaledwie kilku osobom, bo stąd dopatrzył się znikomej szkodliwości czynu – to zawsze istnieje ryzyko „wpadki” i groźba zamknięcia trefnej apteki. A skoro tak, to lepiej stracić mało dochodowy punkt na peryferiach, niż ulokowaną w dobrym miejscu apteczną perłę w sieciowej koronie. Per saldo i tak się to nieuczciwej sieci opłaci, bo na nielegalnym wywozie leków może zarobić milion lub dwa, a otwarcie nowej apteki kosztuje ją około 12 tys. zł.
Nie o to chodzi, by złapać króliczka…
– A w tym czasie – irytuje się nasz aptekarz – na polskim rynku brakuje wielu leków. Nawet tych, co ratują życie. Przychodzą do mnie ludzie, którym kończy się zapas insuliny, a ja im mówię, że nie mam. Że może będzie pojutrze albo i nie. A jakby, nie daj Boże, miał pan zrobiony przeszczep i przez całe życie musiał brać specjalistyczne leki, których nagle zabraknie, to czy byłby to problem? Byłby, prawda? Bo to nie jest tak, że ktoś przewali za granicę 50 tysięcy opakowań jakiegoś leku, to państwo może zażądać od producenta wyrównania ubytku. Nie może, bo wcześniej przedstawiciel rządu wynegocjował z firmą farmaceutyczną tę przykładową pulę 50 tysięcy opakowań, po odpowiedniej cenie, więc producent nie odpowiada za to, że państwo dopuściło do nielegalnego wydrenowania naszego rynku.
Sami producenci też krzywo patrzą na nielegalny wywóz leków z Polski, bo to jest dla nich nieuczciwa konkurencja. W Polsce lekarstwa są zdecydowanie tańsze, niż w krajach zachodnich. Jeśli u nas dany specyfik kosztuje na przykład 60 zł to w Niemczech wytwórca sprzedaje go za równowartość co najmniej 200 zł. Polski przemytnik, który dostarczy ten lek niemieckiemu pacjentowi za 150 zł, zarabiając na tym 250 procent (!), działa na szkodę producenta, bo odbiera mu zysk.
- I nie ma na to żadnej rady, żadnego sposobu?
– Ależ jest – aptekarz na to.
– Problem jedynie w tym, że władze od lat gonią tego króliczka – albo udają, że gonią – ale nie za bardzo chcą go złapać. A nadzór aptekarski okazuje się za słaby w starciu z mafijnym układem nielegalnego wywozu leków. Jak na Dolnym Śląsku próbowali się za nich wziąć, to inspektoratowi to inspektorowi spalili samochód. A klient jak dostawał, tak dostaje w dupę, bo nie może kupić leków.
RoJ
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze