- On po prostu już miał w głowie, że musi kogoś zabić. Jeśli nie ją, to zabiłby kogoś innego. Jak wypił był nieobliczalny. Wszędzie z nożem latał i groził, że kogoś zabije – mówią mieszkańcy Raczyna, wstrząśnięci morderstwem młodej kobiety w sąsiedztwie.
Mieszkańcy Raczyna, chcący zachować anonimowość, opowiadają reporterce portalu kulisy.net, że 35-letnia Małgorzata Ł. i 54-letni Zbigniew G. byli kochankami, a nieszczęście wisiało w powietrzu.
- Jak był trzeźwy, to do rany przyłóż. A jak pijany, to lepiej go było omijać z daleka – mówi mieszkaniec Raczyna.
- On był trochę szalony. A już zupełnie mu zaczęło walić w dekiel jak zasnął z papierosem, mieszkanie mu się spaliło, był poparzony i potem już mieszkał w stodole – mówi człowiek z sąsiedztwa.
- Zresztą, jemu jedno piwo potrafiło wystarczyć i zaraz nóż wyciągał i groził, że zabije. Lepiej było trzymać się od niego z daleka – dodaje.
Jak mówią mieszkańcy, 54-latek zaatakował i ranił nożem już wcześniej swoją partnerkę.
- Jesienią jakoś robili grilla. I pili. Też mu odbiło i wbił jej nóż w nogę.
Jeden z sąsiadów zawiózł ranną kobietę do szpitala. Potem miał usłyszeć od Zbigniewa G.:
- Zabiję cię! Po co ją zawiozłeś na pogotowie?!
Małgorzata Ł. zrobiła obdukcję i sprawa trafiła na policję. Zbigniew G. został zatrzymany, ale dość szybko wyszedł. Ludzie przypuszczają, że 35-latka wycofała oskarżenie. Później dłuższy czas nie pojawiała się w Raczynie, aż do teraz.
W połowie lutego Małgorzata Ł. przyjechała do Zbigniewa G. Miała przywieźć ze sobą alkohol.
- Po co ta dziewczyna przyjechała tu z powrotem. Taka ładna. Jak ją zobaczyłem, to do tej pory nie mogę uwierzyć, co ona w ogóle z nim robiła – kręci głową z niedowierzaniem mieszkaniec Raczyna.
- Nieobliczalny to on był, w głowie źle poukładane miał, może nawet chory psychicznie, ale kto by się spodziewał takiej tragedii?
- Każdy ma jakieś złości, zwłaszcza po alkoholu, ale żeby wziąć nóż i tak po prostu wbić komuś w serce. To się nie mieści w głowie.
- On kogoś musiał zabić. To po prostu taki człowiek.
Jeden z sąsiadów opowiada, że nie znał zbyt dobrze Zbigniewa G. Tyle co „cześć, cześć”. Był jednak świadkiem jak 54-latek krążył w okolicach stawu, wymachiwał rękami i krzyczał sam do siebie: „Zostawcie mnie! Puszczajcie!”.
Mężczyzna wspomina tragiczną noc z 16 na 17 lutego i nie może sobie darować, że nie wyszedł sprawdzić co się dzieje, gdy pies w kojcu zaczął ujadać i szaleć jak nigdy wcześniej. Wtedy pomyślał, że pewnie jakieś zwierzę pojawiło się na podwórku. Był też przekonany, że Zbigniewa G. nie ma w domu już od jakiegoś czasu. Nie widział ani jego, ani żadnej kobiety. Dymu z komina nie było, okna pozasłaniane kocami, ciemno i cicho. Sądził, że mężczyzna znowu wyjechał do pracy w delegacji.
- A może ona wtedy wołała pomocy. Może mógłbym coś zrobić, uratować ją… Nie mogę sobie darować, że nie wyszedłem. Ta myśl nie daje mi spokoju.
35-letnia Małgorzata Ł. mieszkała we wsi Przywory w gminie Czastary (pow. wieruszowski). 9 lutego powiedziała rodzinie, że jedzie do przyjaciółki w Sieradzu. Wyszła z domu i kontakt z nią się urwał. Rodzina zgłosiła zaginięcie i policja rozpoczęła poszukiwania.
Rano 17 lutego zwłoki Małgorzaty znaleziono w Raczynie (gm. Czarnożyły, pow. wieluński). Kobieta została zamordowana. Śmiertelny cios nożem w klatkę piersiową zadał jej 54-letni Zbigniew G. Mężczyzna przyznał się do winy i opisał przebieg zdarzenia. Został aresztowany. Za zbrodnię zabójstwa grozi mu dożywocie.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze