W ciągu roku przeszedł 13 operacji. Bywało, że w jednym tygodniu był usypiany do zabiegów dwukrotnie. I choć ma dopiero 6 lat, to już wie jak podnieść na duchu rodziców, gdy opadają z sił. Marta i Mariusz Leszczykowie ze Szczytów, w gminie Działoszyn, walczą o lepsze jutro dla synka. Aktualnie chłopiec praktycznie nie widzi. Zaćmę pokonał, teraz mierzy się z jaskrą i innymi schorzeniami oczu. "Światełkiem w tunelu" jest pomoc w specjalistycznej klinice w Niemczech, ale to kosztuje. Na szczęście, ludzie nie są obojętni na los potrzebującego dziecka.
W marcu Jaś będzie obchodził siódme urodziny. Teoretycznie przeżył niewiele, a jednak więcej niż niejeden dorosły. Już od czwartego miesiąca życia musiał mierzyć się z chorobą oczu, w konsekwencji praktycznie całkowicie tracąc wzrok.
Właściwie niczym innym prócz problemów ze wzrokiem, nie odstaje od zupełnie zdrowych dzieci. Doskonale się porusza, pięknie mówi. Jest bystry do potęgi „n”. Mimo problemów z widzeniem, natychmiast nawiązuje kontakt z otoczeniem. Na dodatek ma niesamowitą pamięć.
Podobnie jak inne dzieci ma swoje zainteresowania i rzeczy ulubione. Kocha pluszowe misie, klocki lego i samochody. Za słodyczami nie przepada, za to bardzo lubi kluski śląskie i prażuchy. W rozmowie, nawet z obcymi dla siebie osobami, jest otwarty, wesoły, uprzejmy. Być może to genetyczne, bo od rodziców Jasia reporterzy doświadczają wiele serdeczności.
Wszystko pięknie, gdyby nie choroba chłopca…
Marta i Mariusz Leszczykowie pobrali się w 2012 r. Ich pierworodne dziecko i dotąd jedyne urodziło się pięć lat później. Wcześniej nie było warunków, by powiększać rodzinę.
Jaś urodził się w szpitalu w Wieluniu. W skali Apgar, przy pomocy której ocenia się czynności życiowe noworodka zaraz po porodzie, miał 10 punktów na 10. Czyli maksymalnie dobrą ocenę. Dopiero w czwartym miesiącu życia, rodzice zauważyli, że ich syn ma problemy z widzeniem. Ojciec chłopca wiąże je ze szczepieniami, które zostały dziecku zaaplikowane w trzecim miesiącu życia.
- Nie reagował na światło, na ruch, na kolory. Tak jakby czegoś stale szukał – opowiada Marta, mama chłopca.
- Zauważyliśmy, że raczej obserwuje świat za pomocą dźwięków – dodaje.
Zareagowali natychmiast. Umówili się na wizytę u okulisty w Wieluniu. Już w trakcie zakrapiania oczu okazało się, że źrenice chłopca robią się mleczne, że coś z nimi jest nie tak. Diagnoza brzmiała krótko – zaćma.
- Musieliśmy działać, by ratować oczy syna – opowiada Mariusz, tata Jasia.
Szukali pomocy gdzie się da. W Łodzi, Katowicach, a nawet w zagranicznej klinice w Czechach. Ostatecznie to w katowickiej klinice, już w sierpniu 2017 r., została przeprowadzona pierwsza operacja, dzięki której uratowano jedno oko. Po miesiącu została wykonana operacja na drugim oku. Dziecko odzyskało wzrok, ale widziało tylko z bliska.
- Był krótkowidzem, ale widział – wspomina ojciec Jasia.
Gdy chłopiec miał niespełna trzy lata rodzice, za namową specjalistów, zgodzili się na kolejne zabiegi. Dziecku zostały wszczepione implanty soczewek.
- Po tych zabiegach zaczęły się problemy. Pojawiła się jaskra. Zaczęło mu też rosnąć ciśnienie w oczkach – precyzuje tata chłopca.
Krytyczny dla chłopca i jego rodziców był 2022 rok. Wówczas nastąpiło odwarstwienie siatkówki w jednym oku, soczewka opuszczona w drugim. Znów musieli szybko działać. Tym razem zdiagnozowano jaskrę i zapalenie tęczówki i ciała rzęskowatego, prowadzące do poważnych powikłań i utraty wzroku.
Mały Jaś aż 13 razy, tylko w ciągu jednego roku (2022), był usypiany i poddawany różnym zabiegom.
- Zdarzyło się nawet, że nasz syn był usypiany dwa razy w jednym tygodniu. Przechodziliśmy wtedy psychiczny Armagedon – wspomina Mariusz Leszczyk
Rodzice Jasia zjeździli pół Polski, od Katowic, przez Poznań do Łodzi. W końcu na tematycznej grupie dyskusyjnej dostali kontakt do wspaniałego lekarza, praktykującego w Bytomiu. Ale i on rozłożył ręce. Za to zapalił „światełko w tunelu” podając namiary na niemiecką klinikę, stosującą nowatorskie metody leczenia, mające przynosić doskonałe rezultaty.
- Nie zastanawiałem się ani chwili, bo czego nie robi się dla dziecka – opowiada tata Janka i dodaje, że sprawdził ile kosztuje terapia wzroku Fedorova w Berlinie, bo o niej mowa.
Okazało się, że potrzebne jest ok. 11 tys. euro. Ojciec chłopca założył zbiórkę w Internecie. Zarówno on jak i małżonka byli zszokowani ogromnym odzewem. Szybko darczyńcy wpłacili okrągłe 50 tys. zł. Najwięcej, bo 10 tys. zł wpłacił wujek Jasia, ale jak podkreślają Leszczykowie każda wpłacona złotówka się liczy i wzrusza ich z taką samą siłą.
- Nie kwota pomocy się liczy, ale samo to, że ludzie chcą pomagać, że nie przechodzą obok czyjejś krzywdy obojętnie – zauważa młody tata.
Pomocną dłoń dla Jasia wyciągnęli nie tylko członkowie rodziny, ale także zupełnie obcy dla Leszczyków ludzie. I choć rodzice chłopca zebrali już zakładane w zbiórce 50 tys. zł, to na tym na pewno się nie skończy. Leczenie i rehabilitacja ich dziecka z pewnością potrwa, a każdy zabieg będzie kosztował. Nawet jeśli berlińska terapia przyniesie wymarzone rezultaty, z pewnością będzie ją trzeba powtarzać i stale leczyć oczka dziecka. Właśnie dlatego mamy ze Szczytów, Działoszyna i okolicy zakasały rękawy i już biorą się za pieczenie ciast, a dochód z ich sprzedaży w całości przeznaczą na leczenie Jasia.
21 stycznia pod kościołami w Szczytach i Działoszynie (p.w. św. Marii Magdaleny) po każdej mszy świętej prowadzony był kiermasz wypieków.
Do udziału w akcji „Walczymy o oczka Jasia” zaprasza Rada Rodziców przy Szkole Podstawowej w Szczytach oraz niedawno powstała Inicjatywa MaMy Moc. A co to takiego?– spyta ktoś.
Inicjatywa MaMy Moc to grupa pięciu matek, którym się chce działać dla społeczności lokalnej, całkowicie bezinteresownie.
- Każda z nas jest inna, ale łączy nas: wrażliwość, empatia i chęć niesienia pomocy – mówi Marta Patocka, jedna z aktywistek inicjatywy.
- Chcemy nieść pomoc każdemu, komu jest potrzebna – kończy.
***
Marta i Mariusz Leszczykowie jeszcze nie znają terminu rozpoczęcia terapii w Niemczech. Ale śpią już spokojniej, bo wiedzą, że mają pieniądze na jej opłacenie. Przynajmniej pierwszej terapii… Co będzie dalej? Rodzice Jasia marzą, by mógł oglądać świat tak jak inne, zdrowe dzieci. A chłopiec jest wręcz pewien, że „jeszcze będzie pięknie” – te słowa wciąż powtarza swojej mamie, gdy tylko wyczuje, że jest smutna.
P.S. O efektach kiermaszu wypieków przeczytacie w odrębnym materiale.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze