- Jakość pracy nauczycieli w-fu, miesząca się w ich kompetencji broni się, a przypisywanie im winy za to że w dokumentacji nie wychwycili błędów jest, jak powiedział pan na wrześniowej sesji do radnego pana Kamoli „wprowadzaniem chaosu dezinformacyjnego na poziomie niespotykanym” i jednocześnie demotywowaniem ludzi do pracy – tymi słowami do wójta Białej Aleksandra Owczarka zwróciła się dyrektor Szkoły Podstawowej im. Marii Konopnickiej w Białej Anna Wojtas. Wystąpienie dyrektorki to pokłosie dyskusji, do jakiej doszło podczas wrześniowego posiedzenia rady gminy, w kwestii wycinki drzew na placu budowy boiska. Głos zabrała również projektantka.
Kilka miesięcy temu informowaliśmy o planach budowy boiska wielofunkcyjnego przy Szkole Podstawowej w Białej. Dyrektor szkoły Anna Wojtas nie ukrywała zadowolenia z inwestycji. Uczniowie bialskiej podstawówki osiągają bardzo dobre wyniki sportowe m.in. w dyscyplinach lekkoatletycznych. W dwóch kategoriach przodują w powiecie. Jak podkreśla Wojtas zatrudnieni w szkole wuefiści podejmują wiele inicjatyw, które pomagają się uczniom rozwijać. Nowe boisko, które już zostało zbudowane, pozwoli otworzyć się na nowe możliwości.
I choć radość z inwestycji dalej jest spora, to jednak doprawiona jest beczką dziegciu. Zadanie bowiem nie przebiegło bez problemowo. Kilka razy podczas obrad rady gminy wójt wspominał o niepotykanych przeszkodach na budowie w postaci 35 drzew. Podczas wrześniowego posiedzenia rady radny Mariusz Kamola zaczął drążyć temat dodatkowych kosztów, jakie samorząd poniósł w związku z nieplanowaną wcześniej wycinką. Jak relacjonował wójt Aleksander Owczarek wykonawca podczas przejmowania placu budowy stwierdził, że inwestycji się nie podejmie, o ile teren nie zostanie uporządkowany. Jego zdaniem drzewa, które rosły wzdłuż jednego z boków działki, należy usunąć. Do usunięcia były też drzewa rosnące na środku planowanego zadania. Wykonawca zapowiedział, że nie jest w stanie dać gwarancji na płytę boiska z powodu korzeni, które zapewne znajdują się w gruncie. Zagroził opuszczeniem terenu budowy oraz karami finansowymi dla gminy, uważając, że wina za brak przygotowania placu leży po stronie inwestora.
Samorządowcy oszacowali, że usunięcie drzew, korzeni a także wyrównanie terenu będzie kosztowało ok. 60 tys. zł. Ostatecznie firma wycięła 35 drzew w zamian za drewno, a wyrównanie terenu kosztowało 36 tys. zł.
Radni zastanawiali się, kto za zaistniałą sytuację ponosi odpowiedzialność. Radna Małgorzata Pichlak rozważała, czy aby projekt nie powstał zza biurka.
Do sprawy odniósł się też wójt.
- Temat boiska od lat się przewijał, projekt został powtórzony, a że nikt nie zajrzał, ani dyrekcja szkoły się tym nie zainteresowała do końca, ani wuefiści, którzy byli szczęśliwi, że koncepcję boiskową mieli na papierze, no to takie są tego skutki – stwierdził samorządowiec, przypominając, że skoro gmina zleciła projekt to projektant powinien wynająć geodetę, który drzewa na mapy naniesie.
Reklama
- Możemy mieć taki moralny niepokój, że przez projektantów nie zostało to ujęte i dyrekcję szkoły w porę nie wychwycone. My działaliśmy tylko jako gmina naprawczo – mówił we wrześniu Owczarek.
Te rozważania tematu jednak nie zakończyły. Podczas posiedzenia rady gminy, 29 listopada, głos postanowiła zabrać Maria Dziuba, odpowiedzialna za projekt boiska, który wójt bez ogródek nazwał kontrowersyjnym. Architekta nie zostawia suchej nitki na wykonawcy zadania. Zapewniała też, że nie pracowała zza biurka.
- Drzewa wszystkie zostały zachowane, tylko drzewa na wyspie wewnątrz były przewidziane do wycięcia, bo nie było innej możliwości usytuowanie tego boiska - twierdzi projektantka. Jej zdaniem zaprojektowane boisko było na tyle odsunięte od drzew, że te mogły rosnąć, za wyjątkiem 10 pośrodku. Ponadto drzewa miały osłaniać m.in. od spalin z pobliskiej bazy samochodowej, dawać cień.
- Jeśli nawet korzenie by odrastały, ale to wątpliwe bo teren jest zdrenowany i nie ma wilgoci, to nie uszkadzałyby nawierzchni, tak samo, jak nie uszkadzają nawierzchni drogi, która tam jest – twierdzi.
Reklama- Natomiast jak już wykonawca podpisał umowę stwierdził, że on nie widział, że tu są drzewa, że trzeba wyciąć bo on nie da gwarancji na płytę – relacjonowała.
- Jeśli ten pan podpisał umowę i nie pytał się o drzewa, to nie mógł stawiać takich warunków, jeśli stawiał taki warunek, to powinien zejść z budowy i zapłacić karę za odstąpienie od wykonani umowy – uważa Dziuba.
- On powinien za to drewno zapłacić a nie że wyciął i sobie wziął - zaznaczała.
- To co on zrobił pod prokuratora się nadaje, do czego zmusił pana wójta, być może straszył czymś – nie gryzła się w język.
Reklama
Tyle tylko, że podczas roboczej narady pracownik z biura architektki oraz inspektor nadzoru stwierdzili, że plac pod budowę przygotowany nie jest i drzewa trzeba usunąć. Sprzeciw Dziuby miał przyjść poniewczasie.
- W przedmiarze robót są dwa drzewa w środku zamiast 10, w projekcie nie było opisane że teren jest zakrzaczony – podaje Małgorzata Świtoń.
Kilka drzew było pochylonych, a część okazała się po ścięciu chora. W zamian za wycięte drzewa gmina została zobowiązana do wykonania 74 nowych nasadzeń.
W linii drzew zaplanowano budowę oświetlenia.
- Gdzie by te oprawy miały świecić? Między tymi drzewami czy na tych drzewach być zmontowane ? - pytał wójt retorycznie.
- Inspektor nadzoru stwierdził, że drzewa uniemożliwiają wybudowanie boiska zgodnie z projektem i w przyszłości będą powodowały uszkodzenia nawierzchni, a pani przedstawiciel potwierdził, że drzewa należy usnąć i zobowiązał się do zinwentaryzowania rosnących drzew oraz do przygotowania zgłoszenia w celu usunięcia wraz z opinią ornitologa – przypomniał Owczarek. Korzenie miały nawet po 10 m.
Reklama
- Z poziomu projektanta pani może mieć różne koncepcje, ale z poziomu wykonawcy czy właściciela inwestycji to wygląda inaczej czasami – zwrócił się do projektantki.
Sporo do powiedzenia w kwestii wrześniowej dyskusji miała dyrektor bialskiej podstawówki. Anna Wojtas nie kryła oburzenia próbom przypisania odpowiedzialności za pewne uchybienia w dokumentach jej bądź wuefistom. Jak zaznaczała ze swoje części się wywiązali, bo ich zadaniem było dopilnować, aby rozmiary bieżni czy boisk a także rodzaj nawierzchni były odpowiednio duże i zapewniały możliwość pracy z dziećmi. Zadbali też o względy bezpieczeństwa oraz o możliwość pracy kilku grup równocześnie.
- Skoro projektant nie zgłaszał wątpliwości co do wymieszczenia boiska od strony zachodniej, to jak my nauczyciele mogliśmy to przewidzieć (…) od nas oczekuje się interpretacji jak od fachowców – nie kryła oburzenia.
(…)czy jestem zaskoczona, że w tej gminie komuś przypisuje się, myślę o sobie i o nauczycielach w-fu odpowiedzialność za zadania, które nie mieszczą się w ich kompetencjach? Nie jestem - sama sobie gorzko odpowiada.
- (…) jest mi przykro słuchać, że moim nauczycielom zarzuca się niekompetencję w sprawach, co do których kompetencji nie mają i mieć nie muszą i taką informację przekazuje się w przestrzeń publiczną - ma pretensje.
Reklama- Gmina zaczęła się zajmować projektem od momentu kiedy zaczęła opracowywać przetarg (…) – nie zarzucałem braku kompetencji tylko co najwyżej brak reakcji, że projekt okazał się kontrowersyjny, gdyby było wcześniej byś nie przeżywali – bron się wójt.
O więcej woli współpracy apelowała urzędniczka.
- Bardzo jest to przykre słuchanie takich kłótni i oskarżeń o różne rzeczy, gdzie działamy w dobrej wierze i ku wyższemu celowi, a robienie hałasu i szukanie dziury w całym z drobnych rzeczy tak naprawdę (…) wszyscy powinni zapamiętać, ze zgoda buduje niezgoda rujnuje – skwitowała Małgorzata Świtoń
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze