Nie było praktycznie żadnych objawów poważnej choroby, dlatego diagnoza bardzo zaskoczyła Darię Stolarczyk. 33-latka walczy z chłoniakiem Hodgkina. Mimo lepszych i gorszych momentów w trakcie leczenia, przyznaje, że najważniejsze jest mentalne nastawienie. Samopoczucie poprawia jej makijaż i ulubione stylizacje, którymi podkreśla swoją kobiecość. Niezastąpieni są także dobrzy ludzie, jak np. członkowie GKS Siemkowice, którzy organizują dla niej zbiórkę krwi.
O chorobie dowiedziała się w sierpniu 2019 roku. Lekarze stwierdzili jednak, że chłoniak mógł się rozwinąć już półtorej roku wcześniej.
- Objawów praktycznie nie było żadnych, zwłaszcza tych typowych. Na wszystkie medyczne pytania, dawałam przeczącą odpowiedź – wspomina Daria Stolarczyk.
- Tym, co mnie głównie niepokoiło to było takie chroniczne zmęczenie. Nie byłam w stanie rano wstać, po pracy ciągle spałam, męczyłam się bardzo szybko i nie miałam ochoty na aktywność fizyczną, którą wcześniej bez problemu uprawiałam. W późniejszym czasie, kiedy guz się rozwinął, miałam problemy z oddychaniem, a że jestem alergikiem, to pod tym kątem poszłam do lekarza. Myślałam, że może leki przestają działać i trzeba je zmienić. Dostałam skierowanie na rentgen i USG, które już wykazało guza.
Guz zlokalizowany był blisko tarczycy, uciskał na tchawicę, stąd pojawiły się problemy z oddychaniem. Na początku Daria słyszała, żeby się nie martwić, że to nic groźnego, wystarczy usunięcie i będzie po problemie. Badanie pobranego wycinka wykazało jednak, że jest to niestety chłoniak Hodgkina, potocznie nazywanym ziarnicą (rzadko występujący nowotwór krwi).
- Pojechaliśmy po odbiór wyników. Kiedy ordynator przekazał mi tą nowinę, to mroczki przed oczami mi się pokazały. Myślałam, że usuwam guza i wszystko jest w porządku, a okazuje się, że jest coś takiego, co pojawiło się nie wiadomo, w którym momencie i kiedy zostanie wyleczone – opowiada 33-latka.
Daria przeszła operację usunięcia guza w Łodzi w szpitalu na ul. Czechosłowackiej. Potem została skierowana na oddział hematologii do szpitala im. M. Kopernika, gdzie rozpoczęła leczenie przerzutów w klatce piersiowej. Chłoniak Hodkigna charakteryzuje się tym, że ma rozsiane po całym organizmie większe, mniejsze ziarenka, dlatego walczy się z nim głównie chemioterapią i radioterapią w niektórych przypadkach.
Stolarczyk początkowo raz na dwa tygodnie przyjeżdżała na chemię. Niestety już w trakcie terapii (sześć cykli, w sumie 12 wlewów) badania wykazały, że usunięty guz odrósł i to z nim 33-latka dalej walczy.
- Później moje leczenie wyglądało tak, że około miesiąc przebywałam w szpitalu, na dwa tygodnie wracam do domu i tak w kółko. Teraz w poniedziałek (8 lutego) zacznie się czwarty tydzień, jak jestem w szpitalu po podaniu kolejnej chemii – wyznaje.
- Po tej chemii na szczęście czuję się w miarę dobrze. Te poprzednie było dużo cięższe i trudniejsze. Nie byłam w stanie jeść, miałam rany w przełyku, ustach, dookoła ust. Nie mogłam nawet napić się wody, dlatego nawadniano mnie kroplówkami i była potrzebna krew do przetoczenia. Osocze też dostałam i tutaj dopiero dowiedziałam się, jaki jest problem z krwią. Wiem, że nie da się jej zastąpić, wyprodukować. Ważna jest tylko miesiąc od momentu pobrania, więc istotne jest by na bieżąco ktoś ją oddawał. Często jest potrzebna w danym momencie, zaczyna się czwarty tydzień mojego pobytu, a są osoby, które leżą po dwa, trzy miesiące i co chwilę muszą mieć przetaczaną krew, także ja nie będę narzekać na ten jeden miesiąc pobytu.
Dla Darii, pochodzącej z Radoszewic, odbyła się już jedna zbiórka krwi. Akcję zorganizowali strażacy z Siemkowic. Teraz w pomoc włącza się GKS Siemkowice, które zapisuje osoby chętne, aby oddać krew 11 kwietnia przy Urzędzie Gminy w Siemkowicach.
- Od roku prowadzimy zespoły młodzieżowe w naszym klubie i staramy się pozyskiwać dzieci z całego obszaru gminy. Należy więc do niego też młodzież z Radoszewic, skąd pochodzi Daria, jej rodzice, znajomi oraz rówieśnicy – mówi Sebastian Łukomski, członek zarządu i kierownik drużyny GKS Siemkowice.
- Staraliśmy się o tą pomoc od nas, bo wcześniej już była jedna zbiórka w Siemkowicach dla Darii, a teraz był pomysł, żeby organizatorem był nasz klub. Na ten moment jest ponad 60 osób zapisanych, ale wiadomo, że pewnie nie wszyscy będą mogli oddać krew, a niektórym coś wyskoczy. Staramy się jednak, żeby ta liczba chętnych była jak największa, bo chcemy zebrać jak najwięcej krwi dla Darii. Bardzo w tej kwestii pomagają rodzice dzieci, którzy są członkami naszego klubu, bardzo promują tą akcję i sami zapowiedzieli udział w zbiórce. Na tym etapie już więc należą im się gratulacje. Jako zarząd działamy dość krótko, więc nie mieliśmy jeszcze możliwości się wykazać (na koncie mają już udział w WOŚP-ie), ale oczywiście pomysłów nie brakuje i w razie potrzeby takie akcje będziemy powtarzać, i to w różnych dziedzinach.
Daria była bardzo pozytywnie zaskoczona inicjatywą piłkarzy.
- Jak się dowiedziałam, to zaczęłam skakać z radości na sali i opowiadać wszystkim dookoła pielęgniarkom, lekarzom, znajomym, że będzie taka akcja. Dla mnie jest to bardzo pozytywne i budujące, bo część tych osób mnie nie zna, może gdzieś tylko ze słyszenia, a mimo to angażują się w pomoc – podkreśla 33-latka.
- Mam nadzieję, że poza tym, że będzie ta zbiórka dla mnie, to uświadomią też ludzi, że warto oddawać krew.
W trakcie pobytów w szpitalu w 2020 r. zwróciła też uwagę na inny, duży problem. Pandemia uniemożliwiła wizyty najbliższych, chociaż przyznaje, że sama w miarę radzi sobie z rozłąką z rodziną, to bardzo boli ją widok starszych, schorowanych osób, które nie są w stanie samodzielnie umyć się, przebrać, czy najeść. Opowiada, że gdy się dobrze czuła, starała się pomóc takiemu człowiekowi, bo pielęgniarki też nie zawsze mogły podejść do każdego pacjenta. Apeluje więc, by szpitale zatrudniały dodatkowy personel do pomocy takim osobom. Choroba też całkowicie zmieniła jej nastawienie do świata i życia.
- Przestałam się przejmować, denerwować bardziej przyziemnymi sprawami, tj. ktoś się złości czasami, że okien nie zdążył umyć, albo zrobić zakupów – przyznaje Stolarczyk.
- Zaczęłam za to doceniać te małe rzeczy, że mogę wyjść na kilka dni do domu, pojechać do rodziców, wyjść na podwórko i pobawić się z psami, że mąż może przyjechać do Łodzi i zobaczę go chociaż przez okno. Na początku nastawienie było słabsze i mam gorsze momenty, zwłaszcza kiedy źle się czuje. Lekarze mówią, że mogą dać z siebie 100 proc., ale jeśli nastawienie nie będzie dobre, to ja nie wyzdrowieję.
W trakcie pierwszej chemioterapii Daria jeszcze pracowała, głównie online (jest przedstawicielką handlową, współpracuje z salonami fryzjerskimi). W pewnym momencie musiała jednak odpuścić i zatrudniono zastępstwo. Zdradza, że ma kontakt ze swoimi klientami i wierzy, że kiedy pokona chorobę, wróci do pracy. Przed diagnozą lubiła też aktywność fizyczną, którą zaraził ją mąż. Kiedyś na rowerach jeździli po 20 km, a nagle okazało się, że nie jest w stanie przejechać dwóch kilometrów.
- Kiedy człowiek zaczyna chorować, począwszy od tego, że jestem w szpitalu i źle się czuję, to najpierw planuję, że wrócę do domu i nagotuje sobie mnóstwo pysznych rzeczy. Później zastanawiam się, co będzie, jak wyzdrowieję, gdzie pojedziemy, ile miejsc odwiedzimy, z iloma osobami się spotkamy – zauważa.
- Wcześniej wszystko odsuwaliśmy na dalszy plan, bo może szkoda pieniędzy, a może jeszcze poczekajmy, a teraz już nie. Jeżeli teraz mamy chęć na coś i możliwość, to róbmy to i nie zastanawiajmy się, tylko idźmy do przodu. Przekonywano mnie do wizyty u psychologa, byłam dwa, trzy razy, ale stwierdziłam, że to nie dla mnie. Staram się sobie sama radzić i zajmować rzeczami, które sprawiają mi przyjemność. Ważni są też moi bliscy, znajomi, ludzie, którzy do mnie dzwonią, pomagają w różny sposób, ktoś mi coś ugotuje, da, zorganizuje jakąś akcję, bo to wszystko jest dla mnie bardzo ważne i budujące.
Daria dla lepszego samopoczucia dba też o swój wygląd zewnętrzny. Robi makijaż, czy eksperymentuje z różnymi naklejkami na głowie. Pogodziła się już z tym, że straciła włosy, które na moment odrastają i za chwilę znów wypadają. Zdaje sobie jednak sprawę, że dla wielu kobiet jest to duży problem, dlatego pokazuje na swoim Instagramie, że można pięknie wyglądać także w chorobie.
- Chciałabym, żeby każdy obserwował siebie, swój organizm i słuchał swojego ciała, bo u mnie jedynym objawem poważnej choroby było zmęczenie, a wszystkie wyniki krwi, hormonów miałam w normie – apeluje.
- U mnie miała być jedna chemia, później po drugiej słyszałam, że będzie dobrze, potem trzecia i teraz była czwarta. Okazuje się, że chłoniak mutuje i zaczyna być mało wrażliwy na leczenie, które dostaje. Przed kolejnym etapem czeka mnie autoprzeszczep. Wczoraj (5 lutego) udało mi się zebrać komórki do przeszczepu, a to było istotne, by zebrać je jednego dnia. To jest kolejna krzepiąca rzecz, wiec trzymam się tego, że wszystko będzie dobrze.
Dalsze leczenie wiąże się też z kolejnymi kosztami, dlatego Daria jest już w trakcie tworzenia zbiórki internetowej. Każdy będzie mógł więc dołożyć cegiełkę do jej powrotu do zdrowia.
Katarzyna Cieślik
[email protected]
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze