Reklama

Czeka na szczepienie od czterech miesięcy

Czesława Panek z Komornik ma 73 lata. Kiedy rozpoczęły się szczepienia na COVID-19, córka Katarzyna Panek umówiła mamę z przychodnią Bomed w Wieluniu na podanie pierwszej dawki. Starsza pani miała ją otrzymać 17 kwietnia w domu. Ale do tej pory nie otrzymała ani szczepionki, ani wyjaśnienia, dlaczego tak się stało.

Czesława Panek nie porusza się samodzielnie. Przemieszcza się tylko korzystając z balkonika i to przy pomocy innej osoby. Każde jej wyjście na dwór stwarza szereg trudności. Trzeba ją niemal wynieść, dlatego na świeżym powietrzu przebywa bardzo rzadko. Wyjazd do lekarza, to już cała wyprawa. Należy ją znieść po schodach, umiejętnie wsadzić do samochodu, potem z niego wyciągnąć. 
- Mama ma pierwszy stopień niepełnosprawności – rozpoczyna Katarzyna Panek.
- Jak zaczęły się szczepienia, zadzwoniłam na centralę po informacje. Powiadomiono mnie wtedy, że Bomed w Wieluniu prowadzi mobilny punkt szczepień. Więc na początku lutego zadzwoniłam tam i zarejestrowałam mamę. Gdy ją zgłaszałam, panie powiedziały, że one przyjadą i będzie miała szczepienie 17 kwietnia. Wtedy nie było żadnych problemów.
W wyznaczonym terminie nikt się jednak nie pojawił. Katarzyna próbowała telefonicznie skontaktować się z przychodnią, ale nie mogła się tam dodzwonić. 
- Jakieś półtora miesiąca temu, ale już po 17 kwietnia, zadzwoniła pani z Bomed-u i powiedziała, że robią listę pacjentów, do których mają dojechać - mówi dalej kobieta.
- Od tego momentu nie było już żadnego odzewu.
Zaniepokojona takim obrotem sprawy córka, w czwartek, 27 maja, po godz. 16. ponownie zadzwoniła do przychodni. 
- Spytałam, kiedy przyjadą do mojej mamy na szczepienie, bo czekamy już od lutego – kontynuuje nasza rozmówczyni.
- Pani pielęgniarka odpowiedziała, że na razie nie ma szczepionek. No więc zdenerwowana zapytałam, gdzie są te szczepionki?! Usłyszałam, że mam sobie zadzwonić do pana Dworczyka i, że mam wyniosły, bezczelny głos. To mnie najbardziej uderzyło. Wtedy w złości, bez namysłu, tak automatycznie powiedziałam: „To kogo zaszczepiliście pierwszego w tym Wieluniu? Rodziców lekarzy? Adwokatów z Wielunia?”. A ja chcę tylko zaszczepić mamę. Na koniec dodałam, że czekam na telefon. Wtedy usłyszałam: „To proszę czekać”. Wszyscy wokół są zaszczepieni, a Bomed nie może dojechać do mojej mamy. Mnie się wydaje, że on w ogóle ma problem z dojazdem do ludzi.
Przychodnia Bomed prowadzi dwa punkty szczepień. Mniejszy przy ul. Żeromskiego i drugi, do szczepień masowych, przy ul. Sieradzkiej. Opisana sprawa dotyczyła pierwszej placówki. 
- Uważam, że mój pracownik nie powinien się tak odezwać – mówi lekarz Sławomir Bąk z Niepublicznego Zakładu Opieki Zdrowotnej Bomed.
- Przepraszam tą panią, która interweniowała, jak również wszystkie inne osoby zainteresowane.
Sławomir Bąk zaproponował również sposób rozwiązania tej niezbyt przyjemnej dla obu stron sytuacji. 
- Jak tylko dotrą szczepionki, wyślemy po tą panią karetkę. Przywieziemy do nas, zaszczepimy i odwieziemy do domu. Oczywiście bezpłatnie. Proszę jej córkę o kontakt ze mną, a wtedy postaram się rozwiązać problem z korzyścią dla pacjentki. I to jest moja deklaracja. 
Jednocześnie lekarz potwierdził, że teraz w przychodniach brakuje szczepionek przeciw COVID-19.
- W zeszłym tygodniu obcięto nam 60 procent dostawy – tłumaczy.
- Mieliśmy otrzymać 2 700 sztuk szczepionek, a dostaliśmy 870. W związku z tym odwołaliśmy prawie 800 umówionych wizyt. Mimo rządowych zapewnień, są przerwy w dostawach szczepionek. I nie jesteśmy za to odpowiedzialni my, tylko agencja ministerialna, rządowa.

Sławomir Bąk odniósł się również szeroko do wyjazdowych szczepień. 
- Żadna placówka POZ (podstawowej opieki zdrowotnej – przyp. red.), przynajmniej na chwilę obecną, w naszym powiecie nie stworzyła wyjazdowego zespołu do szczepień – wyjaśnia.
- My nie jesteśmy POZ-em, ale, chcąc włączyć się w całą tę akcję, zgłosiliśmy chęć pomocy wyjazdowej. Robiliśmy to do czasu, kiedy mogliśmy to robić. Teraz okazuje się, że jest to naszym dużym problemem. Brakuje ludzi do stworzenia takiego zespołu wyjazdowego, a przede wszystkim szczepionek. Na początku, kiedy dostawy były regularne, jeździliśmy do pacjentów. Ale, jak chętnych do zaszczepienia się było coraz więcej, stało się to fizyczną niemożliwością. Jestem bowiem jedynym lekarzem, który prowadzi szczepienia przeciw COVID-19 w obu placówkach Bomed-u. Dlatego mam apel, prośbę do kolegów z POZ-u, aby zainteresowali się swoimi leżącymi pacjentami w zakresie szczepień. Uważam, że rodzina osoby leżącej, niepełnosprawnej, powinna zgłosić ją do swojego POZ-u i tam uzgodnić terminy szczepień. A wtedy placówka ta zamówi karetkę, która przewiezie taką osobę do punktu szczepień, a potem odwiezie do domu. I pacjent nie płaci za to ani złotówki, ponieważ finansuje to NFZ.

Reklama

Elżbieta Wodecka
 

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kulisy.net




Reklama
Najnowsze wiadomości